Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Poszukiwania z Wydawnictwem Babaryba.

Udostępnij ten post

Czytaliście kiedyś "Gałgankowy skarb"? Ta książka ma już podobno ponad 30 lat, a ja pierwszy raz się z nią spotkałam. Chcecie wiedzieć czy nasze spotkanie było owocne? Dzisiaj Wam o tym opowiem. Książka opowiada o mojej imienniczce, małej Kasi i jej gałgankowym skarbie. Napisał ją i zilustrował Zbigniew Lengren, a wydałoWydawnictwo Babaryba.



Historia jest króciutka, ale rozwija się niezwykle dynamicznie. Mała Kasia zapodziała gdzieś swoją ulubioną, szmacianą lalkę- małego Murzynka. Na poszukiwania zguby ruszyła cała rodzinka. Oczywiście dlatego, że wszyscy bardzo kochają Kasię, nie dlatego, żeby uciszyć tą małą beksę ;) Rodzice, dziadkowie, wujostwo, brat, dozorca i nawet pies przeszukali cały dom i okolicę. Niestety na próżno. Postanowili więc zasypać płaczliwą dziewczynkę wszystkim tym, co mieli pod ręką. W akcję pocieszania włączył się nawet fotograf, sąsiad i kominiarz. Jej płacz musiał być naprawdę donośny. Jesteście ciekawi jak historia się skończyła? Zdradzę Wam tylko, że po raz kolejny pies okazał się najlepszym przyjacielem człowieka ;)



My z Filipem także postanowiliśmy pomóc w poszukiwaniach. Sprawdziliśmy pod łóżeczkiem i w szufladzie z ubrankami. Niestety Murzynka tam nie było...



Może jednak mamy coś co poprawi Kasi humor? Filip uznał, że skoro to "laska" to na pewno ucieszy się ze sznurówek! Dzisiaj wyjątkowo nie chciał dzielić się swoimi autami.


Staraliśmy się, ale przecież nic nie jest w stanie zastąpić dziecku ulubionego pluszaka! Swoją drogą fajny morał płynie z tej opowiastki. A co jeszcze jest fajne w tej książce? Przede wszystkim kształt, jest trochę nietypowy, rzadko spotykany. To sprawia, że przyciąga uwagę. Bardzo podobają nam się też wyliczanki, które w książeczce występują. Filip lubi pokazywać paluszkami na wszystkie obrazki po kolei. Starsze dzieci można tak zachęcić do nauki liczenia. Możecie wspólnie liczyć ile osób niosło Kasi upominki a jeżeli macie sprytne i przedsiębiorcze dziecko to może i jego ulubiona zabawka "zniknie" gdzieś bez śladu. Kto wie? 


Jeżeli tylko pobudzicie swoją wyobraźnię to uda Wam się zająć nią dziecko na wiele długich chwil. Możecie zgadywać gdzie w Waszym domu mógłby schować się Murzynek (może dowiecie się przy okazji o jakiś tajemnych kryjówkach, które mają już Wasze pociechy ;) pójdziecie tam wspólnie i znajdziecie warzywa z ostatnich kilku obiadków, które Wasz malec tak grzecznie ostatnio jadł ;P), które prezenty spodobałyby się Kasi najmniej, a które najbardziej i co Wy najbardziej i najmniej chcielibyście dostać, co było w paczce od listonosza i przede wszystkim jak nazywa się ten uroczy piesek! 


A może znacie już historię Kasi i Murzynka i chcielibyście podzielić się swoją opinią na jej temat? Może sami przeszukaliście kiedyś cały dom w poszukiwaniu ulubionej maskotki dziecka? Nam się to jeszcze nie zdarzyło. Filip nie jest jakoś szczególnie przywiązany do żadnej z zabawek. Może to i dobrze? Co sądzicie na ten temat?


Zobaczcie jeszcze co można przeczytać o książce na stronie wydawnictwa. Są to słowa córki autora:

Katarzyna Lengren: Mój ojciec napisał Gałgankowy skarb dla mnie. Nie umiałam jeszcze czytać więc uznał, że wiersz będzie w sam raz – nauczę się go na pamięć i nie będzie musiał w kółko zajmować się czytaniem, bo sama sobie wyrecytuję, oglądając ilustracje na których narysował mamę, mojego brata, babcię, kota, psa i w dodatku mnie samą w takiej zabawnej fryzurze, fartuszku i skarpetkach, jakie wówczas nosiłam. Jak zwykle ta praca w założeniu podjęta z lenistwa (przypominam – nie chciał mi czytać!) przyniosła jak najlepsze rezultaty.
Książeczka doczekała się kilku wysokonakładowych wydań, na podstawie tej bajki powstał film krótkometrażowy pt. Murzynek (reż. Jadwiga Kędzierzawska, scenariusz i scenografia Zbigniew Lengren), który w 1960 roku dostał nagrodę na festiwalu filmów w Wenecji(Brązowy Lew św. Marka).
Gałgankowy skarb to książka bardzo rodzinna. Historię zgubionej w ogrodzie lalki, którą znalazł pies, opowiadała moja mama. Jej opowiadania pełne były epizodów związanych ze zwierzętami, dziećmi i dużą rodziną, która potrafiła biec na ratunek wszystkim, którzy tej pomocy potrzebowali.
Lalka, ukochany „murzynek”, nie była wcale od początku czarna – stała się taka na skutek intensywnej miłości pięciorga dzieci. Najpierw starto jej nos, potem scałowano policzki, jaśniejsze miejsca pociemniały od kąpieli i mniej lub bardziej przypadkowych, jagodowych maseczek. Mimo braku urody „murzynek” był jednak serdecznie kochany, a jego strata była prawdziwą tragedią. Za to pies w rzeczywistości był rasową suczką foxterierką o przedwojennym imieniu Fifka, która miała szczególny dar odnajdywania zagubionych przedmiotów. Mniej ufni w jej dobry charakter twierdzili, że najpierw sama wynosiła różne przedmioty, żeby potem w glorii i chwale przynieść je z powrotem, oczywiście dopiero wtedy kiedy już stracono nadzieję na odzyskanie zguby. Jak z tym odnajdywaniem było naprawdę, tego do końca nikt nie wie, bo przecież pies jak chce, umie być dyskretny.
Ta ciepła historia, która wydarzyła się w ogrodzie, którego już dawno nie ma, napisana dla małych dzieci, które szybko rosną, ciągle może być czytana choćby dlatego, że się naprawdę bardzo dobrze kończy.   



Wydawnictwo: Babaryba
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 16
Format: 205x140mm
Cena: 22 zł.
Książkę kupisz tutaj: KLIK

35 komentarzy :

  1. W dzieciństwie uwielbiałam książeczki, kiedy mama wracała z pracy, a ja byłam grzeczna, dostawałam w nagrodę książkę. Nie trwało to długo, ale uwielbiałam taką rozpustę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najbardziej z dzieciństwa pamiętam jak mama śpiewała nam kołysanki przed snem :)

      Usuń
  2. Przyznam się bez bicia że u Ciebie przeczytałam o tej książeczce. Mimo że lubię dziewczynom kupować książki ta nie wpadła mi w ręce;}. Książki z morałem są wg mnie najciekawsze ponieważ kiedy maluch zaczyna różne sytuację łączyć w całość sam bez naszej pomocy dochodzi do sensu treści bajki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas od czytania, do zrozumienia treści jeszcze daleka droga :)

      Usuń
  3. o proszę kolejna fajna książeczka o której nie słyszałam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ni czytałam nigdy tej książeczki, ale widzę, że super zachęca do przygód:))
    Buziaki dla Was!:))

    OdpowiedzUsuń
  5. W ogóle o niej nie słyszałam, ale ona jeszcze chyba nie dla nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Filip też nie rozumie jeszcze jej sensu (przynajmniej tak mi się wydaje) ale bardzo lubi jej słuchać. Chociaż powiem szczerze, że z nim jest łatwo bo on lubi czytać ze mną :)

      Usuń
  6. Młody kocha krecika ;)
    Moja kuzynka była mocno przywiązana do smoczka... w wieku 3,5 roku... jak jej starszy brat go schował i wyszedł z domu na kilka godzin (żeby ją potajemnie oduczyć), to była straszna awantura...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wole sobie nie wyobrażać tych wszystkich krzyków... ;)

      Usuń
  7. Znam tą książkę i moje dzieci bardzo ją lubią. Śliczne rysunki i fajny pomysł. Lubię takie starocie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. fajne rysunki. My dzisiaj kupiłyśmy "Na jagody" i "Plastusiowy pamiętnik" - bardziej z sentymentu niż dla dziecka
    www.puffa.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Jedna książeczka, a tyle przygód z nią :)

    OdpowiedzUsuń
  10. książeczka bardzo sympatyczna :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To ulubiona książeczka Antkowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie słyszałam wcześniej o tej książeczce, ale wygląda bardzo interesująco.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mamy tą książeczkę, Lenka uwielbia do niej zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie znam tej książki, ale widzę że jest godna uwagi :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetna ta książeczka. :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pierwszy raz słyszę o tej książeczce, a jest bardzo fajna.

    OdpowiedzUsuń
  17. myślę że najmłodszym sie spodoba:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mamy tę książeczkę- jedna z ulubionych Młodej- wszystkie ksiazki z Wydawnictwa Babaryba przypadły jej z resztą do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  19. fajna książka, może wezmę ją na swój warsztat, ostatnio mam wprawę w tego typu literaturze

    OdpowiedzUsuń
  20. o widzisz to ksiązka ma dokladnie tyle lat co ja ;) a nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie lubię czytać książek i choć starałam się nauczyć Gabrysia tego, aby je polubił to niestety na marne. Sam oglądnie obrazki, ale w kompletnej ciszy. Nie chce aby ktoś wtrącał mu choć słowo... Szkoda, bo chętnie pokazała bym mu taką książeczkę i poszukała z nim murzynka ;)

    Pozdrawiamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Pierwszy raz słysze o tej książce,muszę sprezentowac siostrzenicy :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ładna, ilustrowana książeczka. :-)

    OdpowiedzUsuń