Uważaj co mówisz!

Udostępnij ten post


Od dłuższego czasu czułam potrzebę wysprzątania całego mieszkania. Remont pokoju dziennego dobiegł końca, powoli układałam wszystkie rzeczy w nowych meblach. Czekałam tylko na swoją wymarzoną dużą szafę... Niestety wysyłka bardzo się opóźniała. 

Brzuszek coraz bardziej dawał się we znaki, plecy bolały i nogi coraz częściej puchły. Mimo tego ja stale myślałam tylko o wyprawce i szafie. 

Wybraliśmy łóżeczko i kilka dni później wózek. Godzinami wertowaliśmy strony internetowe i zwiedziliśmy kilka sklepów. Wybór nie był wcale łatwy.

Coraz mocniej czułam potrzebę uszykowania naszego gniazdka na przyjście nowego członka rodziny. Gdzieś w głowie stale wirowała myśli: Jest jeszcze czas. Przecież to dopiero siódmy miesiąc.

Spisałam długą listę rzeczy potrzebnych dziecku. Wybraliśmy się na długie zakupy. Wybrzydzałam, dotykałam, oglądałam- przecież wszystko musi być idealne. Udało się! Prawie cała wyprawka skompletowana.

Następnego dnia przybiła mnie myśl, że nie mam żadnego zdjęcia z brzuszkiem. Mąż dla poprawy humoru zabrał mnie na małą wycieczkę aby pstryknąć kilka fotek. Planowaliśmy więcej w najbliższym czasie, bo przecież jest jeszcze czas...

Cały czas coś szykowałam, przestawiałam, myłam, odkurzałam... Wszystko powoli, bez pośpiechu, nie nadwyrężając się.

Wreszcie przyszła upragniona szafa. Poklepałam karton i powiedziałam: Teraz to mogę rodzić!

Wieczorem bardzo źle się czułam. Wcześnie położyłam się spać. Obudziło mnie delikatne ukłucie w brzuchu i stwierdziłam, że jestem cała mokra. Pękł pęcherz. Ale jak to? Przecież to dopiero 31 tydzień ciąży.

Znajomy zawiózł mnie, mojego męża i moją mamę na pogotowie. Niestety nie było karetki która mogłaby mnie przewieźć do szpitala. Zawiadomili inny ambulans z sąsiedniego miasteczka i kazali wyjechać mu w drogę. W środku trasy, z jednej strony łąka, z drugiej las. Ja przesiadam się do karetki i patrzę przerażonym wzrokiem na męża. Odjeżdżamy...

Szpital w Trzciance. Badają mnie i stwierdzają, że nie mogę tam zostać. Jeżeli urodzę u nich dziecko ma małe szanse na przeżycie. Nie mają odpowiedniego sprzętu. Trzeba jechać dalej. Piła albo Poznań. Do Poznania za daleko, nie da rady- słyszę strzępy rozmów lekarzy podczas gdy pielęgniarka robi mi zastrzyki. Piła.

Karetka zabiera mnie dalej. Jedziemy do Piły, serce kołacze, skurcze jakby ustały. Boję się. Nie porodu, nie bólu a tego co może stać się z moim dzieckiem.

Jesteśmy w Pile. Witają mnie serią kolejnych zastrzyków. Podłączają kroplówkę. Tłumaczą, że trzeba jak najdłużej przetrzymać dziecko w brzuszku. Przytulam męża który za chwilę będzie musiał mnie zostawić. Trzymam za rękę mamę. Tak strasznie się boję. Zostaję sama.

I po co ja mówiłam, że mogę już rodzić? Wtedy targały mną wyrzuty sumienia. Dziś wiem, że to głupi zbieg okoliczności.

Dokładnie rok temu około godziny 23 wylądowałam w szpitalu. Cały czas modliłam się o jedno: Proszę Cię synku wytrzymaj tam jeszcze kilka dni!



36 komentarzy :

  1. Mój junior tez jest wcześniakiem - ostatnich zdjęć z brzuszkiem nie zdążyłam zrobić. Urodził się w 35 tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. ważne że wszystko się udało, daliście radę i synek jest z Tobą już rok cały:)

    OdpowiedzUsuń
  3. To faktycznie zbieg okoliczności ale w danym momencie chyba tak samo jak Ty miałabym wyrzuty sumienia . Dobrze że wszystko się szczęśliwie skończyło;}. Wiesz co ja też nie mam zdjęć z brzucholem a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ale tylko dwa ;) A chciałam mieć taką profesjonalną sesję...

      Usuń
  4. Panie doktorze, niech pan już wyjmie ze mnie dzieci - 34 tydzień. Nie musiał. Same się pchały. I moje myśli takie jak Twoje.
    A Tata trzepnął mi zdjęcia w wannie w wieczór gdy wody odeszły.
    Pozdrawiam. Wampirza Matka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie doktorze, niech pan już wyjmie ze mnie dzieci - 34 tydzień. Nie musiał. Same się pchały. I moje myśli takie jak Twoje.
    A Tata trzepnął mi zdjęcia w wannie w wieczór gdy wody odeszły.
    Pozdrawiam. Wampirza Matka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Filip pierwszy raz chciał wyjść na świat w 22 tygodniu ciąży.

      Usuń
  6. Mój Oliverek urodził się w 37 tygodniu i też nie zapowiedział się wcześniej :) nie było żadnych objawów po prostu obudziłam się mokra i to miało być już.
    Szybko do szpitala po 20 minutach skurcze już były silne i coraz bardziej dawały znać. Przyjechałam do szpitala 23:05 urodziłam 7:20
    Zapraszam do mnie na historię tata przy porodzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja to na porodówce wylądowałam o 23 a urodziłam chwilę po północy. Chętnie przeczytam Twój wpis :)

      Usuń
  7. Dobrze, że wszystko dobrze się skończyło. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uh, współczuje Ci że musiałaś tak bardzo się martwić..

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzeczywiście wcześnie się Filipek urodził! Ale najważniejsze, że wszystko jest dobrze i jest zdrowym, ślicznym chłopcem. Ja urodziłam w 36 tygodniu, też nie zdążyłam sobie zrobić ciążowej sesji:( Nawet nie wszystko miałam naszykowane i spakowane, bo "przecież jeszcze mam czas". W dodatku poszłam do porodu w trakcie przeprowadzki i biedny mąż musiał wszystko ogarnąć sam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż też dał sobie radę sam z remontem i malowaniem sypialni ;) Dzielnych mamy mężusiów :)

      Usuń
  10. Należy cieszyć się, ze wszystko dobrze się skończyło,a to po prostu zbieg okoliczności.

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałaś trochę przejść :) ważne że wszystko dobrze się skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Aż mnie ciarki przeszły. Dużo przeżyliście, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Musiałaś przeżyć ciężkie chwile, najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  14. O kurcze, przypomnialas mi moj koszmar. Nie urodzilam wczesniej ale mialam inne jazdy podczas ciazy (trafilam do szpitala, a lekarka, ktora mnie przyjmowala powiedziala: 'Chodz zobaczymy czy zywe czy martwe'. Droga na USG byla jak na sciecie...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakim nieczułym trzeba być człowiekiem żeby powiedzieć coś takiego :(

      Usuń
    2. tak.. na szczescie wszystko sie dobrze skonczylo, ale wtedy myslalam, ze padne na zawal serca..

      Usuń
  15. Poczucie winy to najgorsze ścierwo w tym wszystkim. To naprawdę trudne, żeby sobie wytłumaczyć, że nie ma się co zadręczać tylko głowa do góry i iść dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmawiałam z wieloma matkami wcześniaków i większość z nich ma na samym początku podobne myśli.

      Usuń
  16. Najważniejsze, że masz cudownego synka i tylko to się liczy. Nie warto się zadręczać wyrzutami sumienia.
    A tak odbiegając od tematu to wychodzi na to, że rodziłaś w moim rodzinnym mieście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W samym środku lasu ;) Miasteczko bardzo lubię, znacznie większe od mojego małego Krzyża :)

      Usuń
  17. Domyślam się jak bardzo wtedy się bałaś ale ważne że wszystko skończyło się dobrze i masz teraz zdrowego, cudnego roczniaka w domu

    OdpowiedzUsuń
  18. Filipku wszystkiego najlepszego z okazji Twoich pierwszych urodzin. Zdrówka ci życzę i caly czas uśmiechu na tej pieknej buzi. Pozdrawiam :)

    Agija

    OdpowiedzUsuń
  19. najważniejsze, że wszystko się dobrze skończyło:)
    ale fakt, lepiej uważać co się mówi;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Historia z happy endem. Niech Filipek rośnie zdrowo! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. a podobno nic nei dzieje sie przypadkiem:)) Dobrze że koniec historii okazał sie szczęśliwy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Najważniejsze, że Filipek jest zdrowy i silny! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ojej jaki smutny zbieg okolocznosci i te wydarzenia :/ wyobrażam sobie co mogłaś czuć i to Twoje przerażenie...a teraz z zbiegiem czasu można odetchnąć, masz fajnego synka.

    OdpowiedzUsuń
  24. Miałaś przejścia, ale na szczęście dobrze się to skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  25. No miałaś ostre przejścia, ale za to ile szczęścia teraz.

    Ściskam Was oboje!:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja urodziłam w 38 tygodniu.

    OdpowiedzUsuń