Rodzic na wychodnym.


Matka z ojcem wybrali się na randkę ;) Tylko we doje. Filip został pod opieką dziadków, a my wyruszyliśmy. Było kino, opychanie się niezdrowym jedzeniem, spacerki i trzymanie się za ręce. Czy tęskniliśmy za synkiem? Pewnie, że tak. Mimo tego potrzebowaliśmy chwili tylko we dwoje :)

Gdy rodzi się dziecko życie wywraca się do góry nogami. Większość rodziców podporządkowuje się pod swoją pociechę i rezygnuje z wielu przyjemności. Oczywiście mnie ten etap również nie minął. Przez długi czas nie chciałam nigdzie wychodzić, zabierać dziecka w miejsca gdzie kiedyś bywaliśmy często, podróżować... Nawet doszło do tego, że Filip stał się moją wymówką i na pytania: Wpadniecie do nas? Pojedziemy gdzieś? Odpowiadałam: Nie mogę, bo mam dziecko! Na szczęście szybko zrozumiałam, że synek nie przeszkadza nam w podróżowaniu i wyjściach. O czym pisałam już TU. 

Co się dzieje natomiast jeżeli rodzice postanowią zrobić sobie wychodne i zostawią dziecko z kimś innym?

Moja odpowiedź to: Nic złego.

  1. Nie możesz przez całe życie być na wyciągnięcie ręki dziecka. Twój największy skarb musi nauczyć się samodzielności i odpowiedzialności. Mama z tatą nie będą w stanie zawsze wszystkiego zrobić za nie. Kiedyś pójdzie do szkoły i tam zmierzy się z prawdziwą rzeczywistością. Dziecko musi nauczyć się i nawiązywać relacje z innymi. Przecież to tylko zaowocuje na plus.
  2. Myślisz, że jesteś niezastąpiona i nikt nie zaopiekuje się lepiej twoim dzieckiem niż Ty? Pewnie masz dużo racji, ale nie musisz się obawiać o dziecko pozostawione pod opieką dziadków, cioci czy siostry. Twoja mama lub teściowa też miały dzieci i jakoś dały sobie radę. Nikt nie chce zrobić krzywdy Twojemu dziecku. Zaufaj im :)
  3. Masz ochotę dzwonić co pięć minut z pytaniami: Zjadł obiadek? Miał już drzemkę? Ile spał? A kupka była? Grymasi? Byliście na spacerze? Normalne. Jest to też dobra lekcja dla Ciebie. Możesz poćwiczyć swoją silną wolę i nie dzwonić pierwsza. Przecież gdyby coś się działo to na pewno do Ciebie zadzwonią ;)
  4. Spędzisz odrobinę czasu ze swoją drugą połówką. Potrzymacie się za ręce, zwolnicie, powspominacie... Takie chwile są bardzo cenne i potrzebne dla każdego związku. Mając dzieci nie zawsze mamy czas tylko dla siebie. Obowiązki, praca, gotowanie, sprzątanie... Wszystko to sprawia, że często żyjemy jakby obok siebie a nie razem.


Mam nadzieję, że zdarza wam się czasami odrobinę odpocząć i wyluzować :)
Miłego tygodnia ;)
Czytaj dalej

Co fajnego robić latem?


Czasami brak mi pomysłów na zajęcie dla mojego smyka. Zabawy w domu się nudzą, zwykły spacer w wózku też traci na atrakcyjności... wtedy z pomocą przychodzi mi piknik!
Nie potrzebny jest tu ogrom funduszy i planowanie z tygodniowym wyprzedzeniem. Miejsc na piknik na tej planecie jest sporo. Wystarczy wsiąść na rower, iść na spacer lub w dalszą trasę wybrać się samochodem. Miejsce idealne na pewno szybko się znajdzie.

Co jest potrzebne na taki piknik? Wszystko zależy od Was. My ostatni piknik zrobiliśmy daleko od domu więc wybraliśmy się samochodem. Spakowaliśmy wózek, kanapki, owoce, picie, zabawki, namioty i koce. Oczywiście zabraliśmy ze sobą dobre towarzystwo, sztuk dwa :) Ciocię Martę i wujka Adriana ;)

Dlaczego uważam, że piknik jest idealnym rozwiązaniem na miłe popołudnie?

1. Można trochę pozwiedzać i pospacerować. Kontakt z naturą, przyrodą, świeże powietrze i odrobina relaksu na kocyku. Każdy, dosłownie każdy kocha czasami się pobyczyć!



2. Dzieci szybko się nudzą tym co mają na co dzień. Robią się marudne, płaczliwe i nie do wytrzymania. Czasami warto zafundować im odrobinę odmienności i różnorodności. Dasz odpocząć także swoim plecom, nerwom i całej reszcie. Uwierz mi, że następnego dnia ulubione zabawki znowu zrobią się ciekawe, a Ty zyskasz kolejnych kilka chwil dla siebie.



3. Jedzenie na dworze smakuje o wiele lepiej. Każdy to wie :) Nie dość, że zjesz je ze smakiem to jeszcze zjesz mniej niż w domu- przynajmniej tak jest u mnie. Ja będąc w domu stale coś podjadam, a na pikniku zjem odrobinę i wolę zająć się zabawą z synkiem. To jest też dobry sposób na niejadki, bo dzieciaki uwielbiają posiłki na dworze.
Filip pałaszował wszystko co nadawało się do zjedzenia, a jak jego brzuszek był już pełny to postanowił nakarmić tatusia :)



4. Piknik jest idealną formą na zawężanie wzajemnych relacji. Nic nie działa tak dobrze jak mile spędzony czas.
Zdjęcie z moją siostrą i Filipek z ciocią przy fontannie.


5. Podobno dzieci po długim wysiłku na dworze śpią bardzo grzecznie :) Sprawdzone i polecane!



Lubicie pikniki? 
Może macie inne pomysły na miłe popołudnia?


Czytaj dalej

Kto ważniejszy? Mama czy tata?


Od zawsze byłam córeczką tatusia, zresztą moja siostra też. Ma tylko dwie córeczki więc są one oczkiem w jego głowie. Zawsze nas wspiera, pomaga w trudnych momentach, przeżywa nasze sukcesy i porażki. To on pokazał nam jak żyć w śród ludzi, nauczył trudnej sztuki kompromisu, odkrył przed nami tajemnice świata. Wszystko to robił razem z naszą mamą. Obojgu w takim samym stopniu zawdzięczam to kim teraz jestem. Kocham ich jednakowo i nie potrafię wybierać kto ważniejszy, lepszy i mądrzejszy. Nie ma podziału, ponieważ oboje włożyli w moje wychowanie taki sam ogrom pracy i trudu.

Wiem, że nie każda rodzina na świecie miała takie szczęście jak nasza. Dzieci wychowują się bez ojców lub 'obok' ojców, którzy nie zwracają szczególnej uwagi na nie. To przykre i ogromnie smutne. Dziecko potrzebuje obojga rodziców. Taka strata, brak jednej ze stron w wychowaniu powoduje u dziecka rysę na sercu do końca życia. Tego nie da się zapomnieć...

Jakim tatą jest mój mąż? Na pewno nie idealnym- ideały przecież nie istnieją.

Jednak stara się, a to jest najważniejsze. Wiem, że oddałby wszystko byleby nasz synek był szczęśliwy.

Sylwester pracuje do późna ale ktoś musi to robić, bo przecież... nie ma nic za darmo. Moje serce pęka z dumy i radości, gdy mąż wraca z pracy a Filip biegnie na czworaka do tatusia. Tak śmiesznie siada przed nim i podnosi ręce do góry żeby chociaż na chwilę się do niego przytulić. Uwierzcie mi, że widok ściska za serce :)

Bardzo lubię też czas weekendu. Sylwester zamienia się wtedy w taką istotę bardzo spragnioną rodzinnego ciepła i nadrabia braki z całego tygodnia. Jest bardzo kreatywny i zawsze znajdzie jakiś pomysł na wspólne spędzanie czasu. Zabiera nas na różne rodzinne wycieczki, pikniki lub zwyczajnie spędzamy ten czas razem w domu.


Jestem też pełna podziwu dla jego czujnego snu. Mój mąż jest ogromnym śpiochem i zazwyczaj śpi snem niedźwiedzim. Jednak wystarczy, że w naszym łóżku pojawia się Filip to Sylwester staje się bardzo czujny, delikatny i ostrożny. Bardzo lubi spać blisko synka, przytulać go i bujać.

Przytula, karmi, opiekuje się nim, gdy jest potrzeba to zgani, odkrywa przed nim nowe rzeczy i rozśmiesza. Nie są mu straszne kąpiele dziecka, wstawanie w nocy czy podawanie lekarstw. Nie mogłabym wyobrazić sobie lepszego ojca dla mojego synka.






W tym szczególnym dniu dziękuje mojemu tacie, że był i jest zawsze blisko. Dziękuję, że nauczył mnie kochać, szanować i dbać o innych.

W imieniu Filipka dziękuję też mojemu mężowi, że jest wspaniałym tatusiem i proszę żeby pozostał takim na zawsze. 


Czytaj dalej

Szczotkuj ząbki swe :)


O tym jak ważne jest mycie ząbków wie każdy. Przynajmniej tak mi się wydaje, chociaż czasami mam zupełnie inne wrażenie ;)
Tak jak większość rodziców, tak i ja czyściłam wacikiem zęby których jeszcze nie było. Pomaga to przy późniejszej pielęgnacji i dziecko chętnie otwiera buzię. Później czyściłam Filipowi zęby małą sylikonową szczoteczką nakładaną na palec. Polecam także na ząbkowanie. Bardzo dobrze uśmierza ból maluszka.

Filip zaczął ząbkować bardzo późno. Niestety pech chciał, że przypadło to wówczas gdy miał podniesioną dawkę żelaza. Jego ząbki zaczęły się niszczyć i bardzo się zmartwiłam. Postanowiliśmy na własną rękę odstawić żelazo. Zmieniliśmy odrobinę dietę i przystosowaliśmy ją w taki sposób żeby dostarczyć mu odpowiednią ilość tego nieszczęsnego żelaza. Dzięki Asi odkryliśmy też magiczne działanie pokrzywy, która potrafi zdziałać cuda :) Tym sposobem mam nadzieję, że chociaż resztę zębów Filipa ochronimy od katastrofy.

Dzisiaj chciałabym wam polecić fajną szczoteczkę treningową, której my używamy.
Jest to szczoteczka:

Szczoteczka treningowa do nauki mycia zębów MAM Training Brush

cena: 17, 95 zł.


Co o szczoteczce pisze producent?

Pora na naukę prawidłowego mycia zębów. Już od początku nauka nie sprawia problemów dzięki szczoteczce Training Brush. Pomoc mamy i taty dodatkowo ją ułatwia.

- Długi, ergonomiczny trzonek do wspólnego trzymania.
- Rodzice mogą w optymalny sposób pomagać przy wykonywaniu pierwszych ruchów.
- Głowica masująca do masażu wrażliwych dziąseł.


kkk1. Prosta w użyciu

Miękkie, zaokrąglone włosie czyści pierwsze zęby i z łatwością usuwa płytkę nazębna oraz bakterie. Zaokrąglona główka szczoteczki idealnie pasuje do małej buzi niemowlęcia.

2. Innowacja

Ergonomiczne raczki: bardzo długie raczki umożliwiają mycie zębów wspólnie z rodzicami.

3. Końcówka czyszcząca język

Powierzchnia ułatwiająca czyszczenie języka.

Potwierdzone naukowo

Produkty MAM zostały stworzone we współpracy z ekspertami, między innymi z ICMRS. Smoczki MAM rekomendowane są przez lekarzy stomatologów w tym ortodontów.











         Jak sprawdziła się u nas? O tak!        




Filipek bardzo chętnie myje zęby. Tylko, że jest jeden warunek: Musi sam trzymać szczoteczkę. Dlatego właśnie ta wersja szczoteczki sprawdza się u nas idealnie. Dzięki długiej rączce możemy trzymać ją oboje i każde z nas jest usatysfakcjonowane. Filip myśli, że myje zęby sam a ja mogę nakierowywać mu szczotkę tam gdzie chcę. 
Do zestawu dołączona jest też nasadka, która uniemożliwia dziecku wepchnięcie sprzętu głęboko do buzi. U nas jednak się nie sprawdzała, bo synek ciągle ją odrywał i wyrzucał. Dlatego przestałam ją zakładać i gdzieś się zapodziała. Jest to dobry patent dla tych bardziej ostrożnych mam :)
Główka szczotki jest malutka i idealnie mieści się w małej buźce. Włoski są mięciutkie a z drugiej strony są sylikonowe wypustki, które masują język i dziąsła. Bardzo przydatne w trakcie ząbkowania. Filip odwraca szczotkę do góry nogami i gryzie jej 'ogonek'. Sprawia mu to dużą ulgę.

Jeżeli spodobała się Wam szczoteczka to możecie zakupić ją tutaj: KLIK.
Dodatkowo jeżeli dołączycie do grona fanów na FB dostaniecie rabat KLIK.






Pozdrawiamy serdecznie i życzymy miłego weekendu ;)



Czytaj dalej

Będę matką idealną i będę miała idealne dziecko!


Matka Idealna? A nie możesz zostać taka jaka jesteś mamo?

Spotkałam dzisiaj dawną znajomą. Ucięłyśmy sobie krótką pogawędkę i każda ruszyła w swoją stronę. Dodam, że znajoma jest w 34 tygodniu ciąży. Zatem rozmowa była o macierzyństwie.

Koleżanka uparcie twierdziła, że będzie Matką Idealną:
- Porządek na błysk, bo przecież na to zawsze jest czas. 
- Czysto ubrana, pomalowana i wypachniona, bo przecież zawsze trzeba o siebie dbać.
- Dziecko będzie rosło zgodnie z tym co mówi kalkulator BMI dzieci. Swoją droga taki kalkulator to fajna ściągawka dla rodzica.
- Jej dziecko nie będzie jadło słodyczy do 2 roku życia.
- Jej dziecko nie będzie miało kolek, biegunek i nie będzie ulewać, bo ona przeczytała jak temu zaradzić.
- Żadnych bajek w telewizji, laptopie i nie da dziecku do rąk telefonu.
- Spać będzie je kładła 0 19:30 i spało będzie całą noc, bo przecież jak ona była mała to tak było.
- Jej życie będzie idealne, sielanka bez kłótni itp.

Słuchałam, słuchała, słuchałam... momentami widziałam w niej siebie chodzącą z ciążowym brzuszkiem. Mówiłam bardzo podobnie. Gdybym teraz mogła stanąć obok siebie wygadującej brednie o Macierzyństwie Idealnym, to położyłabym się na podłodze i zaczęła tarzać się ze śmiechu!

Widziałam wszystko w różowych barwach i wyrzekałam się wielu rzeczy. Wtedy przyszła rzeczywistość ;)

Filip (jak to zazwyczaj wcześniaki) był bardzo grzeczny, dużo spał, nie płakał i nie grymasił. Początki były łatwiejsze, miałam czas na wszystko i było jak w sielance. Może oprócz tego, że dwa-trzy razy w tygodniu byliśmy u jakiegoś specjalisty- jak nie okulista czy neurolog to rehabilitant lub kardiolog. Później zaczęły się kolki. Zatem co robiłam ja Matka Idealna? Lulałam, przytulałam i głaskałam tylko po to żeby dziecko moje nie płakało. Filip grymasił i płakał? Znowu lulanie, kołysanie i tak w kółko. Nie zostawiałam dziecka żeby się 'wypłakało'. No kurczę, nawet jaskiniowcy lulali swoje dzieci żeby ich coś nie zeżarło. Nie chciałam być gorsza od nich.

Porządki? Zazwyczaj jest czysto ale... Ale jest też ale ;) Pranie potrafi wysypywać się z kosza, naczynia uciekać ze zlewu i po podłodze walają się zabawki. Co robi wtedy Matka Idealna? Ma wszystko w nosie i siedzi przed laptopem albo telewizorem. Sorry, ale po 4 godzinach pracy należy mi się ustawowe 20 minut przerwy ;)

Teraz to mi bliżej do Matki Podstępnej niż Matki Idealnej. Czasami żeby zaznać odrobiny spokoju to włączam Filipowi bajki w tv, daję popstrykać telefonem lub sadzam ze słodką kanapką mleczną. A co! Taka ze mnie Matka Idealna!

Więc drogie Panie nie dajcie złapać się w pułapkę różowych okularów i zapomnijcie, że jest coś takiego jak Matka Idealna!
Czytaj dalej

„Mój sposób na jędrną i zdrową skórę“


Kobiety mają to do siebie, że pragną czuć się pięknie. Ja nie jestem inna i też często myślę o tym, co jeszcze mogę zrobić, aby wyglądać lepiej. Metodą prób i błędów odkryłam kilka trików które sprawiają, że moja cera jest jędrna, gładka i piękna. Z racji tego, że my kobiety musimy się wspierać podzielę się nimi z Wami!

Cerę możemy chronić od zewnątrz ale i od wewnątrz.



Uwaga! Teraz być może będę banalna- najważniejsza jest woda. Niby wszystkie o tym wiemy, a jednak często zapominamy. 1,5-2 litrów wody dziennie wpłynie bardzo korzystnie na naszą cerę. To samo tyczy się diety. Bogata w witaminy, minerały i składniki odżywcze dieta to nasz przyjaciel. Polecam także zamienić ostre przyprawy na te łagodniejsze. O zgubnych właściwościach alkoholu nie będę nawet wspominać, bo chyba każdy o tym wie. W taki prosty ale magiczny sposób możemy nawodnić i nakarmić naszą skórę tym co najlepsze. Nie potrzebna jest wówczas żadna magiczna różdżka i gąbki na drucikach, które zadbają o nas od wewnątrz.


Gorzej jest z czynnikami zewnętrznymi, które niekorzystnie działają na naszą cerę. Dym papierosowy, gorąca woda, klimatyzacja, upał, solarium i stres. Nie jestem ideałem i zdarza mi się zgrzeszyć np. bardzo lubię gorące kąpiele i latem przesadzam ze słońcem. Mam bardzo bladą cerę więc gdyby nie kremy z filtrem po 5 minutach wyglądałabym jak buraczek.

Mój roczny synek, codziennie rano robi mi masaż. On dokładnie bada, ugniata, rozciąga i ogląda każdy milimetr mojej twarzy. Masaż twarzy stymuluje naszą skórę i korzystnie wpływa na układ krążenia, limfatyczny, hormonalny i nerwowy. Masaż pobudza krążenie i rozszerza naczynia krwionośne, a dodatkowo usuwa martwy naskórek. Cera jest wtedy dotleniona, a kosmetyki lepiej się wchłaniają.

Im mniej chemii tym lepiej- to tyczy się również kosmetyków. Naszym wrogiem jest nadmiernie używany alkohol i barwniki. To wszystko wysusza i niszczy Nasze piękne buźki. Zresztą nie trzeba szukać daleko, bo zwykła gorąca woda także wpływa na cerę bardzo niekorzystnie.

Pewnie każda z Was ma swoje ulubione maseczki i kosmetyki. Ja też, a co! Najbardziej lubię te domowe. Mój numer jeden to:

Maseczka truskawkowo-kawowa.
Wystarczy zaparzyć świeżo zmieloną kawę w 1/4 ilości wody, pokroić truskawki i dodać dwie łyżki jogurtu naturalnego. 
Proste prawda? 
Truskawki oczyszczają, ściągają i likwidują przebarwienia. 
Kawa ma właściwości peelingu, usuwa cienie pod oczami i oznaki zmęczenia.
Jogurt jest bakteriobójczy i zapobiega powstawaniu zaskórników.



Co Wy robicie, aby mieć piękną cerę? Chętnie poznam wasze metody.




Czytaj dalej

Za co kocham moją małą ojczyznę. Część druga.


Jak już kiedyś Wam pisałam jestem obłędnie zakochana w mojej małej ojczyźnie- w Wielkopolsce. W dodatku kocham też moje maleńkie miasteczko- Krzyż Wlkp. 
 W pierwszej części pisałam Wam o kolei i o tym jak ją spostrzegam. Jeżeli ktoś nie widział, a chce zobaczyć to możecie przeczytać o tutaj -----> KLIK.

Tym razem znowu Was zaskoczę, ponieważ ja kocham swój region za kolejną rzecz na którą wszyscy narzekają. Kocham za DROGI i ścieżki.

Tak wiem dziura za dziurą itp. ale przecież są też ładne, gładkie drogi. 

Mieszkam na obrzeżach miasteczka. Z jednej strony mojego podwórka, tuż za płotem jest łąka i ścieżka do lasu. Z drugiej strony mam kostkę brukową prowadzącą do centrum. Fajnie co? Jeżeli mam ochotę na ciszę i spokój to spacerujemy w stronę lasu, jak nachodzi mnie ochota na uspołecznianie się to idziemy w drugą stronę.

Nie lubię monotonni, a gdy codziennie jest tak samo to szybko się nudzę. Zatem z Filipem codziennie wybieramy inną trasę i spacerujemy w różne miejsca. 

Kocham dziurawe ścieżki, bruk na ulicy, kałuże, zakręty, górki i dołki. Przecież to zupełnie tak jak w naszym życiu. Gdyby wszystko było idealne i proste to szybko by nam się znudziło i szukalibyśmy odmienności.

Zatem nie narzekać tylko spacerować ;)



Czasami przyda się spacer pod górkę ;)


Czytaj dalej

Ufoludki zaatakowały mój mózg ;)




Co Ty do mnie mówisz?


Zeszliśmy do babci na herbatkę. Mieszkamy w tym samym domu ale my okupujemy górę a dziadki dół ;) Zbliża się pora drzemki Filipa. Syn (robiąc porządek w babci szafkach) zaczyna trzeć oczy i marudzić. Trudno herbatkę trzeba przerwać i zmykać do siebie na drzemkę. Podnoszę moje marudne dziecko i mówię:

Oć do mami na apu, zrobimy nyny.

Moja mama robi wielkie oczy i zbulwersowana wypala w moim kierunku:

Zwariowałaś? Jak Ty do niego mówisz?

No właśnie jak? Co ja w ogóle chciałam powiedzieć? Skąd mi się to wzięło?
Nigdy nie mówiłam do Filipa w ten sposób. Powiem więcej, bo zawsze denerwowało mnie jak ktoś się do niego tak zwracał. Myślałam wtedy, że mój syn nie jest ufoludkiem i rozumiem normalną ludzką mowę. To dlaczego tak do niego powiedziałam? Wchodzę po schodach i myślę. Filip zasnął, a ja dostałam olśnienia. 

Szliśmy wczoraj do miasta na spacer. Przed nami kobieta z dzieckiem w wózku. Dziecko około trzech lat. Między nami odrobina dystansu ale mimowolnie słyszałam o czym rozmawiają. Może później zaczęłam się nawet przysłuchiwać. A co! Taka  jestem wścibska baba ;) No ale nie o mojej wścibskości tu mowa. Owa Pani zwracała się do synka słowami: ciuciu, apsiu, tutisiu (cokolwiek to znaczy), siążeczkę, pampulki... Przez te 10 minut jak za nią szliśmy użyła pełno zdrobnień i przekręconych wyrazów.

Co daje takie zdrabnianie i mówienie po ufoludkowemu do dzieci? Jak dla mnie nie wiele. Za to znam kilka powodów dla których lepiej tego nie robić:
  • Dziecko uczy się szybko takich wyrazów, a później ciężko jest mu wytłumaczyć, że bucik to bucik a nie pampulek.
  • Dzieci takie później zaczynają mówić i seplenią. Nie jest to może udowodnione naukowo ale znak kilka przypadków, w których się sprawdziło.
  • To strasznie denerwujące i irytujące!
  • Twoje dziecko nie jest idiotą i zrozumie jeżeli powiesz do niego w normalnym języku.
  • Zostawmy język ufoludków w spokoju ;)
Dlatego wypędziłam ufoludki z mojej głowy i obiecałam sobie, że nie będę słuchać tego jak inne matki rozmawiają ze swoimi dziećmi. 
Nie myślcie, że zwracam się do dziecka w stylu:
Filipie umyj ręce, mama podała do stoły.
Co to to nie. My rozmawiamy zwyczajnie i czasami zdrobniamy pewne słowa, a raczej to ja rozmawiam bo Filip jeszcze za młody ;) 
Czytaj dalej

Konkurs "Najpiękniejsza definicja ciepła".




Mam nadzieję, że wypoczęliście w długi weekend i macie naładowane baterie :) Wszystkich zatem zapraszam na kolejny konkurs z firmą Canpol babies :) Gotowi? To zaczynamy!


"Najpiękniejsza definicja ciepła"

Zadanie konkursowe jest proste i pozwala na własną interpretację. Nie ograniczam Was w żaden sposób, ponieważ to ma być Wasza definicja!
 Ja rzucam hasło "CIEPŁO" i czekam na wasze odpowiedzi pod plakatem konkursowym na Facebooku. 

Możecie interpretować to jak chcecie:
- stwórzcie wierszyk o cieple, 
- zróbcie fotografię miejsca, które kojarzy Wam się z ciepłem
- poproście dziecko aby wyjaśniło Wam co to znaczy ciepło
- stwórzcie z dzieckiem pracę plastyczną o cieple
- nagrajcie swoją piosenkę
- możecie napisać za co lubicie lub nie lubicie ciepła
- pokarzcie co Was denerwuje gdy zaczyna się robić ciepło
- podrzućcie nam przepis na ciepłe danie
Liczę na Waszą kreatywność.

Nagrodą w konkursie jest podgrzewacz elektryczny i butelka Herman od firmy Canpol babies.

Konkurs zaczyna się 08.06.2015 a kończy 22.06.2015
Wyniki ogłoszę w ciągu 5 dni roboczych.

Wygra osoba, której definicja najbardziej mi się spodoba. 
No to do dzieła!


Dodatkowo będzie miło jeżeli:

Polubisz na FB sponspora nagrody CANPOL BABIES.
Polubisz na FB nasz fanpage MAAMAA BAALBINKAA.
Dołączysz do grona obserwatorów na g i g+.

Możecie udostępnić też plakat konkursowy TUTAJ.

Oczywiście nie jest to obowiązkowe aby wziąć udział w konkursie.



Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jestem ja.
2. Sponsorem nagrody jest Canpol babies.
3. Jedna osoba może dodać tylko jedno zgłoszenie.
4. Udział w konkursie jest bezpłatny i dobrowolny.
5. Aby wziąć udział w konkursie należy wykonać poprawnie zadanie konkursowe.
6. Konkurs trwa od 08.06.2015 r do 22.06.2015r do godziny 23:59
7. Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu 5 dni roboczych od daty zakończenia konkursu.
8. Po ogłoszeniu wyników zwycięzca ma obowiązek podania organizatorowi swoich danych teleadresowych (adres dostawy, nr telefonu oraz adres e-mail) poprzez wiadomość e-mail  ( maamaabloog@onet.pl ) w ciągu 3 dni od daty publikacji wyników na stronie organizatora. W przeciwnym razie jury wyłoni kolejnego zwycięzcę.
9. Wysyłka nagród przez sponsora możliwa tylko na terenie RP.
10. Zwycięzca konkursu wyraża zgodę na przetwarzanie przez organizatora oraz sponsora swoich danych osobowych na potrzeby konkursu i w związku z wykonaniem postanowień niniejszego Regulaminu. Zwycięzca ma prawo do wglądu swoich danych oraz ich poprawy.
11. Udział w konkursie oznacza akceptację niniejszego regulaminu przez Uczestnika.


Więcej konkursów dla dzieci i kobiet w ciąży znajdziesz na KONKURSOWE MAMY!


Podjęcie decyzji było bardzo ciężkie. Zaskoczyliście mnie swoją kreatywnością, estetyką prac, pomysłowością i głębią. Najbardziej spodobały mi się trzy prace i spośród nich wybrałam zwycięzce. 

Wygrywa:
Marzena Lenart


Czytaj dalej

Czytamy- Rybka MiniMini i akcja ratunkowa.


Przychodzi taki moment, że rybka MiniMini z bajeczki idzie spać. Pływa sobie wtedy na małej bańce wody i pochrapuje. Mój mały kuzyn kiedyś grzecznie głaskał wtedy rybkę i sam udawał się w objęcia Morfeusza. Niestety nie wszystkie dzieci tak wcześnie chodzą spać. Co robić z dzieckiem wieczorem żeby je wyciszyć? Czytać! A co? Chociażby nawet dalsze przygody sympatycznej rybki MiniMini.

Na rynku jest kilka książeczek z serii MiniMini i cieszą się dość dużą popularnością. My posiadamy jedną z nich:

Rybka MiniMini i akcja ratunkowa.

Tekst: Katarzyna Janusik i Magdalena Zielińska
Ilustracje: Katarzyna Nowak
Wydawnictwo: Znak
Wydanie: I
Miejsce i rok wydania: Kraków 2012
Liczba stron: 32
Cena: ok 20 zł.






W naszej książeczce rybka MiniMini ćwiczy bardzo ciężko gdyż chce być tak silna jak Ryba Młot. MiniMini jest wręcz zachwycona siłą i tężyzną Ryby Młot. Tego dnia do domku MiniMini przypływa przerażony delfin i wzywa rybkę na ratunek. Nasza bohaterka bardzo się dziwi ale chętnie biegnie z pomocą. Okazuje się, że Ryba Młot utknęła ww wraku statku. Uratować ją może tylko ktoś mały i zwinny, ponieważ nikt inny nie przeciśnie się w szczelinach wraku. MiniMini nadchodzi z pomocą i udaje się uratować Rybę Młot, która jest bardzo wdzięczna małej bohaterce. Żółta rybka stwierdza, że siła i mięśnie nie są najważniejsze i czasem warto być malutkim.

Historyjka jest napisana przyjemnym i lekkim językiem. Czyta się bez problemów, odstępy między wierszami są dość duże co ułatwia czytanie najmłodszym. Tekst jest umiejscowiony w miejscach w których nie ma ilustracji i nie musimy się martwić, że będzie nam ciężko coś odczytać. Bajeczne, kolorowe i sympatyczne ilustracje są na pierwszym planie tej książeczki i przyciągają do siebie najmłodsze dzieci.

A co Wy teraz czytacie swoim dzieciom?

Czytaj dalej

Filip ostrzy zęby ;)




Zęby, zębole i zębiszcza... oj ile nerwów zatruły niejednemu rodzicowi. Mój Filip zaczął ząbkować bardzo późno. Pierwsze ząbki zaczęły mu wychodzić jak miał 9 miesięcy. Teraz ma ich dopiero 7 z czego 5 u góry i 2 na dole. Czasami trochę pomarudzi ale w zasadzie łagodnie przechodzi ząbkowanie. Natomiast bardzo często (jak nie ma gryzaczka pod ręką)  wpycha sobie palce do buzi. Dlatego gdy się bawimy to gryzaki lądują wśród zabawek.

Gryzaki dostają szansę od mojego syna na kilka dni i później idą w zapomnienie. W momencie gdy kolejny ząbek daje o sobie znać wtedy powracają do łask.

Od dłuższego czasu w naszym domu gości gryzak MAM Bite&Relax Phase. Kilka słów od producenta:


MAM BABY gryzak dla niemowląt 
MAM Bite&Relax Phase 2, 4+miesięcy

MAM BABY gryzak dla niemowląt MAM Bite&Relax Phase 2, 4+miesięcyMinigryzak specjalnie zaprojektowany dla dzieci w drugiej fazie ząbkowania, przeznaczony do zębów trzonowych.

  • Ultralekki minigryzak o innowacyjnym kształcie 3D, pobudza dziecko do ćwiczenia precyzyjnych ruchów.
  • 4 struktury powierzchni i 2 rodzaje materiału delikatnie masują dziąsła i zapewniają urozmaicenie podczas gryzienia. Idealny poza domem!
  • W zestawie z pudełkiem do sterylizacji i przechowywania.
Cena: 23,58 PLN


Moje pierwsze wrażenie nie było pozytywne. 
Pomyślałam, że gryzak jest mały, nieporęczny i jakiś taki dziwny. Byłam w błędzie.

Faktycznie jest on niewielki ale jest skonstruowany w taki sposób, że dziecko nie wsadzi go sobie głęboko do buzi. Gryzak jest zrobiony jakby z dwóch materiałów i posiada różne wypukłości. U nas na masaż dziąsła idealnie nadają się te bardziej miękkie części, a twardsze Filip preferuje na zęby które są już na wierzchu. Jedynym mankamentem jest to, że gryzak ciężko jest utrzymać dziecku uczącemu się dopiero trzymania. Starsze dzieci z łatwością przekładają sobie sprzęt z rączki do rączki. Gryzak może spełniać funkcje zabawowe z racji na swój unikalny kształt. 

Filip bardzo go lubi. Często do niego wraca i nie tylko po to żeby znęcać się nad nim i torturować go swoimi zębami. Dla niego gryzak jest też zabawką, którą można przekładać z rączki do rączki albo wrzucać do pojemniczków lub kulać po podłodze.




A Wy macie jakieś metody na ból przy ząbkowaniu? 

Kiedy Waszym pociechą wyrósł pierwszy ząbek?


Wpis powstał w ramach współpracy z MAM.



Czytaj dalej

Nasz Dzień Dziecka


Za górami, za lasami, za dolinami w pięknym pałacu... wariowała sobie nasza rodzinka mile spędzając czas. 
Z okazji Dnia Dziecka wybraliśmy się na wycieczkę na teren Pałacu w Mierzęcinie. Jest to malutka wioska niedaleko Dobiegniewa. Najlepiej opisują te miejsce słowa które znalazłam na ich stronie internetowej (KLIK):

"Pałac Mierzęcin Wellness & Wine Resort to elegancki kompleks wypoczynkowy, w którym duch historii dyskretnie przeplata się z nowoczesnością. Położony w województwie lubuskim, w połowie drogi między Poznaniem a Szczecinem, pałac otoczony jest malowniczymi parkami, lasami i jeziorami, które zachwycają niepowtarzalnym pięknem i pozwalają rozsmakować się w urokach każdej pory roku spędzanej w Mierzęcinie."

Towarzystwa naszej trzyosobowej rodzince dotrzymała ciocia Honia i Julka- kuzynka Filipa za którą Młody szaleje :) Było bardzo przyjemnie.
W dniu w którym wybraliśmy się na wycieczkę organizowany był coroczny festyn zwany Świętem Konia. Były zawody jeździeckie i pokazy konne. Piękne, rasowe, dostojne zwierzęta. 
Zrobiliśmy sobie mały piknik, pozwiedzaliśmy piękne kolorowe ogrody i park, fantastyczne jeziorko i staw. Jeden dzień to za mało żeby nacieszyć się pięknem tego miejsca.

Oto mała fotorelacja z naszego wypadu :) Miłego oglądania!










Czytaj dalej