Nie mogę, bo mam dziecko!

Udostępnij ten post



Duża część rodziców bardzo często usprawiedliwia się, że nie może czegoś zrobić bo ma dziecko. Zamykają się w szklanej pułapce. Pułapką tą jest ich własny dom. Ja do niedawna robiłam tak samo.


Chłodne popołudnie. Popycham wózek ze śpiącym Filipem. Spacerujemy. Nagle podchodzi do mnie dawna znajoma. Zaczynamy rozmawiać.

Ona: Cześć Kasiu! Strasznie dawno się nie widziałyśmy. Co słychać?
Ja:Cześć! Masz rację bardzo dawno. A to co widać.
Ona: Może byśmy wyskoczyły w weekend na jakąś kawkę i ciacho?
Ja: Nie mogę, bo... mam dziecko.

Wróciłam do domu i myślę. Nie mogę spotkać się koleżanką, bo mam dziecko. Nie mogę wyjść nigdzie z mężem, bo mam dziecko. Nie mogę wieczorem posiedzieć u znajomych, bo mam dziecko. Zaraz, zaraz a w czym te dziecko przeszkadza?

Zakodowałam sobie gdzieś bardzo głęboko, że bycie mamą polega jedynie na całkowitym oddaniu się dziecku. Kocham swojego synka i chcę poświęcać mu każdą wolną chwilę. Potrzebuję też kontaktu z innymi ludźmi. Pewnie każdy z Was potrzebuje! Jedno drugiego nie wyklucza.

Dziecko można zabrać ze sobą. Przecież weźmiesz zabawki, książeczki i malec zajmie się sobą. Może znajomi też mają dzieci? To przecież idealny sposób na integracje :)

Dziecko ma ojca! Tatusiowie od czasu do czasu też powinni wykazać się inicjatywą i udowodnić, że zasługują na to piękne miano OJCA.

Dzidkowie, ciotki, kuzynki, koleżanki? Na pewno macie jakąś bliską osobę z którą możecie zostawić dziecko. Pozwoli to Wam spędzić kilka chwil tylko we dwoje.

Jak Filip był mniejszy to bardzo dużo z nim podróżowaliśmy, zwiedzaliśmy, odwiedzaliśmy znajomych, rodzinę. W tej chwili zauważam, że coraz częściej zostajemy w domu tłumacząc sobie BO DZIECKO! Koniec tego. Czas wrócić do tego co było, gdy Filip był mniejszy. Teraz ma prawie rok i uwielbia nowe sytuacje, jest bardzo towarzyski i grzeczny. Trzeba to wykorzystać :)

A jak to jest u Was?

34 komentarze :

  1. A no właśnie, nie powinnyśmy tak robić jako mamy bo same sobie zło robimy. Czym częściej będziemy z dziećmi wychodzić tym bardziej ludzie będą do tego faktu przyzwyczajeni. Chociaż niestety zdarzają się ludzie, którzy uważają że małe dzieci w miejscach publicznych nie powinny przebywać bo sobie gaworzą a czasem zapłaczą.. trzeba z tym walczyć! A dla dzieci to wspaniała nauka życia w społeczeństwie i możliwość poobserwowania czegoś innego niż cztery ściany naszego domu i kilka znajomych twarzy. Ja staram się Bestyjkę często zabierać na miasto, do kawiarni, do sklepów itp i myślę że właśnie dzięki temu że od małego zabieramy ją wszędzie jest dzieckiem witających z uśmiechem każdego zaglądającego do wózka. Ohhh rozpisałam się ale to dla mnie temat rzeka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Filip też jest pogodny i chętny do nawiązywania nowych znajomości :)

      Usuń
  2. Moje koleżanki wszystkie mają swoje szkraby więc u mnie to żaden problem umawiamy się z nimi. My zadowolone i dzieci też :)
    Jeśli chodzi o wyjścia z mężem sam na sam to juz jednak problem nie chce obarczać moją mamę opieka nad nimi choć ona sama nas wygania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo osób tak mówi, ale przecież maluch nie przeszkadza w tym aby się spotkać czy gdzieś wyjść :) Chyba takie przyzwyczajenie :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy urodziła nam się pierwsza córka robiliśmy sobie z nią wypady i nikomu nie przeszkadzało że z maluszkiem się pojawiamy. Przy dwójce dzieci można już u niektórych zauważyć rozdrażnienie kiedy pojawiamy się z tak liczną ekipą;}}.
    Z samotnymi , babskimi wypadami też nie mam problemu. Z dziewczynami zostaje mąż;}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie pojawia się jeszcze problem karmienia piersią. Chociaż powoli zaczynam Filipa odstawiać...

      Usuń
  5. U nas niestety jest tak, że nie możemy liczyć w zasadzie na żadną pomoc. Rodzina 150 km od nas, przyjaciele jeszcze dalej i dlatego nauczyliśmy się wszędzie wychodzić z córa. Nie wyobrażam sobie nie wyjść raz w tygodniu do kawiarni, nasza mała bywała już z nami zanim zaczęła chodzić, teraz potrafi się wszędzie dobrze zachować i zupełnie nam nie przeszkadza. Wybieramy miejsca, gdzie jest kącik malucha i możemy zając się sobą. Co do spotkań ze znajomymi: nie ma problemu, nie mamy tutaj znajomych, więc i tak możemy się spotykać tylko z sobą. Mamy tutaj kilkoro znajomych, ale mam tego "pecha" że większość (99%) lubi przychodzić do nas. Naprawdę rzadko ktoś nas zaprasza (w zasadzie tylko jedna rodzina- fart, że mają dzieci :D), a szkoda, bo ja bym skwapliwie korzystała z takich propozycji. :) Mamy jeszcze jedną możliwość: kulki z opieką za 10 zł za godzinę, nie jest to majątek, ale w naszej sytuacji jednak sporo, więc nieczęsto korzystamy z tego rozwiązania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie nie wyobrażam żyć tak daleko od rodziny. Znam Twoją sytuację i bardzo Cię podziwiam za to, że potrafiłaś się ogarnąć w takim miejscu. My też wychodzimy całą trójką, jeździmy na małe wycieczki ale ostatnio zauważam, że coraz mniej i w dodatku stale wykręcamy się dzieckiem.

      Usuń
  6. Zgadzam się z jednej strony, że z dzieckiem niewiele można, z 2 nic, bo nawet zakupy w biedronce to tragedia, wiem, sprawdziłam niestety nie raz. Teraz lżej, bo syn jeździ w koszu na zakupy.
    Mam ten luksus, że mam ponad 10 koleżanek z dziećmi w wieku moich. Większość z nich wróciła do pracy, ja jeszcze nie, to jest w sumie jedyny minus. Póki wszystkie byłyśmy w domu, to raz w tygodniu od rana miałyśmy spotkanie z dziećmi, a raz w miesiącu było i nadal jest spotkanie wieczorne w knajpie bez dzieci. Przed długim weekendem było dodatkowo śniadanie na mieście :) czuje, ze żyje, chociaż większość naszych kontaktów dzieje się w sieci, to jednak nie jestem samotna taj jak po urodzeniu pierwszego dziecka

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja mam "lepszą" historie, słuchaj: wzięliśmy stażystkę z PUPy, to jest jakaś kolejna woda po kisielu no ale nie obca, nie całkowicie z zewnątrz. Laska bierze kasę za staż, a przychodzi raz na jakiś czas... i to też na kilka godzin...i teraz uwaga: bo ma dziecko! Rozwala mnie to no ale ja jej nie płacę, to co ma robić czy robi.... nie ma styczności z tym co ja robię wiec mi to generalnie powiewa....
    Jak świat światem kobiety rodzą rodziły i rodzić będą, więc to żadna nowość. A ten argument: "bo mam dziecko" sprawia ze przechodzą mnie ciarki a włosy dęba stają!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mąż mój dużo pracuje i akcja typu nie mogę bo mam dziecko niestety się pojawia. Babcia pracuje i nie zawsze może się dziecięciem mym zająć a do baru na piwo niestety jej nie zabiorę. Nie jest jednak tak, że nigdy nie wychodzę ;) Matce też się coś od życia należy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Eh, ja to lepiej się nie będę odzywać. :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Popieram, zostawianie dziecka z rodziną to zawsze dobry pomysł. Nawiązują się naturalne więzy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się. My też od jakiegoś czasu z naszą 10miesięczną córeczką odwiedzamy znajomych, kawiarnie i zaliczamy miejskie imprezy. Pola jest zaciekawiona i myślę, że zadowolona. Wracamy do świata żywych :) Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas nie jest źle, jak chciałam jechać na wieczór panieński do koleżanki to mąż został z dziewczynkami i nie pojechał na kawalerski!!! Jak jechaliśmy na wesele z noclegiem bez dzieci to 10 osób się nimi zajmowało, więc nawet nie miały czasu się zorientować, że nas nie ma. A z nami też bardzo dużo jeżdżą - były już w różnych miejscach, spały w wielu łóżkach (i nie tylko łóżkach), jeździły różnymi środkami lokomocji i zawsze się świetnie bawiły. Dziecko to przeważnie tylko wymówka.

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzadko wychodzę sama, we dwójkę w ogóle nie wychodzimy. Może to trochę z wyboru, bo zawsze się ktoś znajdzie do opieki. Tylko, że ja nie lubię się prosić...dostosowaliśmy nasze życie do trzech osób, jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest mój największy problem, bo ja też nie lubię się prosić... Gdy ktoś sam z siebie pyta, czy może zabrać Filipa na spacer to lepiej się czuję niż ja mam pytać.

      Usuń
  14. U nas dziadki to bardzo chętnie by się zajęli, tylko ja to mam jakąś blokadę:) Eryk starszy i myślę że chętnie by u dziadków został, ale Lila to taka mamusina córeczka... tylko patrzy gdzie jestem, kurcze nawet jakbym wyszła wieczorem gdzieś z Konradem bez dzieci, to i tak bym cały czas myślała o nich, może jak wrócę do pracy, to sama się trochę przyzwyczaję do nowej sytuacji i wtedy zrobimy sobie wolne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też stale myślę o tym co dzieje się z Filipem, gdy nie ma mnie w pobliżu. Ach my mamuśki ;)

      Usuń
  15. Dokładanie - trzeba wykorzystać to, że dziecko lubi jak się coś dzieje ;-).

    OdpowiedzUsuń
  16. a mąż nie może zostać z małym? czemu tylko Ty masz mieć obowiązki i obowiązki? trochę przyjemności dla samej siebie też Ci się należy:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że mąż późno wraca :( A ja późnymi wieczorami wychodzić nie lubię, wolę coś u siebie zorganizować ;)

      Usuń
  17. Ja na razie nie mam dzieci, ale jak będę mieć to będę się starała też mieć takie podejście.

    OdpowiedzUsuń
  18. Hahaha, to ja miałam lepiej - mąż sam mnie wypychał z domu, żebym mogła spotkać się "ze światem zewnętrznym", a nawet rok temu (Młody miał niecałe 3 lata) pojechałam z qmpelą do Krakowa na 3 dni :D
    Rodzinę mamy daleko, nieliczni znajomi mają swoje dzieci i pozostaje nam jeszcze opiekunka ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. dziecko do teściów i heja z mężem do kina;p

    OdpowiedzUsuń
  20. Jestem zdania,że każda mama powinna mieć swoje 5 minut i chwilę oddechu. Jak wyjdziesz z koleżanką na godzinę lub dwie to małemu nic się nie stanie, a ty przynajmniej troszkę odpoczniesz i zregenerujesz siły. Nie można odcinać się od towarzystwa bo ma się dziecko.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Na początku tak myślałam, tego nie mogę, tamtego lepiej nie robić itd. Teraz się zupełnie nie ograniczam, ciągle ciągle gdzieś ze sobą Frania. Oczywiście patrze przede wszystkim na jego potrzeby, ale nieograniczam się tylko do bycia mamą. U

    OdpowiedzUsuń
  22. Hyhy, no właśnie zanim przeczytałam, to sobie pomyślałam, że przecież dziecko można ze sobą wziąć. Super, że tak robisz i nie rezygnujesz ze swoich przyjemności. I racja, że jest jeszcze tatuś przecież, któremu tylko na dobre wyjdzie taki czas sam na sam z maluszkiem:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja niestety wychowuję dziecko sama i nie mogę oddać go pod opiekę ojca a dziadkowie są tak zapracowani, że wracając do domu już im się nie nie chce.

    OdpowiedzUsuń