Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Poszukiwania z Wydawnictwem Babaryba.

Czytaliście kiedyś "Gałgankowy skarb"? Ta książka ma już podobno ponad 30 lat, a ja pierwszy raz się z nią spotkałam. Chcecie wiedzieć czy nasze spotkanie było owocne? Dzisiaj Wam o tym opowiem. Książka opowiada o mojej imienniczce, małej Kasi i jej gałgankowym skarbie. Napisał ją i zilustrował Zbigniew Lengren, a wydałoWydawnictwo Babaryba.



Historia jest króciutka, ale rozwija się niezwykle dynamicznie. Mała Kasia zapodziała gdzieś swoją ulubioną, szmacianą lalkę- małego Murzynka. Na poszukiwania zguby ruszyła cała rodzinka. Oczywiście dlatego, że wszyscy bardzo kochają Kasię, nie dlatego, żeby uciszyć tą małą beksę ;) Rodzice, dziadkowie, wujostwo, brat, dozorca i nawet pies przeszukali cały dom i okolicę. Niestety na próżno. Postanowili więc zasypać płaczliwą dziewczynkę wszystkim tym, co mieli pod ręką. W akcję pocieszania włączył się nawet fotograf, sąsiad i kominiarz. Jej płacz musiał być naprawdę donośny. Jesteście ciekawi jak historia się skończyła? Zdradzę Wam tylko, że po raz kolejny pies okazał się najlepszym przyjacielem człowieka ;)



My z Filipem także postanowiliśmy pomóc w poszukiwaniach. Sprawdziliśmy pod łóżeczkiem i w szufladzie z ubrankami. Niestety Murzynka tam nie było...



Może jednak mamy coś co poprawi Kasi humor? Filip uznał, że skoro to "laska" to na pewno ucieszy się ze sznurówek! Dzisiaj wyjątkowo nie chciał dzielić się swoimi autami.


Staraliśmy się, ale przecież nic nie jest w stanie zastąpić dziecku ulubionego pluszaka! Swoją drogą fajny morał płynie z tej opowiastki. A co jeszcze jest fajne w tej książce? Przede wszystkim kształt, jest trochę nietypowy, rzadko spotykany. To sprawia, że przyciąga uwagę. Bardzo podobają nam się też wyliczanki, które w książeczce występują. Filip lubi pokazywać paluszkami na wszystkie obrazki po kolei. Starsze dzieci można tak zachęcić do nauki liczenia. Możecie wspólnie liczyć ile osób niosło Kasi upominki a jeżeli macie sprytne i przedsiębiorcze dziecko to może i jego ulubiona zabawka "zniknie" gdzieś bez śladu. Kto wie? 


Jeżeli tylko pobudzicie swoją wyobraźnię to uda Wam się zająć nią dziecko na wiele długich chwil. Możecie zgadywać gdzie w Waszym domu mógłby schować się Murzynek (może dowiecie się przy okazji o jakiś tajemnych kryjówkach, które mają już Wasze pociechy ;) pójdziecie tam wspólnie i znajdziecie warzywa z ostatnich kilku obiadków, które Wasz malec tak grzecznie ostatnio jadł ;P), które prezenty spodobałyby się Kasi najmniej, a które najbardziej i co Wy najbardziej i najmniej chcielibyście dostać, co było w paczce od listonosza i przede wszystkim jak nazywa się ten uroczy piesek! 


A może znacie już historię Kasi i Murzynka i chcielibyście podzielić się swoją opinią na jej temat? Może sami przeszukaliście kiedyś cały dom w poszukiwaniu ulubionej maskotki dziecka? Nam się to jeszcze nie zdarzyło. Filip nie jest jakoś szczególnie przywiązany do żadnej z zabawek. Może to i dobrze? Co sądzicie na ten temat?


Zobaczcie jeszcze co można przeczytać o książce na stronie wydawnictwa. Są to słowa córki autora:

Katarzyna Lengren: Mój ojciec napisał Gałgankowy skarb dla mnie. Nie umiałam jeszcze czytać więc uznał, że wiersz będzie w sam raz – nauczę się go na pamięć i nie będzie musiał w kółko zajmować się czytaniem, bo sama sobie wyrecytuję, oglądając ilustracje na których narysował mamę, mojego brata, babcię, kota, psa i w dodatku mnie samą w takiej zabawnej fryzurze, fartuszku i skarpetkach, jakie wówczas nosiłam. Jak zwykle ta praca w założeniu podjęta z lenistwa (przypominam – nie chciał mi czytać!) przyniosła jak najlepsze rezultaty.
Książeczka doczekała się kilku wysokonakładowych wydań, na podstawie tej bajki powstał film krótkometrażowy pt. Murzynek (reż. Jadwiga Kędzierzawska, scenariusz i scenografia Zbigniew Lengren), który w 1960 roku dostał nagrodę na festiwalu filmów w Wenecji(Brązowy Lew św. Marka).
Gałgankowy skarb to książka bardzo rodzinna. Historię zgubionej w ogrodzie lalki, którą znalazł pies, opowiadała moja mama. Jej opowiadania pełne były epizodów związanych ze zwierzętami, dziećmi i dużą rodziną, która potrafiła biec na ratunek wszystkim, którzy tej pomocy potrzebowali.
Lalka, ukochany „murzynek”, nie była wcale od początku czarna – stała się taka na skutek intensywnej miłości pięciorga dzieci. Najpierw starto jej nos, potem scałowano policzki, jaśniejsze miejsca pociemniały od kąpieli i mniej lub bardziej przypadkowych, jagodowych maseczek. Mimo braku urody „murzynek” był jednak serdecznie kochany, a jego strata była prawdziwą tragedią. Za to pies w rzeczywistości był rasową suczką foxterierką o przedwojennym imieniu Fifka, która miała szczególny dar odnajdywania zagubionych przedmiotów. Mniej ufni w jej dobry charakter twierdzili, że najpierw sama wynosiła różne przedmioty, żeby potem w glorii i chwale przynieść je z powrotem, oczywiście dopiero wtedy kiedy już stracono nadzieję na odzyskanie zguby. Jak z tym odnajdywaniem było naprawdę, tego do końca nikt nie wie, bo przecież pies jak chce, umie być dyskretny.
Ta ciepła historia, która wydarzyła się w ogrodzie, którego już dawno nie ma, napisana dla małych dzieci, które szybko rosną, ciągle może być czytana choćby dlatego, że się naprawdę bardzo dobrze kończy.   



Wydawnictwo: Babaryba
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 16
Format: 205x140mm
Cena: 22 zł.
Książkę kupisz tutaj: KLIK

Czytaj dalej

Zestaw startowy do nauki samodzielnego jedzenia z Canpol babies.


W życiu każdego maluszka przychodzi taki moment, że staje się on coraz bardziej samodzielny. Pewne czynności wykonywane wspólnie z mamą przestają być atrakcyjne i daje o sobie znać chęć bycia samodzielnym. Trochę ciężko mi to pisać ale u nas nadszedł ten moment. 

Nie karmiłam synka sama i też nie mogę napisać, że stosowaliśmy metodę BLW. U nas przebiegało to w sposób mieszany. Filip jadł wszystko, dotykał jedzenia, smakował, maczał w sosach czy jogurcie. Jednak po skończonym poznawaniu jedzenia zawsze karmiłam go z łyżeczki żeby coś tam w tym jego brzuszku wylądowało. Teraz Filip nie potrzebuje już mamy żeby zaspokoić głód. Świetnie daje sobie radę sam, a ja zastanawiałam się jak ułatwić mu ten proces.

Tutaj z pomocą przyszła mi firma Canpol babies. Bardzo ucieszyła mnie wiadomość o tym, że w ramach blogosfery będziemy testować zestaw stołowy, butelki i fartuszki. Zestaw ten przybył do nas w najbardziej odpowiednim momencie.

Znalazłam w nim:

1. Zestaw stołowy: talerz płytki, talerz głęboki, łyżeczka, widelec, kubeczek.
2. Dwa fartuszki 24m+ i 36m+
3. Dwie butelki antykolkowe 300ml i 240ml.




Do testów przypadł nam różowy zestaw. Być może to jakiś sygnał lub znak, że kolejna będzie dziewczynka ;) Filipowi to nie przeszkadzało, bo bardzo spodobał mu się lisek. Nadruk wykonany jest bardzo dokładnie i cieszy oko. Po dłuższym użytkowaniu nie ściera się i nie rysuje. Wszystkie elementy wykonane są dokładnie i precyzyjnie. Sztućce są 'przyjazne' dziecku i nie ma możliwości, że zrobi ono sobie nimi krzywdę. Chyba, że z premedytacją wsadzi je sobie do oka ;)




Fartuszki mają zabawne i kolorowe nadruki. Materiał jest odrobinę sztywny i niewygodny. Niestety na tym polega fenomen fartuszka. Czystość w zamian za komfort. Czyszczenie takiego fartuszka jest bardzo proste, wystarczy spłukać pod bieżącą wodą i po kłopocie. Fajnym gadżetem jest kieszonka. Można tam włożyć serwetkę, kredki lub coś do niej przyczepić. Z tyłu wiązany jest na dwa sznureczki. Jak dla mnie nie nadaje się on do jedzenia, ale sprawdzi się idealnie podczas wykonywania prac plastycznych np. w przedszkolu. 



Buteleczki firmy Canpol babies goszczą w naszym domu niemal od samego początku. Sprawdzają się znakomicie. Te z zestawu pirackiego również są fantastyczne. Zabawne nadruki, wyraźna skala, antykolkowe, nie powodują zanikania odruchu ssania. W dodatku mogę Wam powiedzieć, że można je myć w zmywarce i nic im się nie dzieje ;)


Filipek poważnie podszedł do testów, bo z jedzenia się nie żartuje ;) Synek zadowolony, a zwłaszcza z kubeczka. Jedynie fartuszek się nie sprawdził, bo Filip cały czas próbował go ściągnąć. No cóż, będzie idealny do przedszkola i zabaw farbkami :) Wszystko idealnie dopasowane do małych rączek i buziek. Zresztą zobaczcie jak sobie radzi :) Gotowane warzywa, ziemniaczki i mięsko zniknęły w mgnieniu oka ;)





Jeżeli spodobał się Wam ten zestaw to mam dla Was soczystego newsa ;) Możecie go zdobyć na blogu u Gosi. Podrzucam Wam link i życzę powodzenia ;)







Czytaj dalej

MaaMaa nominowana ;)





Jestem ogromnie zaskoczona i zadowolona :) Zostałam nominowana do 
Liebster Blog Award.

Zapytacie pewnie co to takiego. 
 „Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”.

Jakie są zasady tej zabawy?
Jest to swego rodzaju zabawa pomiędzy blogerami. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

To bardzo fajne uczucie wiedzieć, że jest ktoś komu podoba się to co robisz i docenia to. Moją nominację dostałam od Reni z bloga http://lilannn.pl/. 
Dziękuję Ci za to i już zabieram się za odpowiadanie na Twoje pytania. A Wy czytajcie, bo MaaMaa BaalBinkaa zdradza wielkie tajemnice ;)

1. Co Cię skusiło do założenia bloga?

Od dawna czytałam blogi parentingowe, kosmetyczne i te o codziennym życiu, szukałam inspiracji w sieci, nowych przepisów, tytułów książek... Przyszedł taki czas, że zaczęłam zazdrościć tym osobom interakcji z innymi ludźmi, swojego kawałka w sieci, miejsca gdzie mogą pisać o wszystkim. Stwierdziłam, że nie ma co zazdrościć i trzeba założyć bloga. No i jest :)

2. Kto Cię inspiruje w życiu?

Moją największą inspiracją są moi rodzice. Są ze sobą już tyle lat i nadal się kochają. Nie ma tutaj mowy o przyzwyczajeniu, bo to jest prawdziwa miłość. Szanują siebie i innych, wychowali dwie córki, wzruszają się gdy trzeba i śmieją gdy jest powód. Patrząc na nich, aż chce się brać dobry przykład.

3. Czy jest coś, co byś zmieniła w swoim życiu gdybyś mogła cofnąć czas?

Myślę, że nie ma takiej potrzeby. Przeżyłam wiele porażek i zawodów, ale każda z tych sytuacji czegoś mnie nauczyła. Gdyby nie one nie byłoby mnie teraz w tym miejscu, w którym jestem. 

4. Szalona rzecz, którą chciałabyś zrobić?

Nie będzie tu mowy o żadnych spadochronach, lotach odrzutowcem czy skoku na bungie. Jestem wielkim tchórzem i w miejscach, w których poziom adrenaliny wzrasta to zdecydowanie nie miejsca dla mnie. Chciałabym natomiast wyruszyć w podróż po Polsce. Zabierając ze sobą męża i synka, namiot i materac oraz samochód. Jedyne pieniądze jakie byśmy zabrali to te na paliwo i... niech się dzieje co chce ;)

5. Jakie wartości w życiu cenisz najbardziej?

Najważniejsza dla mnie jest miłość i przyjaźń. Trzeba potrafić żyć w harmonii z innymi ludźmi, bo tylko wtedy coś znaczymy. 

6. Praca marzenie to…

Praca wśród dzieci. Jest to ciężka praca, ale jeden uśmiech, jedno słowo prosto z dziecięcego serduszka i wszystkie troski, problemy oraz niedogodności znikają. 

7. Gdyby ktoś dał Ci do ręki milion złotych, co byś zrobiła?

Zainwestowałabym w swoje miasteczko. Jest malutkie i dzieci nie mają wiele atrakcji. Chociaż ostatnio trochę się to zmieniło. Stworzyłabym piękne place zabaw, boiska z prawdziwego zdarzenia, świetlice, kafejki internetowe, lodowisko, miejsce do zabawy na rolkach... Masę pomysłów mam w głowie ;) Nie zapomniałabym też o stołówkach, w których dzieci mogłyby codziennie dostać darmowy obiad. Pewnie by jeszcze dużo zostało, a ja jakoś bym to rozplanowała.

8. Czy w Twoim życiu, wydarzyło się coś, co zmieniło Twój światopogląd?

Ciężkie pytanie. Był czas, że się buntowałam- jak to nastolatki mają w zwyczaju. Jednak w głębi siebie nadal byłam tą samą Kasią. Chociaż głęboko ukrytą, bo w tamtej chwili walczącą sama nie wiem z kim i sama nie wiem o co.

9. Które określenie pasuje do Ciebie bardziej: romantyczna czy rozważna? Uzasadnij:)

Jestem totalną mieszanką wybuchową ;) Wszystkiego we mnie jest po trochę. Nazwałabym się raczej rozważną romantyczką :) Może być?

10. Czy jest coś, co chciałabyś w sobie zmienić (jakaś cecha charakteru, nawyki lub wygląd)?

Zawsze chciałam pozbyć się swoich piegów, ale z czasem przestały mi przeszkadzać. Jedyne w swoim wyglądzie to zmieniłabym wzrost. Przydałoby się chociaż 5 cm więcej, bo 161 to trochę mało ;) Jeżeli chodzi o charakter to chciałabym być mniej wybuchowa. Bardzo spontanicznie i żywiołowo reaguję w sytuacjach, które mnie stresują ;)

11. Co Cię denerwuje u innych ludzi?

Nie lubię ludzi, którzy wiecznie narzekają. Wiadomo każdy może mieć gorszy dzień lub ochotę żeby wylać swoje żale. Mi też się to zdarza! Jednak staram się być optymistką i patrzeć na świat przez różowe okulary. Z różnym skutkiem ;)

Nie było łatwo, ale jakoś przebrnęłam :) Teraz ja się zabawię i trochę pomęczę pytaniami inne blogi! A co! Nie będzie łatwo ;) Oczywiście jest to tylko zabawa i jeżeli nie macie ochoty to nie musicie odpowiadać na moje pytania :)

Ciężko było wybrać, bo obserwuję wiele blogów. W dodatku Renia 'podkradła' mi kilka i nie chciałam podwójnie ich nominować :)

Nominuję:
1. MPFanaberie -  /http://www.mpfanaberie.pl/
2. Ziołowa Poduszka- http://ziolowapoduszka.blogspot.com/
3. Świat do góry nogami- http://swiatugorynogami.blogspot.com/
5. Zapiski mamy- http://www.zapiskimamy.pl/
6. Mama Kreatywna- http://mama-kreatywna.pl/
7. Maluch w domu- http://www.maluchwdomu.pl/
8. Kiedy mama nie śpi- http://www.kiedymamaniespi.pl/
9. Zwykłej matki wzloty i upadki- http://zwyklejmatkiwzlotyiupadki.blogspot.com/
10. Siewcy zamętu- http://siewcyzametu.blogspot.com/
11. Mama Pana Adama- http://www.mamapanaadama.pl/

Moje pytania do Was:
1. Dlaczego zaczęłaś/eś pisać bloga?
2. Czy jest coś o czym chciałbyś/abyś napisać ale boisz się reakcji czytelników?
3. Który z Twoich wpisów najbardziej Ci się podoba?
4. Jaki jest Twój największy sukces życiowy?
5. Co robisz jak nikt nie patrzy?
6. Największa głupota jaką zrobiłeś/aś?
7. Co chciał(a)byś w życiu osiągnąć?
8. Co podoba Ci się najbardziej w Twoim otoczeniu?
9. Co doprowadza Cię do szewskiej furii?
10. Bez czego nie potrafisz żyć?
11. Czy jest coś czego nigdy nie chciał(a)byś zmieniać?


Teraz Wasza kolej :)





Czytaj dalej

Lecimy oglądać samoloty ;)


Miniona sobota wypadła nam w plenerze. Nie byle jakim plenerze, bo na festynie lotniczym w Trzebiczu Nowym. Impreza odbywa się co roku, więc jeżeli macie blisko to serdecznie polecamy piknik. Niestety będziecie musieli poczekać cały rok ;)

W zeszłym roku również oglądaliśmy pokazy lotnicze, ale w mniejszym składzie. Rok temu uznaliśmy, że Filip jest za mały i będzie bał się hałasu, samolotów i tłumu ludzi. Nie powiem, że w tym roku nie było żadnych obaw. Owszem były. W razie 'W' mieliśmy zaplanowane inne atrakcje. Na całe szczęście nie musieliśmy realizować planu awaryjnego.

Na miejscu zjawiliśmy się wczesnym popołudniem. Oglądaliśmy atrakcje, stragany i masę dmuchanych zamków dla dzieci. Filip grzecznie siedział w wózeczku i podziwiał. Swoją drogą w przyszłym roku może już nie być tak łatwo, bo synek zacznie wyrażać swoje potrzeby tak jak inne dzieci ;) Więc na oglądaniu zapewne się nie skończy i jakieś zjeżdżalnie, karuzele czy inne będą musiały zostać zaliczone.

Filip świetnie się bawił oglądając stojące samoloty, paralotnie i helikoptery. Nie bał się hałasu towarzyszącego startującym maszynom. Przyglądał się z zaciekawieniem latającym nad jego głową samolotom.

Mam dla Was malutką fotorelację z tego wydarzenia :) Miłego oglądania ;)

Filip z rodzicami podziwia maszyny latające ;)



Filip z mamą i ciocią Martą .



Zaspokajamy ciekawość ;)



Tatuś i synek :)


Na niebie też było co podziwiać :)





Tak wyglądał nasz ostatni weekend :) 
A Wy co porabialiście?






Czytaj dalej

Hervé Tullet - "Naciśnij mnie" wydawnictwa Babaryba.


Ostatnio bardzo głośno zrobiło się o książce "Naciśnij mnie". Na blogach przewija się nazwisko Tullet. Książka mnie bardzo intrygowała i ciekawiło mnie na czym polega jej fenomen. Wszyscy tak ją zachwalają. Stwierdziłam, że mój Filip jest za mały i nawet nie zainteresuje się książką bez tekstu. Przecież on lubi słuchać bajek, wierszyków i opowiadań. Co może być ciekawego w jakiś kolorowych kropkach?

Bardzo się myliłam. Z resztą nie pierwszy raz ;) Filip mnie zadziwił. Porwał książkę ze stołu i uciekał z nią żeby spokojnie przewracać strony z kropeczkami. Nie mógł oderwać od niej oczu. Po chwili cała rodzinka zasiadła w pokoju i zaczęła dmuchać, dmuchać i mocniej dmuchać... Filip śmiał się i przewracał strony z prędkością światła. Był bardzo ciekawy co tym razem wymyślą rodzice. 


Dalej było tylko weselej. Klaskaliśmy, potrząsaliśmy, dusiliśmy, pocieraliśmy i tak cały czas. Raz mocno, a innym razem delikatnie. Filip obserwował i naśladował nasze ruchy. Pomimo, że nie rozumie jeszcze dlaczego owe kropki na kartkach się powiększają to miał mnóstwo frajdy.


Pewnie nie rozumiecie nic a nic z tego co napisałam. Postaram się teraz wyjaśnić Wam o co tak naprawdę chodzi. Książka "Naciśnij mnie" jest napisana w formie poleceń. Otwierasz ją i dostajesz pierwsze zadanie np. naduś na żółtą kropkę 5 razy. Ty dusisz, a na następnej stronie zamiast jednej żółtej kropki pojawia się ich pięć. Kolejnym zadaniem może być np. potrząśnij książką. Ty trzęsiesz, a na kolejnej stronie okazuje się, że kropki rozsypały się i pomieszały. 


Autor w bardzo sprytny sposób stworzył 'coś' co uczy przez zabawę. Spytacie czego uczy? Oczywiście związków przyczynowo skutkowych. Trzeba wytężyć swoją wyobraźnię i umysł aby domyślić się co stanie się, gdy wykonamy dane polecenie. Odpowiedź zawsze czeka na nas na kolejnej stronie. 

Niby nic wielkiego. Zwykła książeczka, kilka kropek, parę linijek tekstu... Jednak ten minimalizm potrafi porwać do zabawy i nauki całe rodziny. Uwielbiam książki, które wymagają od rodzica zaangażowania się w zabawę.


Co o książce pisze wydawnictwo:

Książka Hervé Tulleta szybko stała się międzynarodowym hitem. 
Została wydana już w 24 krajach, trafiła m.in. na listę bestsellerów „New York Timesa”. 
Autor oraz ilustrator Herve Tullet – ojciec trójki dzieci – potrafi sprawić, że jego ilustracje wręcz „rozmawiają” z dziećmi! 
Naciśnij mnie to książka, którą trzeba przekręcać, na którą trzeba dmuchać, której trzeba klaskać... 
Interaktywna, niezapomniana, zachęca dzieci i dorosłych do wspólnej zabawy i nauki. 
Niezwykłe przygody kolorowych kropek rozbudzą wyobraźnię każdego czytelnika!


Kliknij aby zobaczyć zdjęcie w oryginalnej wielkości

Wydawnictwo: Babaryba
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 56
Wydanie polsko-francuskie.
Cena: 29, 90 zł.
Książkę kupisz tutaj: KLIK











Czytaj dalej

Pozwól mi czasem być Łobuzem.


Dziecko to taka istota z wbudowaną funkcją chęci poznawania świata i dewastacji sprzętów wszelakich. Nic na to nie poradzimy. Szkolenie i tresowanie dziecka wcale nie wyjdzie mu na dobre. Twoje dziecko jest jakie jest i nie próbuj na siłę robić z niego anioła. To, że lód spadnie mu na podkoszulkę lub zrobi bałagan w pokoju nie jest tragedią. Koszulka do prania, a bałagan można posprzątać razem. Radość z kilku chwil łobuzowania jest ogromna i niesie ze sobą mnóstwo korzyści. Jakich?



Spójrz na moją kuchnię. Tak, to wszystko dzieło Filipa. Robiłam obiad, gdy ten mały Zbójnik wyciągnął z szafki bułkę tartą i rozsypał ją po kuchni. Moje włosy pozostały na głowie, nie wyrwałam ich z tego powodu. Pozwoliłam Filipowi chwile pobawić się w bułce. Taka chwila, a inwencja twórcza mojego synka mnie zadziwiła. Na podłodze powstawały malowane palcami pejzaże, bułka była przesypana z pudełeczka do pudełeczka, a na koniec próbowaliśmy sprzątnąć wszystko na szufelkę. Chwila wspólnej zabawy i ćwiczenie paluszków oraz pobudzanie wyobraźni. Nie jest źle co? Kuchnia wróciła bardzo szybko do stanu używalności.



Inna sytuacja. Mój Rozbójnik nie chciał grzecznie siedzieć i bawić się jedną zabawką. Postanowił wysypać wszystkie i zrobić ogromny bałagan. Trudno! Po chwili ustawiał misie w rządku, wkładał piłeczki do wielkiej tuby, robił slalom pomiędzy klockami. Na koniec sprzątał zabawki sam. Z radością wrzucał wszystkie do skrzynki. Dziecko szczęśliwe i zajęte swoimi sprawami- brzmi jak nauka samodzielności? Pewnie, że tak. W dodatku ćwiczenia gimnastyczne i znowu dawka rozbudzania wyobraźni. 


Twoje dziecko chce bawić się na kolanach? Nie byłoby w tym nic złego, gdyby bawiło się w domu. Jednak on chce brudzić swoje portki na dworze. Oj tam, oj tam! Spodnie się wypierze. Twoje dziecko natomiast pozna kawałek świata z innej perspektywy, przyjrzy się mrówkom wędrującym do mrowiska, znajdzie ciekawego kwiatka... Nie ma lepszej nauki niż ta przez zabawę!



Kolejne jedzenie na podłodze! Mamusiu ja tylko chciałem zobaczyć czy jak odwrócę miskę to jedzenie wypadnie. Ok, sprawdziłeś to teraz zabawa w sprzątanie ;) Malutkie paluszki i ryz preparowany? Ćwiczenie motoryki palców jak znalazł.


Bycie Łobuzem nie jest złe. Pozwólcie dziecku na odrobinę swobody. 
Niesie to ze sobą mnóstwo korzyści :) 
Oczywiście pamiętajcie, że wszystko ma swoje granice.
 Nie można przegiąć ani w jedną, ani w drugą stronę.
Czytaj dalej

"Auta 2" w wersji papierowej.


Dzieci mają to do siebie, że uwielbiają kolekcjonować gadżety związane z ich ulubionymi bajkami. U nas ten problem jeszcze nie nastał, ale mam chrześniaka który uwielbia serię bajek o Zygzaku i Złomku. Natomiast mój Filipek uwielbia wszystko co ma kółka i jeździ- nie ważne czy to auto, rower, wózek, czy namalowane lub prawdziwe. Trafił mi się mały miłośnik motoryzacji. 

Czyli już wiecie co od kilku dni czytamy przed drzemkami :) Tak książkę "Auta" z serii czytaj i słuchaj, wydawnictwa AMEET.



Książeczka opowiada o przygodach Zygzaka i Złomka. Historia rozpoczyna się od tego, że Złomek pakuje się w kłopoty. W sumie to nic nowego, bo Złomek znany jest z pakowania siebie i swojego przyjaciela w tarapaty. Zdenerwowany faktem, że jego przyjaciela obraża się na wizji postanawia zgłosić go do zawodów. Pomimo tego, że Zygzak chciał odpocząć nie może teraz się wycofać. Przyjaciele lecą do Tokio. Tam dopiero zaczną się problemy. Będą wyścigi, kłótnie przyjaciół, tajni agenci, wybuchy i oczywiście happy end w chłodnicy górskiej.




Książkę można podpisać. W zestawie jest też płyta z lektorem. To bardzo fajna opcja dla starszych dzieci, które uczą się płynnie czytać. W nagraniu są oryginalne dialogi z filmu i efekty dźwiękowe. Jak matka 'wysiada' i czuje, że po 10 książce w ciągu dnia traci głos to włącza płytę i dziecka nie ma. Tutaj macie na to dowód :)
Filip zapatrzony w ekran ze ścieżką dźwiękową.


Książka ma duże i adekwatne do tekstu obrazki. Tekst jest wyraźny, oddzielony od części z ilustracją. Okładka twarda, a dla nas to plus. Ciekawskie ręce Filipa potrafią wiele ;) 




Niestety uważam, że książka jest bardzo uboga w treść. Mogłoby być więcej szczegółów i opisów sytuacji. Na taka mała ilość tekstu znajduje się w nim bardzo dużo trudnych (dla dzieci) słów. 


Mimo tego i tak dobrze się bawimy podczas czytania.






Wydawnictwo: AMEET Sp. z o.o
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 50
Format: 225mm x 226 mm
Tekst: Agnieszka Zwolińska i Jan Wecsile
Narrator: Wojciech Paszkowski
Dźwięk i montaż: Michał Wróblewski







Co o książce możemy znaleźć na stronie wydawnictwa?
"Zygzak McQueen po raz kolejny staje na starcie wielkiego wyścigu. Tym razem zawody odbywają się w kilku krajach, w Japonii, we Włoszech i w Wielkiej Brytanii. Zygzakowi w podróżach towarzyszą przyjaciele z Chłodnicy Górskiej, w tym jego najwierniejszy kibic – Złomek. Niezwykły przypadek sprawia, że zardzewiały holownik zostaje wplątany w wielką międzynarodową aferę szpiegowską.Podczas Światowego Grand Prix przyjaciel Zygzaka będzie miał także okazję poznać inną, ciemną stronę świata wyścigów…
Drodzy Rodzice!Oddajemy w Wasze ręce książeczki z serii „Czytaj i słuchaj”, oparte na znanych i lubianych przez dzieci filmach Disneya. Słuchowiska na dołączonych do książek płytach CD, zawierające oryginalne dialogi i efekty dźwiękowe oraz piosenki z filmów, zachęcą dzieci do czytania i będą okazją do wspólnej zabawy dla całej rodziny.Czytaj i słuchaj razem z Twoim dzieckiem!"
Czytaj dalej