I o co tyle szumu?



Wszędzie gdzie nie zajrzę czytam o odchudzaniu, zdrowym odżywianiu, ćwiczeniu itp. Oj ciężki temat! Tym bardziej, że postanowiłam zrzucić kilka kilogramów i zwrócić większą uwagę na to co jem. Chcę żeby było zdrowiej i powiem Wam, że nawet dobrze mi idzie ;)


Coraz częściej czytam o MŁODYM JĘCZMIENIU. A co to jest w ogóle?
Gwiazdy i gwiazdeczki wychwalają i chudną. Czy to jest jednak takie dobre? Może to kolejny suplement diety naszprycowany chemią? Poczytałam i padłam ze zdziwienia.

Proszek z młodego jęczmienia:

- jest źródłem witamin z grupy B, antyoksydantów (witaminy C i E, beta-karotenu), żelaza, wapnia, magnezu i cynku
- zawiera naturalne hormony i chlorofil
- jest bogaty w niezbędne aminokwasy ( nasz organizm nie potrafi wyprodukować ich sam)
- ma silne właściwości przeciwutleniające, co warunkuje jego działanie przeciwzapalne, przeciwnowotworowe i przeciwwirusowe
- pomaga w leczeniu trądziku i owrzodzeń
- łagodzi bóle żołądka, bóle stawów i zmniejsza stany zapalne
- sprzyja odkwaszeniu organizmu, zapewniając równowagę kwasowo-zasadową organizmu
- przyspiesza metabolizm tłuszczu w organizmie i obniża stężenie cholesterolu we krwi
- może być pomocny w prewencji i leczeniu cukrzycy, chorób, serca, nadciśnienia tętniczego, hipercholesterolemii, bezsenności czy nadwagi i otyłości

Popularne ostatnio zrobiły się też Jagody Goji. 
A co to za dziwactwo?
To małe czerwone jagódki, które można znaleźć w Chinach, Tybecie i Mongolii. Warto j spozywać ponieważ:
- posiadają całe mnóstwo składników odżywczych, witamin i minerałów są one kompletnym źródłem białka
- zawierają kilkanaście różnych aminokwasów, oraz 21 pierwiastków śladowych – między innymi cynk, żelazo, wapń, german (posiada działanie antyrakowe), selen, fosfor

- jest w nich 3 razy więcej żelaza niż np. w szpinaku
- w ich skład wchodzą, także takie witaminy jak B1,B2, B6 oraz witamina E
- jest to najbogatsze źródło karotenoidów, w tym Beta-karotenu.
- posiadają niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, takie jak kwas linolowy, który jest pomocny w odchudzaniu oraz kwas omega 6




Postanowiłam sprawdzić czy owe chińskie wspaniałości pomogą mi schudnąć. Moje jagódki i jęczmień pochodzą od firmy Rafex. Jak już Wam kiedyś pisałam oddałam serce tej firmie. Cenie ich za brak glutaminianu sodu w przyprawach i za to, że skład mieszanki ziołowe to mieszanki z prawdziwych ziół a nie z ziół i dodatków.


Czy schudłam?


Wydaje mi się, że te kilka kilogramów mniej jest spowodowane zmianą diety na zdrowszą. Jednak zauważyłam, że jestem bardziej wypoczęta i pełna energii. Dodatkowo stwierdzam, że żadne choróbska i przeziębienia się mnie nie trzymają. Wszyscy wkoło chorowali a mnie jakimś cudem ominęło.

Napój z młodego jęczmienia jest okropny w smaku więc odpuszczam i nie będę go piła regularnie. Pomimo tych jego wspaniałych zalet nie dam rady się dłużej męczyć. Jeżeli chodzi o jagody goji to bardzo sie polubiliśmy. Używam ich na wszelaki sposób np. do płatków na mleku, do jogurtu lub jako zwykłą przekąskę, są one doskonałą alternatywą dla rodzynek.


I co sięgniecie po któryś z tych produktów? 

A może już ich używacie?
Czytaj dalej

Mama- bilans zysków i strat.




Każda z nas marzy, że jej macierzyństwo będzie idealne. Patrzymy na nie przez pryzmat różowych okularów. Różowy, pulchniutki bobasek przesypiający pół dnia w naszych ramionach i całą noc w swoim łóżeczku. Nie do końca tak przecież jest.

Macierzyństwo ma swoje plusy i minusy. Jak wszystko co nas otacza. Gdy na świat przychodzi nasz malec zaczynamy dostrzegać te mniej przyjemne aspekty bycia mamą.
Denerwujecie się czasami? Macie dość gdy:
- musicie przebierać się siódmy raz danego dnia bo wasze dziecko znowu Was upaskudziło?
- nowe spodnie w magiczny sposób rozdarły się na kolanie?
- Wasza pociecha kolejny raz z krzykiem oznajmia, że nie będzie sprzątała pokoju?
- nauczyciel stwierdza, że dziecko nie uważa na lekcjach?
- zbieracie z podłogi resztki ulubionego wazonu?

Mogę tak wymieniać bez końca. Myślę jednak, że wszystkie nerwy i cała złość mija w momencie pojawianie się pięknego uśmiechu na twarzy Waszego dziecka. Tracicie głowę i zapominacie o całym dniu gdy widzicie dwoje malutkich oczu wpatrzonych w Was z ufnością. Słowo ma-ma lub mamo kocham Cię wypowiedziane przez Wasze dziecko jest jak miód na zmęczone matczyne serce.

Kocham być mamą!

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich mamusiek :)
Czytaj dalej

Majowe świętowanie :)


Ostatnio mnie tu mało. Jednak musicie mi wybaczyć. Maj jest dla nas bardzo napięty ;) Mamy naprawdę wiele okazji do świętowania.
20 maja Filipek miał roczek.
22 maja kuzynka Filipa Julka miała urodzinki.
23 maja wyprawialiśmy roczek Filipa.
24 maja urodziny obchodzi teściu.
26 maja Dzień Matki i imieniny Filipa.

Także sami rozumiecie... Brak czasu.

Mam za to dla Was kilka zdjęć z imprezy urodzinowej Filipa.
Miłego oglądania!


Taki pyszny torcik zajadaliśmy :)


Filip z babcią Anią :)


Chwila zawahania. Co by tu wybrać?


To ja wezmę różaniec ;)


A tutaj Filip z mamą. Trzeba wypróbować nową furę!



Czytaj dalej

Nawyki, które muszę w sobie zmienić...



Kolejny dzień wyzwania blogowego u Sen Mai. Temat niby prosty ale zmuszający do przemyśleń. Nawyki, które muszę w sobie zmienić... Znalazłam tego bardzo dużo, jednak nie 'pochwalę się' wszystkimi. Opiszę tylko jeden.

Jest jedna rzecz, która bardzo mnie denerwuje. Mimo, że nie chcę tego robić to i tak to robię. To siedzi gdzieś w mojej głowie i jest niczym odruch bezwarunkowy. Prześladuje mnie od samego rana aż do momentu, gdy Filip zaśnie.

Mój Mały Odkrywca poznaje świat, uczy się nowych rzeczy. Staje przy meblach, chodzi wokół łóżka rodziców, biega na czworaka, trzaska szafkami, rzuca miseczkami, otwiera szuflady, dotyka kotka, trawy, zrywa kwiatki. Nie zawsze jednak wszystko wychodzi mu tak jakby chciał. Czasami się poślizgnie, spadnie na pupkę, przytrzaśnie paluszek, ukuje się igiełką choinki. I tutaj wchodzę ja ze swoim okropnym 'hmmmmy'. Wyobraźnia matki działa do przodu i widzę najgorsze scenariusze. Trochę przesadzam. Daję mu swobodnie odkrywać nieznane i zawsze jestem gdzieś w pobliżu, na wyciągnięcie ręki. Mimo tego muszę wtrącić to okropne, wystraszone 'hmmmmy'.

Moim marzeniem jest aby się pozbyć tego nawyku! Ktoś wie jak to zrobić?
Czytaj dalej

Moje szczęście trwa już rok!


Dokładnie rok temu o godzinie 1 w nocy, przyszedł na świat mój kochany synek. Jak na wcześniaka, który urodził się równiutko w 32 tygodniu ciąży nie był taki mały. Miał 50 cm i ważył 2200g.

Nie trudno się domyśleć, że Filip jest moim największym SZCZĘŚCIEM :)
Jedno jego spojrzenie, łobuzowaty uśmieszek i matka odpływa. Nie tylko ja, bo i cała rodzinka. Wszyscy go kochamy i nie wyobrażamy sobie świata bez niego! Fascynujące jest to jak taka mała istotka może uszczęśliwiać tyle osób!

Od kilku dni leżałam w szpitalu. Lekarze robili co w ich mocy aby poród przesunąć jak tylko się da. Im później tym lepiej. W poniedziałek czułam się okropnie, chciało mi się wymiotować przez cały dzień, pęcherz cisnął, nogi opuchły, skurcze się nasilały. Co śmieszniejsze na KTG skurczy nie było widać wcale. Mąż przyjechał w odwiedziny do szpitala. Wychodząc o 20 zapytał w żartach czy spotkamy się jeszcze dzisiaj? Śmiałam się, że wytrzymam jeszcze jeden dzień. Nie wytrzymałam. Skurcze się nasilały. O północy przewieźli mnie na porodówkę. Dzwonię do męża, że to już. Sylwester w pośpiechu wyrusza z nadzieją, że zdąży. Miał być poród rodzinny, trzymanie za ręce, bujanie na piłce. W tej chwili dzieliło nas 65 km. To działo się tak szybko. Urodziłam sama, bez znieczulenia zanim zdążyłam krzyknąć chociaż raz... Przyszedł na świat o godzinie 1 a pięć minut później dojechał Sylwester. Zdążył tylko zobaczyć jak zabierają naszego synka do inkubatora. Zostaliśmy sami przez chwilkę i padło pytanie: Jak damy mu na imię? Zapomnieliśmy o najważniejszym ;) Dobrze, że wtedy się dogadaliśmy :)

Mimo, że nie mieliśmy wymarzonego porodu rodzinnego to i tak potrafiliśmy cieszyć się tą chwilą. Od tamtego dnia jesteśmy trzyosobową rodziną. SZCZĘŚLIWĄ trzyosobową rodziną!

Czytaj dalej

Jak przetrwać kilka dni w szpitalu?

Znacie powiedzenie wszędzie dobrze ale w domu najlepiej? Ja znam i całkowicie się z nim zgadzam! Najmocniej zwłaszcza, gdy przychodzi mi leżeć w szpitalnym łóżku. Zawsze się zastanawiam jak przetrwać kilka dni w szpitalu. Tam jest zupełnie inna rzeczywistość i rytm dnia. Gdy zaszłam w ciążę, a później urodził się Filip w szpitalu byliśmy częstymi gośćmi. Niestety. Jedak po czasie nauczyłam się kilku sposobów na przetrwanie pobytu w szpitalu.

Czytaj dalej

Uważaj co mówisz!


Od dłuższego czasu czułam potrzebę wysprzątania całego mieszkania. Remont pokoju dziennego dobiegł końca, powoli układałam wszystkie rzeczy w nowych meblach. Czekałam tylko na swoją wymarzoną dużą szafę... Niestety wysyłka bardzo się opóźniała. 

Brzuszek coraz bardziej dawał się we znaki, plecy bolały i nogi coraz częściej puchły. Mimo tego ja stale myślałam tylko o wyprawce i szafie. 

Wybraliśmy łóżeczko i kilka dni później wózek. Godzinami wertowaliśmy strony internetowe i zwiedziliśmy kilka sklepów. Wybór nie był wcale łatwy.

Coraz mocniej czułam potrzebę uszykowania naszego gniazdka na przyjście nowego członka rodziny. Gdzieś w głowie stale wirowała myśli: Jest jeszcze czas. Przecież to dopiero siódmy miesiąc.

Spisałam długą listę rzeczy potrzebnych dziecku. Wybraliśmy się na długie zakupy. Wybrzydzałam, dotykałam, oglądałam- przecież wszystko musi być idealne. Udało się! Prawie cała wyprawka skompletowana.

Następnego dnia przybiła mnie myśl, że nie mam żadnego zdjęcia z brzuszkiem. Mąż dla poprawy humoru zabrał mnie na małą wycieczkę aby pstryknąć kilka fotek. Planowaliśmy więcej w najbliższym czasie, bo przecież jest jeszcze czas...

Cały czas coś szykowałam, przestawiałam, myłam, odkurzałam... Wszystko powoli, bez pośpiechu, nie nadwyrężając się.

Wreszcie przyszła upragniona szafa. Poklepałam karton i powiedziałam: Teraz to mogę rodzić!

Wieczorem bardzo źle się czułam. Wcześnie położyłam się spać. Obudziło mnie delikatne ukłucie w brzuchu i stwierdziłam, że jestem cała mokra. Pękł pęcherz. Ale jak to? Przecież to dopiero 31 tydzień ciąży.

Znajomy zawiózł mnie, mojego męża i moją mamę na pogotowie. Niestety nie było karetki która mogłaby mnie przewieźć do szpitala. Zawiadomili inny ambulans z sąsiedniego miasteczka i kazali wyjechać mu w drogę. W środku trasy, z jednej strony łąka, z drugiej las. Ja przesiadam się do karetki i patrzę przerażonym wzrokiem na męża. Odjeżdżamy...

Szpital w Trzciance. Badają mnie i stwierdzają, że nie mogę tam zostać. Jeżeli urodzę u nich dziecko ma małe szanse na przeżycie. Nie mają odpowiedniego sprzętu. Trzeba jechać dalej. Piła albo Poznań. Do Poznania za daleko, nie da rady- słyszę strzępy rozmów lekarzy podczas gdy pielęgniarka robi mi zastrzyki. Piła.

Karetka zabiera mnie dalej. Jedziemy do Piły, serce kołacze, skurcze jakby ustały. Boję się. Nie porodu, nie bólu a tego co może stać się z moim dzieckiem.

Jesteśmy w Pile. Witają mnie serią kolejnych zastrzyków. Podłączają kroplówkę. Tłumaczą, że trzeba jak najdłużej przetrzymać dziecko w brzuszku. Przytulam męża który za chwilę będzie musiał mnie zostawić. Trzymam za rękę mamę. Tak strasznie się boję. Zostaję sama.

I po co ja mówiłam, że mogę już rodzić? Wtedy targały mną wyrzuty sumienia. Dziś wiem, że to głupi zbieg okoliczności.

Dokładnie rok temu około godziny 23 wylądowałam w szpitalu. Cały czas modliłam się o jedno: Proszę Cię synku wytrzymaj tam jeszcze kilka dni!



Czytaj dalej

Kosmetycznie czyli mama też człowiek.


Dzisiaj będzie trochę kosmetycznie. Chociaż ekspertem w tej dziedzinie nie jestem to zdarza mi się użyć czasami mazideł, kremów czy tuszu. Jak już twarz wysmarowana to i czymś to trzeba wieczorem pozmywać. W moje łapki wpadł:


Iwostin Sensitia. Kojący tonik.

Na opakowaniu czytamy, że przeznaczony jest do oczyszczania i pielęgnacji skóry wrażliwej, skłonnej do podrażnień i zmian alergicznych. Dodatkowo:

  • skutecznie oczyszcza skórę
  • usuwa pozostałości makijażu
  • zmiękcza i wygładza naskórek
  • koi i łagodzi podrażnienia
Cena kosmetyku (w zależności od miejsca zakupu) to od 20 zł do 26 zł za 215 ml.

Co ja o nim myślę?

Produkt jest w bardzo przejrzystym i estetycznym opakowaniu. Wszystko czego chciałam się dowiedzieć widoczne było na etykiecie i mogłam to przeczytać bez lupy ;) Zamkniecie jest na tzw. klik a dawkowanie produktu jest bardzo wygodne.

Wszystkie obietnice producenta zostały spełnione. Tonik doskonale radzi sobie z makijażem, podrażnieniami, oczyszcza i zmiękcza naskórek. Pozostawia przyjemne uczucie oczyszczenia. U mnie po dłuższym czasie skóra twarzy zrobiła się nawilżona za mocno (o ile to możliwe) i zaczęły pojawia się wypryski. Wtedy z pomocą przyszedł mi:


Iwostin Purritin. Aktywny krem eliminujący niedoskonałości. 

Cena (w zależności od miejsca zakupu) to: 18 zł do 22 zł za 40 ml.

Z opakowania można się dowiedzieć, że działa na wszystkie przyczyny powstawania trądziku: skutecznie odblokowuje zatkane pory, reguluje wydzielanie sebum, długotrwale matuje, redukuje ilość i wielkość grudek, krostek i zaskórników oraz zapobiega ich ponownemu pojawianiu się. Sprawia, że przebarwienia i zaczerwienienia są mniej widoczne. Intensywnie i długotrwale nawilża oraz łagodzi podrażnienia.

Tak jak wcześniej opakowanie i dawkowanie produktu rewelacja. No i tutaj pojawiają się schody. Produkt nawilża, matuje, nie uczula,radzi sobie z przebarwieniami ale z trądzikiem to już nie bardzo. Potrzeba dużej ilości czasu żeby zadziałał na wypryski. Chociaż nie jestem pewna czy one nie znikły same pod wpływem czasu.

I tutaj pojawiają się pytania: 

Czy warto inwestować w dobry produkt, który pomaga na jedno a szkodzi na drugie? 
Wtedy trzeba kupić dwa produkty aby uzyskać pożądany efekt. 

A może warto zainwestować więcej i kupić lepszy płyn do demakijażu? 

Może Wy macie jakiś sprawdzony, niedrogi tonik? 

Czytaj dalej

Spacer dobry na sen.




Nie będę Wam pisać o dobroczynnych wpływach świeżego powietrza na dziecko, bo to każdy wie. Nie będę Was nakłaniać do owych spacerów, bo pewnie i tak to robicie a jeżeli nie to macie do tego prawo. Napisze Wam jakie działanie mają spacery na mojego synka :)

Odpowiedź jest jedna: działanie USYPIAJĄCE!

Chodzimy na spacer niemal codziennie, bez względu na pogodę i nasze humory. Filip zawsze zasypia. Nawet gdy spał przed wyjściem to na spacerze i tak zaśnie.




Uwielbiamy ten czas. Zapewne każde z nas z innych powodów.

Ja kocham spacerowanie za:

1. Moje plecy mogą odpocząć.

Filip nie należy już do najlżejszych, a w domu po pewnym czasie zaczyna się nudzić zabawkami. Jak czuje się znudzony to grymasi. Jak grymasi to wspina się na mnie i wymusza noszenie na rękach. Moje plecy nie lubią długo dźwigać...

2. Mogę wyjść do ludzi.

Zamknięta w domu przez cały dzień tracę swoje pokłady entuzjazmu i zamieniam się w zrzędliwą jędzę. Potrzebuję towarzystwa ludzi.

3. Cieszę się widząc jak moje dziecko fascynuje się wszystkim wokoło.

Za co kocha spacerowanie Filip? Nie wiem, bo jeszcze jest za mały żeby odpowiedzieć. Jednak widzę, że sprawia mu przyjemność obserwowanie świata. Bez różnicy czy idziemy do lasu, na łąkę, do miasta, znajomych czy rodziny. Uwielbia wszystko co dla niego nowe.

Nawet gdy zdarzy mu się, że spacer jest za krótki i nie zaśnie to... musi nadrobić to w domu. Czasami nie zdążę go dobrze rozebrać, a on już śpi :)  Przecież spacerowanie jest takie męczące.


A Wy za co kochacie spacery? 
A może nie przepadacie za spacerowaniem?

Czytaj dalej

Moja sypialnia. Miejsce wyciszenia, zabawy i wszystkiego innego.


Dzisiaj zapraszam Was do mojej sypialni. Miejsca gdzie wypoczywam i nabieram sił, miejsca gdzie czytam, miejsca gdzie płaczę w poduszkę gdy jest mi źle i miejsca które po urodzeniu się Filipa, zmieniło się o 180 stopni. 

Zawsze marzyłam o wielkim łóżku z narzutą i przy wybieraniu mebli do sypialni nie miałam wątpliwości. Wielkie łóżko to atut dla takiego wiercipięty nocnego jakim jestem ja :) Zaplanowałam każdy nawet najdrobniejszy szczegół wystroju tego miejsca. Czułam się tam naprawdę dobrze. Sypialnia była moim azylem, miejsce gdzie nikt oprócz mojego męża nie miał wstępu.

Od samego początku gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży nie miałam wątpliwości gdzie postawimy łóżeczko dziecka. Nie chciałam nawet słyszeć, że może ono stać w innym pokoju niż nasza sypialnie. Wiem, że są te wszystkie nianie elektroniczne, monitory oddechu, kamerki. Jednak dla mnie to tylko zwykły sprzęt, a ja chciałam mieć dziecko blisko siebie. Zrezygnowałam ze swojej samotni po to aby nigdy nie być już samotną.

Nie zdążyłam urządzić kącika dla dziecka, bo wylądowałam w szpitalu. Lekarze starali przetrzymać Filipa w moim brzuchu chociaż kilka dni. W tym czasie mąż musiał stanąć na wysokości zadania i sam zająć się urządzeniem miejsca dla dziecka, częścią wyprawki i całą resztą. Spisał się znakomicie :) Sypialnia nadal jest moim miejscem, moim azylem ale Filip ma w niej swój kącik. Swoje łóżeczko, zabawki...

Sypialnia nie służy teraz tylko do spania.

 Jest ona miejscem naszych codziennych zabaw. 

Dla mnie jest to wygodna perspektywa. Wszystkie zabawki w jednym pokoju, a nie porozrzucane po każdym pomieszczeniu w domu. Tutaj mamy dużo miejsca i możemy szaleń do woli. To nic, że pokój czasami wygląda jak po przejściu tajfunu ;) Szybko wszystko można posprzątać!



Sypialnia jest kącikiem pielęgnacyjnym.

Na toaletce stoi cała masa Filipkowych kremików, kosmetyków i mazidełek. Moich zostało tam nie wiele. No trudno, gdzieś przecież trzeba wykonywać te pielęgnacyjne sprawy synka.

Sypialnia jest kinem.

Mamy tam telewizor, który włączamy tylko w ciągu dnia. Często włączamy piosenki dla dzieci lub kołysanki instrumentalne. Zdarza nam się obejrzeć bajeczkę lub jakieś wiadomości. Przecież dla wiadomości nie będziemy przerywać zabawy ;)

Sypialnia jest miejscem kąpieli.

Filipka kapie tatuś, a mamusia czeka z ręcznikiem i oliwkami na tapczanie. W łazience jest mało miejsca i plastikowa wanienka+ Filip+ tata+ mama z dodatkami raczej by się nie zmieściły. Zaczęliśmy kąpać synka w sypialni i tak już zostało.

Sypialnia jest sypialnią.

Wreszcie sypialnia jest miejscem gdzie śpimy. Filip u siebie i my u siebie. Synek ma swoje łóżeczko daleko od naszego. Ja mimo wszystko słyszę czy się kręci, czy marudzi i czy smacznie śpi. Nad ranem synek ląduje pomiędzy nami na łóżku i zasypia na dwie godzinki.


Moja sypialnia nie jest już cichym i spokojnym azylem. Jest miejscem wielofunkcyjnym. Czy żałuję? Ani trochę. Będąc mamą prywatne to mogę mieć jedynie zdanie i bieliznę ;) A tak poważnie to ciesze się, że moje życie jest teraz pełne energii i nie mam czasu na izolowanie się :)
Czytaj dalej

Mamo! Tato! Ja czytam!


Statystyczny Polak czyta jedną książkę rocznie. Czytając to na jednym z blogów uśmiechnęłam się do siebie. Uf! Nie jestem statystycznym Polakiem :) Jednak co zrobić żeby moje dziecko też nim nie było? Przecież nie zmuszę go do czytania książek. Zmusić nie ale można pomóc dziecku pokochać książki. Wystarczy, że od malutkiego szkraba te książki będą mu towarzyszyć.


W biblioteczce Filipa jest dużo książek. Malutkich, grubych, kolorowych... Odkąd Filip nauczył się siedzieć i zaczął wyrażać chęć do trzymania czegoś w rękach ja zaczęłam podsuwać mu malutkie książeczki. Takie rozwiązanie na sam początek jest idealne. Książeczki mają grube kartonowe kartki więc dziecko ich nie zje i nie zniszczy. Kolorowe strony skupią jego uwagę na mniejszą lub większą chwilę. 

Przez pierwsze miesiące Filip chciał je tylko oglądać i denerwował się gdy próbowałam przewrócić kartkę na inną stronę.  W miarę upływu czasu pokochał wspólne czytanie. Podnosi książeczkę do góry i woła mnie do wspólnej zabawy z książką.



Czytam mu wierszyki o krótkiej treści, pokazuje zwierzątka na kartkach, wydaje śmieszne odgłosy. On zerka na mnie i z uśmiechem próbuje powtarzać to samo co ja. W tej chwili jest w stanie wytrzymać trzy, czasami cztery bajeczki. Gdy się znudzi to odchodzi zająć się czymś innym. Nic na siłę! Będzie miał ochotę to poczytamy później. Nie chcę żeby czuł się zmuszany- na mnie podświadomość przymusu działa w zupełnie drugą stronę i szybko się zniechęcam.

Ja już zaczęłam kolekcjonować książki dla większych dzieci i nie mogę się doczekać aż Filip do nich podrośnie. Na wszystko przyjdzie pora... Trzeba uzbroić się w cierpliwość!
Czytaj dalej

Konkurs kąpielowy!


KONKURS KĄPIELOWY!


Do wygrania 1 zestaw:

Okrycie kąpielowe, szczotka do włosów "Newborn baby" i aspirator.



Zasady konkursu są bardzo proste. W komentarzu pod postem konkursowym:


1. Napisz jaka jest Wasza ulubiona zabawa kąpielowa. 
Pamiętaj, że możesz opisać tylko jedną zabawę!

2. Jeżeli zgłaszasz się jako anonimowy to proszę podpisz się i zostaw swój e-mail. Jeżeli zgłaszasz się poprzez konto google lub z adresu swojego bloga to wystarczy mi to żeby Cię znaleźć w przypadku wygranej. 

Konkurs zaczyna się 08-05-2015r a kończy 22-05-2015r.

Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 5 dni od daty zakończenia konkursu.

Dodatkowo będzie miło jeżeli:

Polubisz na FB sponspora nagrody CANPOL BABIES.
Polubisz na FB nasz fanpage MAAMAA BAALBINKAA.
Dołączysz do grona obserwatorów na g i g+.

Możecie udostępnić też plakat konkursowy TUTAJ.

Oczywiście nie jest to obowiązkowe aby wziąć udział w konkursie.


Dodatkowo przypominam Wam, że ruszyła kolejna edycja Blogosfery z firmą Canpol babies. Tym razem do testowania i organizacji konkursów zostanie wybranych po 20 uczestniczek. Jest o co walczyć, bo nagroda atrakcyjna: Podgrzewacz elektryczny i butelka Haberman. Zainteresowanych odsyłam na stronę blogosfery: http://canpolbabies.com/pl/blogosfera

Regulamin konkursu „Konkurs kąpielowy".
1. Organizatorem konkursu jestem ja.

2. Sponsorem nagrody jest Canpol babies.

3. Jedna osoba może dodać tylko jedno zgłoszenie.

4. Udział w konkursie jest bezpłatny i dobrowolny.

5. Aby wziąć udział w konkursie należy:

- wykonać zadanie konkursowe
- pozostawić kontakt zwrotny do siebie
6. Konkurs trwa od dnia 08 maja 2015 r. do dnia 22 maja 2015 r  do godz. 23:59
7. Wyniki zostaną podane w ciągu 5 dni od zakończenia konkursu.
8. Po ogłoszeniu wyników zwycięzca ma obowiązek podania organizatorowi swoich danych teleadresowych (adres dostawy, nr telefonu oraz adres e-mail) poprzez wiadomość e-mail  ( maamaabloog@onet.pl ) w ciągu 3 dni od daty publikacji wyników na stronie organizatora. W przeciwnym razie jury wyłoni kolejnego zwycięzcę.
9. Wysyłka nagród przez sponsora możliwa tylko na terenie RP.
10. Zwycięzca konkursu wyraża zgodę na przetwarzanie przez organizatora oraz sponsora swoich danych osobowych na potrzeby konkursu i w związku z wykonaniem postanowień niniejszego Regulaminu. Zwycięzca ma prawo do wglądu swoich danych oraz ich poprawy.
11. Udział w konkursie oznacza akceptację niniejszego regulaminu przez Uczestnika.


Więcej konkursów znajdziesz na KONKURSOWE MAMY.

WYNIKI!

Jak zwykle miałam problem z wyborem zwycięzcy. Najchętniej obdarowałabym wszystkich a nagroda jest tylko jedna. Zwycięża piękny, kreatywny wierszyk i pomysł na użycie własnej wyobraźni do tworzenia coraz to nowszych zabaw :)
 Zwycięzcą jest:

Patrycja Głogowska

Czekam na dane do wysyłki :)

PS. Już niedługo nowy konkurs. Bądźcie czujni ;)


Czytaj dalej

Delikatny jak pupcia niemowlaka :)




Uwielbiam całować bose stópki mojego synka, głaskać go po delikatnych policzkach, gilgotać jego mięciutki brzuszek... Zresztą chyba każda matka to uwielbia :)
Dbam o jego delikatną skórę jak tylko mogę. Rewelacyjnym rozwiązaniem dla nas jest Bepanthen Derm Krem. Codziennie po kąpieli smaruje go cieniutką warstwą emolientu. Jak zapewnia producent- specyfik nawilża i wspiera regenerację skóry suchej, wrażliwej i skłonnej do podrażnień.
Czy tak jest? Zdecydowanie tak. Systematyczne stosowanie daje ogromne efekty. Sprawdzone nie tylko na Filipie ale i na mnie. Od wielu lat borykam się z suchą skórą na łokciach. Używałam mnóstwo specyfików i nic... Tym razem jednak coś si,ę zmieniło. Zaczęłam (jakoś tak odruchowo żeby nie marnować kremu) resztki kremu rozprowadzać na łokciach. Po tygodniu zauważyłam, że moja skóra w tym miejscu zrobiła się mięciutka i gładka. SZOK! Teraz Bepanthen Derm Krem służy nie tylko Filipkowi ale też mi :)




Jaki jest jego sekret? To preparat o podwójnym działaniu, zapewniający optymalne nawilżenie skóry z zewnątrz, oraz pobudzający naturalne mechanizmy nawadniania skóry i regeneracji od wewnątrz. Czyli zapewnia podwójną ochronę :)
Gdy pogoda jeszcze nam dopisywała to "karmiliśmy" się witaminką D. Przed wyjściem smarowaliśmy się właśnie Bepanthen'em. Chroni on skórę w trakcie i po ekspozycji na słońce.
Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej to zapraszam Was tutaj (KLIK)
Bepanthen Maść chroni pupcię Filipka a Bepanthen Derm Krem ciałko i nasze buźki :)

Marka ta całkowicie skradła moje matczyne serce! Polecam i Wam :)


A teraz mój Króliczek ucina sobie drzemkę, a Wam życzymy miłego dzionka :)


Czytaj dalej

Nie mogę, bo mam dziecko!



Duża część rodziców bardzo często usprawiedliwia się, że nie może czegoś zrobić bo ma dziecko. Zamykają się w szklanej pułapce. Pułapką tą jest ich własny dom. Ja do niedawna robiłam tak samo.

Czytaj dalej

Za co kocham moją małą ojczyznę. Część 1.

Pochodzę z malutkiej miejscowości znajdującej się na skrzyżowaniu szlaku kolejowego Szczecin-Poznań oraz Berlin-Bydgoszcz, stąd właśnie jej nazwa- Krzyż Wielkopolski. Nie mamy tutaj zbyt wielu atrakcji, zabytków, muzeów, teatrów i kurortów wypoczynkowych. Mimo tego kocham swoją małą ojczyznę. Za co? Jako pierwsze (nie trudno się domyślić) za kolej. Tak, tak... za kolej.

Czytaj dalej

Tymczasem pogoda ma inne plany...


Jak Wam mija majóweczka? 

Mieliśmy małe plany majówkowe jednak okazało się, że pogoda ma inne plany... Więc grzecznie odpuściliśmy i poszliśmy na kompromis. Tym razem zostajemy w domu, a następnym to pogoda słucha się nas :)

Poszliśmy na długi spacerek i dwa razy zdążył nas złapać deszczyk. Co więc zrobić... Trzeba siedzieć w domu. Jak urozmaicić sobie te domowe zabawy? Nam zawsze z pomocą przychodzą kuleczki. One nigdy się nie nudzą.

Zaczęło się spokojnie. Filip powędrował do miski pełnej piłek i miał z tego wielką radochę :)

Później mamuśka wysypała resztę piłek na podłogę i zaczęło się szaleństwo na kolanach...




Nasze śmiechy przyciągnęły też tatusia. Wtedy to dopiero zaczęło się szaleństwo :)









Nawet ciocia Marta dołączyła do zabawy!


Zabawa to taka mecząca sprawa, że trzeba się posilić...



No tak! Tylko kto teraz pozbiera te 200 piłeczek z podłogi? 
Jacyś chętni? 
Nie martwcie się tata Sylwester już działa :)

Czytaj dalej