Ufoludki zaatakowały mój mózg ;)

Udostępnij ten post




Co Ty do mnie mówisz?


Zeszliśmy do babci na herbatkę. Mieszkamy w tym samym domu ale my okupujemy górę a dziadki dół ;) Zbliża się pora drzemki Filipa. Syn (robiąc porządek w babci szafkach) zaczyna trzeć oczy i marudzić. Trudno herbatkę trzeba przerwać i zmykać do siebie na drzemkę. Podnoszę moje marudne dziecko i mówię:

Oć do mami na apu, zrobimy nyny.

Moja mama robi wielkie oczy i zbulwersowana wypala w moim kierunku:

Zwariowałaś? Jak Ty do niego mówisz?

No właśnie jak? Co ja w ogóle chciałam powiedzieć? Skąd mi się to wzięło?
Nigdy nie mówiłam do Filipa w ten sposób. Powiem więcej, bo zawsze denerwowało mnie jak ktoś się do niego tak zwracał. Myślałam wtedy, że mój syn nie jest ufoludkiem i rozumiem normalną ludzką mowę. To dlaczego tak do niego powiedziałam? Wchodzę po schodach i myślę. Filip zasnął, a ja dostałam olśnienia. 

Szliśmy wczoraj do miasta na spacer. Przed nami kobieta z dzieckiem w wózku. Dziecko około trzech lat. Między nami odrobina dystansu ale mimowolnie słyszałam o czym rozmawiają. Może później zaczęłam się nawet przysłuchiwać. A co! Taka  jestem wścibska baba ;) No ale nie o mojej wścibskości tu mowa. Owa Pani zwracała się do synka słowami: ciuciu, apsiu, tutisiu (cokolwiek to znaczy), siążeczkę, pampulki... Przez te 10 minut jak za nią szliśmy użyła pełno zdrobnień i przekręconych wyrazów.

Co daje takie zdrabnianie i mówienie po ufoludkowemu do dzieci? Jak dla mnie nie wiele. Za to znam kilka powodów dla których lepiej tego nie robić:
  • Dziecko uczy się szybko takich wyrazów, a później ciężko jest mu wytłumaczyć, że bucik to bucik a nie pampulek.
  • Dzieci takie później zaczynają mówić i seplenią. Nie jest to może udowodnione naukowo ale znak kilka przypadków, w których się sprawdziło.
  • To strasznie denerwujące i irytujące!
  • Twoje dziecko nie jest idiotą i zrozumie jeżeli powiesz do niego w normalnym języku.
  • Zostawmy język ufoludków w spokoju ;)
Dlatego wypędziłam ufoludki z mojej głowy i obiecałam sobie, że nie będę słuchać tego jak inne matki rozmawiają ze swoimi dziećmi. 
Nie myślcie, że zwracam się do dziecka w stylu:
Filipie umyj ręce, mama podała do stoły.
Co to to nie. My rozmawiamy zwyczajnie i czasami zdrobniamy pewne słowa, a raczej to ja rozmawiam bo Filip jeszcze za młody ;) 

42 komentarze :

  1. Znam takie ufoludkowe mamy :)
    Ja mówię do synka normalnie bez zdrobnień uważam że tak dziecko szyciej nauczy się mówić nawet jak powtarza po swojemu to go poprawiam ,a on powtarza. Jedyne słowo w naszym słowniku ufoludkowe to Tuliś tak mówimy na kocyk z którym śpi synek.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja się będę chwalić;}}}}. Obiecaliśmy sobie z mężem że nigdy w życiu nie będziemy niuniać do naszych dzieci i udało nam się słowa dotrzymać. Drażni mnie takie niuniu-puniu, przecież dziecko faktycznie czuje się jak ufoludek;}}}. Poza tym zauważyłam że dzieciaczki słuchając tej dziwnej mowy częściej seplenią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję wytrwałości :) Mam nadzieję, że ja też dam radę. Co ja mówię, pewnie że dam.

      Usuń
  3. To ja tez się pochwalę :) Od urodzenia mówiłam do córki duzo i ...normalnie. Moja córka nie wiedziała co to znaczy jak babcia mówiła do niej "choć apa" czy cos w podobnym guście :) Teraz mam wygadana juz sześciolatkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Padłam po przeczytaniu tematu posta :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nienawidzę jak ktoś tak gada do moich dzieci tym bardziej, że mam dwóch 'dorosłych' facetów, którzy świetnie rozumieją co się do nich mówi. Mam jeszcze jedną przypadłość - nie trawię niektórych zdrobnień imion moich dzieci i jak teściowa do mojego Tymoteusza wypala Tymuś zamiast Tymek to aż mnie skręca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest ;) Mnie bardzo denerwowało i denerwuje jak do mojej kuzynki mówią Monia zamiast Monika. Dziwnie mi się to kojarzy,,,

      Usuń
  6. Oj jak mnie wkurza takie mówienie do dzieci. Coś okropnego. Jak ktoś tak mówi do mojego Filipka to staram się grzecznie zwrócić uwagę. My od początku zwracamy się do synka normalnie i widzę, że to przynosi efekty, bo Filipek dość szybko zacząl mówić i mówi coraz poprawniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że mój Filip tez się w końcu bardziej rozgada ;)

      Usuń
  7. Och mnie tez to tak smieszy, jak mamy dziecinnieja. Co ciekawe nie slyszalam, zeby w ten sposob ciapcial jakis ojciec ;o)

    OdpowiedzUsuń
  8. 'Filipie umyj ręce, mama podała do stoły.' - Hahahaha. Sobie wyobraziłam tą scenkę:))

    Masz rację, że nie ma co przekręcać, bo dziecku się pomiesza w głowie. Może to wynika z tego, że dzieci są takie słodziutkie i zdrobnienia same się pchają na usta?:)

    Buziaki dla Was:)

    OdpowiedzUsuń
  9. My też nie używamy takich zdobień, nie lubię jak ktoś się pieści...jakby dziecku brakowało piątek klepki, albo właśnie był przybyszem z kosmosu :p

    OdpowiedzUsuń
  10. Też nie używamy takiego języka, później dziecko też zaczyna tak mówić, a rodzice nic nie rozumieją i dziwią się dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
  11. no nie pomyślałem, że takie zdrobnienia mogą wpłynąć na wymowę dziecka, ale zapamiętam na przyszłość

    OdpowiedzUsuń
  12. Do mojej Młodej kiedyś pani w taki sposób powiedziała. Córka dziwnie na nią spojrzała i nic nie powiedziała. Przetłumaczyłam jej o co chodziło pani- podeszła i powiedziała- idę z mamą i tatą do sklepu. Kobieta oczy jak 5 zł zrobiła i stała taka zdziwiona jeszcze chwilę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Małe dziecko jakoś tak na nas działa, że chciałoby się wszystko zdrabniac, jednak pilnuję się i tego nie robię. Maluch uczy się przez słuchanie i naśladowanie, trzeba być więc dobrym wzorem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja raczej nie zdrabniam jak mówię do dzieci, chociaż kusi niesamowicie jak się widzi takie małe dziecko, żeby używać zdrobnień. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest chyba najgorsze, że ta postura dzieci nas tak nakręca do seplenienia.

      Usuń
  15. ja raczej nie mam kontaktu z dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety babcia mojego Młodego ma takie zapędy. Muszę stale na to uważać.

    OdpowiedzUsuń
  17. ja na razie tak nie mam do kogo mówić;p

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też unikam takiego ciaćkania się z Małym. Wiadomo, że zdrobnień używam, ale tak normalnie, powiem nap. pieska, a nie psa, albo bucik, a nie but. Jednak od początku uczuliłam męża, który od czasu do czasu mówił do Krzysia ciaćkając się, żeby tego nie robił, bo Mały szybko załapie. Także teraz nie ma tego problemu. Krzyś ładnie mówi, choć czasem jak ma chwilę wygłupów to wymyśla swoje słowa, albo przekręca inne i gada jak po chińsku, ale robi to w formie zabawy, śmiejemy się wtedy i wygłupiamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko w ramach zabawy to nic strasznego ale jak na co dzień używa się tych przekręconych słów to przestaje już być zabawnie.

      Usuń
  19. Rozsądne podejście, rozumiem że język ufoludków, może być naturalnym odruchem wielu matek, może tak lepiej porozumiewają się ze swoim dzieckiem, ale zdecydowanie lepiej zostawić go w spokoju :)

    OdpowiedzUsuń
  20. To ja już zupełnie jestem znów na bakier. Moje dzieci jedzą obiad, nie obiadek. Owoce nie owocki. Śpią, nie śpiochają. Do ciężkiej pasji doprowadza mnie takie gadanie nie wiadomo po jakiemu do dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wystrzegam się takich zdrobnień jak mogę... Ale nie zawsze się udaje:) łapię się na tym, że jemy 'jogurcik' a nie jogurt, i idziemy na 'spacerek' a nie na spacer. Na szczęście nyny i am jakoś mi nie przechodzą przez gardło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też często jest spacerek. Jednak myślę, że zdrabnianie nie jest najgorsze. Gorzej jak się nadaje nowe nazwy dla rzeczy, które są proste do wymówienia tak jak but-pampulek.

      Usuń
  22. Jestem nauczycielem i na studiach zawsze Nas wystrzegali przed tym. Do dziecka trzeba mówić językiem, którym się posługujemy. But to but, a nie papulek- tak jak napisałaś. U Nas w domu wszyscy mówią normalnie do Hani, nie ma żadnych ufoludkowych wyrazów :) Hania ma 18 miesięcy i pięknie potrafi wymawiać niektóre słowa, część z nich często przekręca :) I tak jest kajko (jajko), namień (kamień), sle też jest babcia, dziadzia, but i Tosia, Kaziu, mama, tata, daj, oj mogę wymieniać.. :)
    Przez ufoludkowe gadanie, to nawet dzieci w przedszkolu czasem nie potrafią się wysłowić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam przyjemność rozmawiać z dzieckiem, które nie rozumiało zwyczajnej mowy. Jego mama przetłumaczyła mu to na ich język i dopiero dziecko zrozumiało. Wyglądało to komicznie.

      Usuń
  23. Moja teściowa tak mówi do Krzysia. Ale nie wszczynam wojen, bo uskutecznia to swoje gadanie 2 razy do roku. To chyba nic mu się nie stanie, a ja mam obiad spokojny :)

    OdpowiedzUsuń
  24. No tak...chyba każdy rodzic choć raz tak "dziwnie" powiedział do dziecka...najważniejsze, żeby nie mówić tak ciągle. także jesteś rozgrzeszona :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Myślę, że dzisiejsi rodzice rzadziej używają "języka ufoludków" w porównaniu np. do babć. W mojej rodzinie nie mówi się tak raczej. Mówiącą w tym języku jest moja teściowa, choć i tak już coraz mniej. Ale "a cio to?" pozostaje w naszej sferze żartów. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Ja też zauważyłam, że to raczej starsze osoby tak przekręcają.

      Usuń
  26. jezyk ufoludków - świetnie nazwane ....

    OdpowiedzUsuń
  27. Czytam tytuł i myślę sobie zwariowałaś :D a to takie ufoludki :D

    OdpowiedzUsuń