Nawyki, które muszę w sobie zmienić...

Udostępnij ten post



Kolejny dzień wyzwania blogowego u Sen Mai. Temat niby prosty ale zmuszający do przemyśleń. Nawyki, które muszę w sobie zmienić... Znalazłam tego bardzo dużo, jednak nie 'pochwalę się' wszystkimi. Opiszę tylko jeden.

Jest jedna rzecz, która bardzo mnie denerwuje. Mimo, że nie chcę tego robić to i tak to robię. To siedzi gdzieś w mojej głowie i jest niczym odruch bezwarunkowy. Prześladuje mnie od samego rana aż do momentu, gdy Filip zaśnie.

Mój Mały Odkrywca poznaje świat, uczy się nowych rzeczy. Staje przy meblach, chodzi wokół łóżka rodziców, biega na czworaka, trzaska szafkami, rzuca miseczkami, otwiera szuflady, dotyka kotka, trawy, zrywa kwiatki. Nie zawsze jednak wszystko wychodzi mu tak jakby chciał. Czasami się poślizgnie, spadnie na pupkę, przytrzaśnie paluszek, ukuje się igiełką choinki. I tutaj wchodzę ja ze swoim okropnym 'hmmmmy'. Wyobraźnia matki działa do przodu i widzę najgorsze scenariusze. Trochę przesadzam. Daję mu swobodnie odkrywać nieznane i zawsze jestem gdzieś w pobliżu, na wyciągnięcie ręki. Mimo tego muszę wtrącić to okropne, wystraszone 'hmmmmy'.

Moim marzeniem jest aby się pozbyć tego nawyku! Ktoś wie jak to zrobić?

43 komentarze :

  1. Może podziała argument że Filipek stanie się lękliwy? Skoro mamę coś przeraża to go też z czasem może będzie. To tak jak z upadkami. Nie można na nie reagować przesadnie. Trzeba na spokojnie to wtedy dziecko się nad sobą nie rozczula tylko traktuje takie zwykłe "bach", jako część życia i nie płacze z tego powodu 15 minut.

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę brutalna! Taki sposób polubień zadziałać ;). Kochana, zrobisz z dziecka kalekę. Wiesz jak zawsze ja robiłam, nawet jak Melania upadła boleśnie, czekałam aż wstanie. Reagowałam TYLKO wtedy gdy widziałam, że poważnie ucierpiała. Tym sposobem mam najdzielniejsze dziecko na osiedlu. Nie panikuje, nie boi się wszystkiego, a jednocześnie jest ostrożna i rozsądna. Dzieci są mega mądre, trzeba im tylko to pozwolić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby też nie lecę za każdym razem gdy Filip upadnie. Czekam aż się sam podniesie. No chyba, że ma jakieś problemy lub mocno płacze. Tutaj chodzi bardziej o sam odgłos i te hmyyy. Czasami zastanawiam się czy to nie wina tego, że wszyscy wkoło tak robią.

      Usuń
  3. Może będę paskudną mamuśka ale przy pierwszej córce reagowałam tak jak Ty a przy drugiej luzik, dałam i daje małej oddychać;}}, chociaż nie... mam jeden tekst który powtarzam jak mantrę "uważaj bo się przewrócisz". I takim wywoływaniem wilka z lasu ze spaceru wracamy z pozdzieranymi kolanami;}}}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam bardzo podobnie, przy synu trochę za bardzo panikowałam, teraz przy córce odpuściłam. Trzeba pomagać, nadzorować, ale wiadomo, musi się nauczyć na własnych błędach.

      Usuń
    2. Zobaczymy jak to będzie ze mną gdy będę miała drugiego dzieciaczka :)

      Usuń
  4. Oh... Ja ja to dobrze znam. Jak Damian był mniejszy co chwila z przerażeniem tak wzdychałam. Mimowolnie, automatycznie. Synek podrósł i zaczął powtarzać po mamie to westchnienie. Teraz kontroluję się i gdy się przewróci nie krzyczę z przerażeniem tylko uspokajam dziecko i mówię spokojnie.
    Teraz Damian tak wzdycha gdy go coś bardzo absorbuję ;))
    Musisz sobie zakodować takie zachowanie. Innego sposobu nie znam...
    Dasz radę! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci to uważni obserwatorzy i szybko łapią różne zachowania :)

      Usuń
  5. Wiesz, moja córka tak mnie przyzwyczaiła do swoich kontuzji, że zwyczajnie nie reaguję - no chyba, że sytuacja jest groźna! Generalnie mam stresa jak widzę, co się zbliża, ale jak piszą poprzedniczki - dziecka nie uchronisz przed wszystkim ,a najlepiej nauczyc się na własnych błędach! Możesz powtarzać milion razy, że jak będzie wchodził np na meble to spadnie, ale.....nie zapamięta tego dopóki cos się nie wydarzy! Poza tym, dziecko bez siniaka czy zadrapań.....trzeba w zyciu wszystkiego "posmakować" ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. mały siniak dziecinie nie zaszkodzi:) uderzy się raz - zrozumie że boli i będzie miało nauczkę że musi uważać!

    OdpowiedzUsuń
  7. jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz:) Taka prawda;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uświadom sobie, że nie jesteś w stanie przeżyć życia za niego. Musi nauczyć się upadać i podnosić sam, bo Ty nie zawsze będziesz mogła by przy nim. Trzymaj się. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. z czasem z kwoczki będzie mama li sokół nadzorujący:D

      Usuń
  10. Jesteś jak mój małżonek, to jego wzdychanie i krzyki doprowadzają mnie do szału, za to ja się szybko oduczyłam ciągłego ganiania za Franiem, może dlatego, że on sam był na początku bardzo uważny, a teraz biega poobijany jak mały bokser ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że trochę samozaparcia i nawyk zniknie;) Myślę jednak, że nie jest on wcale taki zły;)
    Ja także boję się o synka jednak wyluzowałam trochę w ostatnim czasie. Pewnych drobnych wypadków nie uniknie się choć wiadomo oko na malca mieć trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  12. nawyk drugą naturą człowieka, łatwo nie będzie. Trzymam kciuki i podziwiam:))

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja się chyba już przyzwyczaiłam do ruchliwości synka i tego, że czasem musi sobie coś stłuc, żeby wynieść z tego naukę. Staram się przy płaczu odwrócić jego uwagę, a jeśli coś naprawdę się stało i boli, to całuje obolałe miejsce, "otrzepuję kolana" i zapewniam, że wszystko już dobrze. Lubi się wtedy przytulać. Najważniejsze, by nie popadać w paranoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój rozbójnik to żywe srebro więc siniaków i zadrapań ma całe mnóstwo ;)

      Usuń
  14. Przy pierwszym dziecku też tak ganiałam :) przy następnych mi przeszło :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że każdy z nas ma jakieś nawyki :)
    alexanderek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Weź zamiast tego mów jakieś słowa np. leci motyl czy coś w tym stylu ;) Może zadziała :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nic dziwnego, też bym się bała i bacznie obserwowała każdy krok ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. przenoszę się razem z Tobą tutaj i obserwuje :)

    oj mój Xav też jest wszędzie, raczkuje, wstaje... naabrdziej przerażają mnie upadki i uderzenia główką... a scenariusze? też widzę same ciemne! :/

    Buziaki!
    www.xavilove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. łatwo jest radzić -nie panikuj, ale wiem jak działa wyobraźnia, a im bardziej rozbudowana tym bardziej człowiek biega w panice nad dzieckiem, ale trzeba z tym walczyć, żeby malucha nie wychować na lękliwego człowieka, który na widok siniaka mdleje :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej, jestem Cię w stanie zrozumieć, ale wiesz co, zauważyłam, że jak dziecko się niegroźnie przewróci, ukłuje itp, to jak reaguję poczciwie śmiechem i np. mówię 'złapałaś zajączka? a gdzie on pobiegł? chodź poszukamy ...bla bla bla...' , 'jakie bubu, trzeba uważać na paluszki' itp. to dziecko w ogóle się nie przejmuje małym 'bubu' i uśmiecha się też i się nie stresuje. Pewno, że jak buchnie się w kant stołu łebkiem, to nie będę mówiła, że się nic nie stało itp., bo na bank boli jak cholera. Ale wiesz co, takie zwykłe upadki to są niegroźne, bo dziecko ma bliżej do ziemi niż 'pełnowymiarowa osoba':D Może spróbuj zastąpić 'hmmmmy', taką 'uśmiechniętą reakcją', a jak Ci się nie uda od razu, to po 'hmmmmy' zaraz wyprowadź jakąś pozytywną, odwracającą uwagę od 'bubu' gadkę i uśmiechaj się:) Wszystko się da przeprogramować. Dasz radę:))

    Oj tak, też bym chciała w sobie zmienić to i owo w podejściu do różnych spraw. Kurczę, kto by nie chciał? Czy w ogóle jest ktoś taki, co niczego by nie zmienił?:)

    Buziaki dla Was:))

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj tam, przejdzie Ci z czasem :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja jestem odporna :) Dzieciństwo to niebezpieczny okres, brutalnie mówiąc: "Co Cię nie zabije to Cię wzmocni". Wyznaję zasadę, że bez upadków dziecko się nie wychowa, a jak się przewróci to popłacze i wstanie. Oczywiście, kiedy widzę, że jest groźnie, reaguję, ale staram się podchodzić do wszystkiego spokojnie. I to nie jest znieczulica :)

    OdpowiedzUsuń
  23. musimy z przymrużeniem oka patrzec na pewne sytuacje, pozwalac dzieciom zwiedzac, uczyc sie na błędach. A że garnki wyrzuca z szafki... no cóż, będzie z nich zaraz perkusja :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Sama mam mnóstwo nawyków, które chciałabym w sobie zmienić, być bardziej cierpliwa, nie "czarnowróżyć", nie stresować się tyle, próbuję z tym walczyć, czytam książki. Póki co idzie marnie, ale się nie załamuje :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja ciągle uczę się tej "odpornosci", cały czas powtarzam sobie, że przecież nie chce mieć zalęknionego dziecka, jednak to jest takie trudne. Zwłaszcza na etapie nauki chodzenia, gdy po raz kolejny moja córka wywija pirueta na płytkach w kuchni a mi serce podchodzi do gardła. Ale nic, uśmiecham się i udaje że robię coś innego, kątem oka jednak obserwuję- wstala, pozbierała puzzle, które miała w łapce i idzie dalej. Jest OK :) Oj ciężkie to życie mamy ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda mamuśka chyba musi przejść z dzieckiem przez te wszystkie upadki i fikołki...

      Usuń
  26. Też czasem tak miewam... A dodatkowo gderam, że jak to mogła się skończyć itd ;-)

    OdpowiedzUsuń
  27. To normalne, że się martwisz. :-) Na pewno przejdzie z czasem. :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Myślę, że z czasem dasz sobie z tym radę.

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie wiem jak się tego pozbyć- dla mnie to naturalne. Chyba po prostu trzeba wziąć pięć głębokich wdechów przed zaczęciem zamartwiania się :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja też tak miałam i teraz jest tak, że moje dziecko samo w pokoju nie zostanie bo musi być mama. Zmień nawyki jak najszybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. pomału pomału i do przodu ;) :D ale on już duży ;) ale ten czas szybko mija :(

    OdpowiedzUsuń