Tworzone sercem- EmiBach.


Mamy piątek, a to oznacza, że dzisiaj przedstawię Wam kolejną uzdolnioną osobę, która tworzy wspaniałe rzeczy specjalnie dla Was i wkłada to wiele serca, miłości i swojego czasu. Zatem wspólnie z Filipem zapraszamy Was na wywiad z cyku:


TWORZONE SERCEM


Tym razem moim gościem jest Emila z EmiBach.
Wchodząc na stronę Emilii można przeczytać pewną sentencję:

Wybierając rękodzieło nie kupujesz rzeczy....
Nabywasz czyjąś pasję, pomysły, kawałek serca, skrawek duszy...

Przeczytajcie czym dla niej jest rękodzieło i co daje jej tworzenie tych wspaniałych rzeczy. Poznajcie osobę pełną optymistycznego nastawienia i lubiącą wyzwania. Mamę, która odnalazła swoją pasję i potrafiła podzielić się nią ze światem.
Miłego czytania!


1. Na samym wstępie bardzo Cie proszę żebyś w kilku zdaniach napisała coś o sobie. Chcę przybliżyć czytelnikom Twoją osobę. 

Mam 24 lata jestem mamą dwójki małych szkrabów;)Rocznego Radka i trzy i pół rocznego Dawida. Na co dzień zajmuje się dziećmi ,domem i oczywiście szyciem. Ciągle mam wrażenie że doba trwa dla mnie  za krótko ale myślę, że wiele mam tak ma. Jeśli czas pozwala to wieczorem lubię poćwiczyć lub pobiegać.

2. Jak i dlaczego powstała strona EmiBach?

EmiBach powstała z myślą pokazywania  na bieżąco tego co szyje .Z chęci dzielenia się tym z innymi.

3. Chciałabym żebyś w kilku słowach napisała nam jak wygląda tworzenie takich rzeczy, co trzeba dać od siebie, jak się za to zabrać, ile czasu poświęcić...

Tworzenie hmm..;) jeśli wymyślam coś autorskiego to pomysł rodzi się w głowie, szybko przenoszę go na papier (robiąc wykrój)Potem z papieru przenoszę na materiał, który wcześniej musiałam zamówić, wycinam i zasiadam do szycia. Na koniec  zostają  już tylko poprawki kosmetyczne ;) Można pomyśleć ,że chwila roboty ale w rzeczywistości na uszycie kompletu 3-4 częściowego czasem muszę poświecić 4-5 h. Jeśli chodzi o to co trzeba dać od siebie to: czas, zaangażowanie i skrawek serca w to co się tworzy.

4. Co daje Ci tworzenie dla innych?

Satysfakcje, że to co robię jest fajne i  podoba się innym dzieciaki są zadowolone a rodzice chętnie wracają po coś nowego.

5. Jaka rzecz (stworzona przez Ciebie) jest Twoją największą dumą lub tworzenie jej przyniosło Ci największą przyjemność? Dlaczego właśnie to? 

Myślę, że nie ma jednej takiej rzeczy ja jestem podekscytowana i zadowolona z każdej nowo uszytej, zawsze od siebie się różnią kolorem rozmiarem krojem więc to jest fajne, że nie ma monotonii a jest różnorodność.

6. Gdyby nie ograniczały Cię fundusze, czas, rozmiary i inne przyziemne sprawy to co byś chciała uszyć?

Hmm..tego nie wiem na pewno coś dla siebie bo jak mawiają „szewc bez butów  chodzi” ;D I Tu to przysłowie jak najbardziej się sprawdza;)

7. Czy masz jakieś marzenie związane z tym co robisz? Jeżeli tak to jakie?

W przyszłości rozwinąć skrzydła, ale póki co doskonalić się i iść z szyciem cały czas do przodu;p

8. Jaki jest Twój największy sukces, który do tej pory udało Ci się osiągnąć ze względu na to co robisz?

Sukces to, że rok temu nie miałam pojęcia o szyciu, ale zapragnęłam nauczyć się i początkowo było krzywo i nie tak jak trzeba, ale ja chciałam jedynie szyć dla swoich dzieci. Z czasem jak z szyciem było coraz lepiej to i zainteresowanie innych wzrosło tym co robię więc mogę to uznać za swój mały sukces.

9. W jakim miejscu wyobrażasz sobie siebie za 10 lat?

Ojej za 10 lat to mnóstwo czasu;) Naprawdę nie wiem ,może w jakiejś małej pracowni krawieckiej kto wie ;D

10. Czy na zakończenie chciałabyś powiedzieć coś osobom, które to czytają?

Aby nie bały się spełniać swoich marzeń nawet jeśli wydają się nieosiągalne, jestem przykładem na to, że jeśli się czegoś bardzo chce to naprawdę można to osiągnąć.

Spójrzcie jaki wspaniałe rzeczy wychodzą spod jej rąk i maszyny :)
Więcej wspaniałości możecie znaleźć na stronie Emi tutaj ---> KLIK










W naszym domu również gości coś od Emi. Mamy piękny jesienny komplecik. Podczas otwierania paczuszki uśmiechnęłam się sama do siebie. Komplet był przewiązany delikatną i stylową wstążeczką, przyczepiona była malutka wizytówka i subtelna dedykacja "Dla Filipka". Powiem Wam szczerze, że takie detale kradną serce. 
Komplecik mógłby leżeć wśród tych najlepiej wykonanych  i porządnych sklepowych marek. Z drugiej strony powinien mieć osobne miejsce, bo widać w nim duszę i serce autora. Bardzo dziękujemy za ocieplenie nam jesiennych spacerów i życzymy samych sukcesów!



Jeżeli chcesz znaleźć się w kolejnym wywiadzie z tej serii to daj mi znać na maamaabloog@onet.pl


Czytaj dalej

Była rzeka pełna mleka i nie ma rzeki pełnej mleka.


Nasza historia z karmieniem piersią właśnie się skończyła. Nie powiem, że było łatwo... Była to jedna z najcięższych decyzji odkąd zostałam mamą. Synek był bardzo przyzwyczajony do 'cyca', a ja lubiłam te nasze intymne chwile. Spojrzenie malutkich oczek, główkę ułożoną na piersi i poczucie bezpieczeństwa i miłości. 
Rozstanie z tą metoda karmienia jest trudne nie tylko dla dziecka ale i dla matki. Czasami mówi się o jakiś granicach minimalnych i maksymalnych w karmieniu piersią. Dla mnie jest to indywidualna sprawa każdej matki i dziecka.
Nasza rozłąka z 'cycusiem' nie była łatwa. W miarę jak synek rósł to zmniejszałam nasze karmienia o jedno. Tak zostaliśmy tylko z jednym karmieniem. Bałam się z niego zrezygnować. Wyobrażałam sobie krzyk, pot i łzy, rzucanie po podłodze i inne tragiczne obrazki. Nic takiego nie było. Jedyną rzeczą, którą robi Filip jest wkładanie rączek pod bluzkę i szukanie cycusia. Powoli przestaje i zapomina. Jeżeli teraz stoicie przed dylematem: Czy to już? to chciałabym Wam powiedzieć, że nie jest tak źle. Tylko pamiętajcie o konsekwencji.
Nasza dorgą mleczna była bardzo ciężka już na samym starcie.
Filip w inkubatorze, dołujące komentarze innych, wędzidełko, problemy ze ssaniem... Kryzysy laktacyjne, brak mleka i obolałe piersi... Oj działo się! Jednak pokonaliśmy to wszystko i nasza przygoda z 'cycem' trwała prawie 17 miesięcy. 
Cieszę się, że tyle to trwało i jestem z siebie dumna, że nie poddałam się w momentach kryzysowych. Duże wsparcie miałam ze strony mojej mamy, która stale mnie motywowała. 
Wiem, że nie każda mama może liczyć na wsparcie ze strony najbliższych, a komentarze innych potrafią narobić wiele szkody. 
Pamiętajcie jednak, że decyzję o skończeniu karmienia piersią musicie podjąć wy, a nie wasi bliscy. 

Jakiś czas temu napisałam kilka słów o karmieniu butelką i piersią. 
Wracam do tego wpisu i czytam w pośpiechu. 
Wiecie co? 
Nie zmieniam zdania! 

Jeżeli jakaś mamusia w tej chwili boryka się z wyrzutami sumienia, zastanawia się jaką podjąć decyzję lub wygłaszam absurdalne komentarze o tym, które karmienie jest lepsze to zapraszam na małe przypomnienie.

Oto kilka słów, które napisałam na początku mojego blogowania.

"Czytając różne fora, blogi, artykuły natykam się na dyskusje matek. Jedne atakują drugie. Zazwyczaj pojawiają się takie same argumenty. Jakie? A takie:
1. Matka karmiąca butelką jest gorsza.
Śmiech na sali! To tak jakbyśmy powiedzieli, że kot jest lepszy od psa albo, że dziecko powinno kochać bardziej mamę niż tatę. Przykładów można podać tysiące, a wszystkie będą tak samo absurdalne. Więc może nie będę się rozpisywać przy tej kwestii.
2. Matka karmiąca piersią nie może wyjść z domu.
Czy ja się cofam w czasie? Przecież żyjemy w czasach, w których ktoś wymyślił laktatory, wkładki do biustonoszy i nianie ;) Zawsze zostają jeszcze ciocie, babcie i dobre koleżanki ;) Trudne? No chyba, że wchodzi tu w grę lęk przed rozłąką z dzieckiem. Jednak myślę, że dopada on wszystkie matki nie tylko te piersiowe!
3. Jak karmisz mlekiem modyfikowanym to nie dostarczasz dziecku wszystkich witamin.
Taaa... Czy ten kto to wymyślił czytał skład na opakowaniu mleka modyfikowanego? Przecież ktoś to produkuje z myślą o najmłodszych. Swoją drogą cena mleka też nie bierze się z niczego.Mleko modyfikowane zawiera wszystkie witaminy jakich potrzebuje nasze dziecko. Witamin więcej niż w co drugim suplemencie diety ;)
4. Matki karmiące piersią robią to tylko dla swojej wygody i oszczędności.
Nie da się ukryć, że karmienie piersią jest bardzo ekonomiczne. Jednak mama piersiowa też musi się dobrze odżywiać, aby dziecku nie zaszkodzić. Czy to nie wiąże się z kosztami? Co do wygody to, co kto woli. Jeden za wygodę będzie uważał karmienie butelką, stałe pory jedzenia i możliwość podania butelki w miejscu publicznym bez ryzyka wykpienia publicznego. Dla innego wygodą będzie omijanie zabawy z wyparzaniem butelek i parzeniem mleka.
5. Karmisz dziecko butelką czyli nie tworzysz z dzieckiem więzi.
Czyżbym była jakaś zacofana lub niedoinformowana? To matka butelkowa nie przytula swojej pociechy, nie patrzy jej w oczy podczas karmienia, nie głaska po główce, nie śpiewa kołysanek? Wydaje mi się, że nie ma tu różnicy w jaki sposób dziecko się karmi i matka zawsze tworzy specjalną więź z dzieckiem."

To teraz czekam na burze w komentarzach. Piszcie o swoich doświadczeniach z karmieniem piersią, butelką, przedstawcie swoje zdanie na ten temat, opiszcie Wasze historie laktacyjne, Wasze obawy, nerwy i całą resztę.


Czytaj dalej

Psssssss, bam bam, Fomfim, Fomfim...


Twój mąż wraca wcześniej z pracy. Wchodzi do domu i z progu słyszy głośne Fsssssssssss, uśmiecha się z nadzieją, że to dźwięk smażących się kotletów. Wchodzi do kuchni, a tam pusto i obiadu nie ma. Dobiega go kolejny dźwięk. Tym razem jest to Bam, Bam, Bam, Bam. Myśli sobie, że pewnie robisz pranie i w końcu pierzesz te jego wyjściowe spodnie. Niestety tym razem intuicja także go zawodzi. Łazienka pusta, a pranie z kosza powoli zaczyna uciekać. Z sypialni dobiega go kolejny dźwięk: Uf, Uf, Uf, Cmok, Cmok, Cmok... Z przerażeniem kładzie rękę na klamce i otwiera drzwi. Za nimi kryje się...

Na wielkim łóżku zwanym małżeńskim siedzi po turecku mama, obok niej synek, a przed nimi książka:

"KLAPU KLAP". Madalena Matoso- wydawnictwo Babaryba.

Taka sytuacja miała miejsce u nas dość niedawno. Podczas nieobecności tatusia postanowiliśmy 'rozpracować' kolejną oryginalną i niesztampową pozycję wydawnictwa Babaryba. Na warsztat wzięliśmy książkę o dziwnym tytule "Klapu klap". Jest to jedna z tych książek w której treści prawie brak, a mimo tego skupia uwagę czytelnika na długi czas. 

Otwierasz książkę i widzisz dziwnego gościa z talerzami w ręku i napis Brzdęk. Myślisz sobie: "Bez sensu. O co chodzi?" Odkrywasz, że jednak ma to sens. Jeżeli będzie szybko otwierać i zamykać książeczkę to zauważysz, że owe talerze stykają się. Skoro się stykają to wydaja głośny dźwięk- Brzdęk. Kolejna strona to dwie twarze, które po złożeniu książki dają obie całusa i wydaja dźwięk Cmok, Cmok. 










Poczekaj, bo to jeszcze nie cały fenomen tej książki. Każda z tych obrazkowych sytuacji jest oznaczona jakimś numerem. Począwszy od 1, a skończywszy na 15. Wiesz, że bawiąc się z dzieckiem tą książką pomożesz mu w nauce liczenia? Piąta historyjka to chłopiec z dziewczynką, którzy pięć razy muszą przybić sobie piątkę czyli pięć razy musicie otworzyć i zamknąć książkę. Jedenasty obrazek to Pan Bębniarz wybijający rytm na wielkim bębnie, a żeby go wybić to jedenaście razy musicie złączyć i rozłączyć strony książki. 




To do dzieła! Plimkajcie, fomfikajcie, cmokajcie, przybijacie piątki, podnoście ciężary, udawajcie motyla i ćwiczcie języki. Logopeda na pewno byłby z Was dumny.


Co o książce pisze wydawnictwo:
Możesz tą książką klaskać, przybijać piątkę, brzdękać, klapać, a nawet plimkać!
Nauczysz się też liczyć oraz wydawać różne śmieszne dźwięki...
Zaproś do zabawy z KLAPU KLAP swoich najbliższych!
Książka KLAPU KLAP zachęca do wspólnej interaktywnej lektury i edukacji poprzez zabawę (nauka liczenia od 1 do 15 oraz logopedyczne ćwiczenia usprawniające wymowę).







Wydawnictwo: Babaryba
Autor: Madalena Matoso
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 40
Cena: 29, 99 zł.
Książkę kupisz tutaj: KLIK

Czytaj dalej

Pozytywnie!



Dzisiaj postanowiłam podjąć rękawicę rzuconą przez Karolinę i zabawić się w akcję #stopmarudzeniu

Jeżeli chcecie się przyłączyć do zabawy to odsyłam Was tutaj KLIK.

Karolina rzuca ciężkie wyzwanie, bo nie marudzić jest bardzo ciężko. Zważywszy na to, że akcja zbiegła się z czasem powyborczym. No ale cóż... Słowo się rzekło więc do dzieła.

W pierwszy tydzień wyzwania przebiega pod hasłem:
10 pozytywnych myśli.

Ciekawi co kryje się w mojej głowie z początkiem nowego tygodnia i dnia? Jakie pozytywne aspekty wyszukuję na co dzień? Oto moje 10 pozytywnych myśli:

Myśl 1.

Budzi mnie Filip swoim przeglądem dentystycznym, wtykaniem palców do uszu i nosa oraz podnoszeniem powiek. Zanim otworzę oczy przez moją głowę przebiega myśl, że za chwilę zobaczę szeroki uśmiech synka i dostanę buziaka. Nie ma nic lepszego niż myśl o uśmiechu dziecka :)

Myśl 2.

Stoję w łazience przed lustrem i patrzę na swoje odbicie. Nie muszę Wam pisać, że wyglądam jak siedem nieszczęść i lustro zaczyna pękać ze strachu prawda? Jednak jak tak stoję to myślę sobie: Kaśka dasz radę! Kto inny jak nie Ty? Jesteś najlepsza. Taka myśl daje mi kopa na każdą kolejną godzinę :)

Myśl 3. 

Myśl o tym, że sama sobie planuję swój dzień. To ode mnie zależy co i kiedy będę robić. Drobny szczegół, że w słowie ROBIĆ mieści się pranie, gotowanie, sprzątanie, zajmowanie dzieckiem i inne. Jednak to ja decyduję o której godzinie wezmę się za to dźwięczne słowo ROBIĆ.

Myśl 4.

Na samą myśl o wszystkich drobnych grzeszkach, które popełnię przez cały tydzień mam uśmiech od ucha do ucha. Kawałek zakazanej czekolady, ciacho z bitą śmietaną mmmm....

Myśl 5.

Mąż pojechał na kolejną delegację, a zetem jest nadzieja, że jak wróci to zabierze mnie na randkę. Trzeba o tym myśleć cały czas, bo podobno jak w coś się wierzy i myśli o tym to się sprawdza :)

Myśl 6.

Skoro jest poniedziałek to mam cały tydzień na planowanie i rozmyślanie o kolejnym rodzinnym weekendzie.

Myśl 7.

Jak wiecie podjęłam się też innego wyzwania 250 przysiadów w 30 dni. Zaczynałam o 10 przysiadów, następnego dnia 20 przysiadów, trzeciego przerwa, kolejnego 40 i tak dalej... Jestem już przy dniu 14 i zrobiłam dzisiaj 120 przysiadów. Wiecie o czym teraz myślę? O tym, że jutro przerwa i zero przysiadów :)

Myśl 8.

Wspaniała myśl o zakupach. Idzie zima i trzeba kupić kurtki, buty i czapki. To wszystko pozwala na przymierzanie, oglądanie i łażenie po sklepach bez marudzenia męża.

Myśl 9.

Obudziliśmy się bez kaszlu i kataru więc może uda nam się ominąć jesienne choróbska. Pozytywnymi myślami odganiamy od nas bakterie i wirusy!

Myśl 10.

Codziennie intensywnie myślę o tym, że spotkanie które wspólnie organizujemy z Karoliną będzie idealne, a sponsorzy będą walić do nas drzwiami i oknami. Mam Blogerek Fanaberie z dnia na dzień nabiera sił i to daje mi mnóstwo pozytywnych myśli do działania.

Ciężko było znaleźć 10 pozytywnych myśl. Zdecydowanie szybciej znalazłabym 10 negatywnych. Należymy do bardzo marudnych i narzekających narodów. 

Ja życzę Wam więcej uśmiechu, optymizmu i radości na co dzień!

#stopmarudzeniu

Czytaj dalej

Bo magia kryje się w każdym sercu!



Któż z nas jako dziecko nie pragnął odrobiny magi w swoim życiu? Dzieciństwo przecież jest czasem magicznym i wyjątkowym. To właśnie wtedy nasze serca są czyste i niewinne, a nasze główki są wstanie wierzyć w różne rzeczy. Wróżki, elfy, latanie, magiczny świat, czary... Dlaczego by nie wpuścić w nasze życie odrobiny magi i tajemniczego klimatu?

Postanowiliśmy stworzyć sobie jesienny azyl i zaszyć się w nim z magiczną lekturą:

James Matthew Barrie
"Piotruś Pan"
Wydawnictwo Siedmioróg.


Historia zaczyna się w normalnym domku, w zwyczajnej dziecięcej sypialni, wśród łóżek Jana, Wandy i Michasia. Jednak tę codzienną sielankę przerywa pojawienie się Piotrusia Pana. Zabawna historia z odklejonym cieniem, próba przyczepienia owego cienia do właściciela i śmieszne tańce to tylko początek atrakcji, które czekają nas podczas czytania bajki. Piotruś Pan zabierze nas do magicznej krainy pełnej niesamowitych widoków, tajemniczych miejsc i zdarzeń, barwnych postaci i przygód czających się za każdym rogiem. To właśnie tam będziemy pływać wśród syren, oglądać wróżki, poznamy Zagubionych Chłopców, usłyszymy o plemieniu Indian i Lilii, poczujemy strach przed groźnym kapitanem Hakiem i jego piratami. 
Trzeba dać ponieść się odrobinie magi, aby dowiedzieć się jak kończy się ta historia...

Książka jest wykonana z wielką starannością o każdy detal. Twarda oprawa w żywych i radosnych kolorach przyciąga oko czytelnika. Otwierając ją dojrzymy kolejne drobne elementy, które sprawiają, że całość staje się piękna. Zrównoważone kolory, białe strony i czarny czytelny tekst, śliczna wróżka obok każdego numeru strony, wyraźnie oddzielone rozdziały- to wszystko zachęca do czytania i przeżywania kolejnych przygód wraz z Piotrusiem i jego przyjaciółmi.


Każda ilustracja jest pełna energii, kolorów i sprawia wrażenie jakby miała zaraz wyskoczyć ze strony książki po to, aby zabrać nas do magicznej krainy. Ilustracje są dodatkiem i wspaniale odzwierciedlają tekst, który widnieje tuż obok. 



Wydanie, które posiadamy zawiera także płytę CD. Jest na niej słuchowisko ze świetnym narratorem, uzdolnionymi aktorami i fantastycznymi piosenkami. Głosy, piosenki, dialogi i cała reszta nie pozwolą Wam się nudzić!

Jeżeli chcecie wprowadzić do życia Waszych dzieci odrobinę magi to książka o przygodach Piotrusia Pana będzie do tego idealna.

Co o książce pisze wydawnictwo:
Piotruś Pan należy do wąskiego kanonu najsłynniejszych bajek świata. Niezwykle atrakcyjna fabuła opowiada o podróży trójki dzieci – takich jak wszystkie inne – do kraju baśni i fantazji. Mały czytelnik utożsami się z bohaterami bajki, razem z nimi poleci za Piotrusiem Panem i za jego towarzyszką, śliczną Srebrnodzwonką, do tajemniczej krainy baśni. Spotka tam Zagubionych Chłopców, w których rozpozna nowych przyjaciół potrzebujących jego pomocy. Sprzymierzy się z dzielną córką indiańskiego wodza i jej wojownikami, którzy pomogą bohaterom w trudnych chwilach walki z piratami i ich hersztem, okrutnym kapitanem Hakiem. Pozna wartość przyjaźni i gorzki smak rozczarowania. Przeżyje rozterkę pomiędzy pragnieniem wiecznej przygody a miłością do domu rodzinnego i tęsknotą za jego ciepłem i spokojem.

Wydawnictwo: Siedmioróg
Autor: James Matthew Barrie
Ilustracje: Artur Piątek
Oprawa: Twarda
Papier: Kreda
Liczba stron: 80
Cena: 32,50 zł
Książkę kupisz tutaj: KLIK

Siedmiorog.pl


Czytaj dalej

"Kukuryku na ręczniku" czyli o higienie słów kilka.






Dzieci są różne. Nie ma dwóch takich samych egzemplarzy. Tak samo jest z ich podejściem do wyglądu i higieny. Jedne co chwilę latają do łazienki myć rączki i zęby, a inne panicznie boją się mydła i ręcznika. Nie oszukujmy się, bo z dorosłymi wcale nie jest lepiej. Nie jednemu przydałaby się lekcja higieny. 

Zastanawiasz się jak przekonać swoje dziecko do tego aby dbało o siebie, myło ręce, uszy i szyję? Nie mam idealnego rozwiązania. Ważne jest abyś Ty dawał mu dobry przykład. Myj ręce przed posiłkiem, aby Twoje dziecko uznało, że tak należy. Szoruj zęby po śniadaniu, a może Twoje dziecko stwierdzi, że to bardzo fajna zabawa. Wyćwicz w nim dbanie o higienę, porządki i wygląd.
Możesz też przeczytać mu kilka króciutkich bajeczek, a zapewniam Cię, że zapadną mu w pamięć.


Maria Kownacka "Kukuryku na ręczniku"- wydawnictwo Siedmioróg.

Jest to zbiór 14 opowiadań poruszających tematy higieny, porządków, dbania o różne rzeczy, odporności, wyglądu. Każde z opowiadań w śmieszny i oryginalny sposób porusza tematy tak ważne dla każdego człowieka. 


Poznamy Katarzynę i grubą Balbinę. Nauczymy się od nich jak ważne jest świeże powietrze, aktywność i nieprzegrzewanie się. Już wtedy poruszane były tak kontrowersyjne tematy jak czapeczki i szaliczki.
Poczytamy o Kubusiu, Petroneli i Hance oraz poznamy ich przygody. Wytłumaczą nam jak okrutne potrafią być dzieci, gdy ktoś nie dba o siebie. Przecież nikt nie chce być wytykany palcami przez innych, a taka nauka płynąca ze stron książeczki będzie znacznie przyjemniejsza niż wytykanie palcami w szkole.
Janek, ciotka Klotka oraz mama Zosi i Tadzika zdradzą nam kilka sposobów na zachęcenie dzieci do dbania o swój wygląd, swoje zabawki, książki.

Opowiadania są króciutkie, wesołe, ciekawe i potrafią skupić dziecko na treści. Dialogi są wspaniałym urozmaiceniem historyjek. Pamiętam je wszystkie z czasów mojego dzieciństwa. Chociaż niektóre z nich musiałam sobie przypomnieć. Ilustracje nadają im charakteru i przenoszą w dawne czasy.



Książka jest doskonałym prezentem nie tylko dla małego brudaska. Myślę, że przypadnie do gustu każdemu dziecku.


Co o książce pisze wydawnictwo:
Jest to zbiór 14 opowiadań, w których poruszane są w zabawny sposób tak ważne rzeczy jak: higiena osobista, szanowanie podręczników, posłuszeństwo czy radzenie sobie z codziennymi problemami. Z nich młody czytelnik dowie się, dlaczego Kubuś zdecydował się myć ząbki, co stało się z brudkiem Grzesia i dlaczego pewnego dnia Petronelka strasznie wstydziła się przed całą klasą. Będzie też o tym... jak matematyka po klasie fika, o piłce psotnicy i o tym,  jak dziada z babą brakowało, i co się potem stało! Takich ciekawostek nie można przegapić!


Kukuryku na ręczniku - okładkaWydawnictwo: Siedmioróg
Autor: Maria Kownacka
Oprawa: Miękka
Ilustracje: Jarosław Żukowski
Liczba stron: 48
Cena: 10,99 zł
Książkę kupisz tutaj: KLIK


Siedmiorog.pl



Czytaj dalej

Ja i moi dwaj przyjaciele.

.
źródło zdjęcia: KLIK



Każdy ma swojego najlepszego przyjaciela.
Osobę na której zawsze może polegać, która jest obok niego choćby nie wiem co. Wspiera, pomaga, daje rady...
Ja też takiego mam. Ba! Ja mam dwóch.

Nie odstępują mnie na krok.
Budzę się i już leżą oboje obok mnie.
Przedstawiam Wam moich najlepszych przyjaciół:
Pan "Za chwilę" i Pani "Jeszcze trochę"

Niby kładę się spać obok męża, a wstaję z Filipkiem i tym zacnym małżeństwem.
Zapomniałam wspomnieć, że Pan "Za chwilę" i Pani "Jeszcze trochę" są małżeństwem?
Są kochającym się i nierozłącznym małżeństwem, a nazywają się "Leniuchowscy".

W ciągu dnia nie odstępują mnie na krok.
A to kawka, a to ploteczki, a to fajny film, a to chodź coś zobaczysz, a to ciacho...
Pranie leży, a wtrąca się Pan "Za chwilę".
Budzik dzwoni, a wtrąca się Pani "Jeszcze trochę".
Naczynia ze zlewu wypadają ale Pan "Za chwilę" ma teraz ważną sprawę do mnie.
Zabawki trzeba posprzątać zanim Filip się obudzi ale Pani "Jeszcze trochę" robi drugą herbatkę.

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy to aby na pewno są moi przyjaciele.
Może warto poszukać sobie nowych?

Widziałam, że dwa domy dalej wprowadzili się Państwo "Pośpieszalscy".
Ona urocza i wesoła Pani "Ogarnięta".
On emerytowany wojskowy Pan "W tej chwili".

Jak myślicie zaprosić ich na herbatkę?


Czytaj dalej

Matko naładuj baterię!



Ku uciesze rodziców, a rozpaczy dzieci wszystkie grająco-świecąco-chodząco-piszcząco-skaczące zabawki kiedyś mają swój koniec. Baterie nie wytrzymują zbyt długo, a nie oszukujmy się, że rodzice kolejne kupują bardzo chętnie. Tylko, że czasami taka sytuacja dotyka rodziców. Tym razem ku rozpaczy rodzica, a uciesze dziecka bo:
a) rodzic ma mniej energii i siły, a co za tym idzie opóźnioną reakcję na wszystko co robi dziecko
b) można skakać po plecach mamy, a ona się nie broni ;)

Energia Waszej pociechy wypływa uszami, a Wy słyszycie głośne 'pykanie' własnej baterii? Świszczy i piszczy Wam w uszach przypominając, że jeżeli coś z tym nie zrobicie to będzie game over?

Mnie również ostatnio coś takiego dopadło. Sylwester w delegacji, pogoda paskudna, a ja sama z Filipem, który zachowywał się tak jakby nie potrzebował snu. Dodatkowo sprawia wrażenie jakby był zasilany powietrzem, którego miał pod dostatkiem.

Wrócił Sylwester i postanowiliśmy nadrobić cały tydzień rozłąki. Najpierw było rodzinnie w trójkę, a później położyliśmy synka spać. Wino, kolacja, film... Na deser Filip obudził się przed północą i nie chciał spać do 3 w nocy. Także znów było bardzo rodzinnie.

Jednak niedziela była tylko dla nas. Spacery, kino, obiad w restauracji i małe zakupy. Bawiliśmy się doskonale, a nasze baterie naładowały się do końca. Tak właśnie za kilka chwil rozpoczynamy nowy tydzień. Z baterią pełną na full i wielkim uśmiechem.

Jak tam Wasz weekend? Wypoczęliście sobie?
Czytaj dalej

"Tworzone sercem"- Handmade by Emi.


Mamy piątek czyli dzień z serią:

TWORZONE SERCEM


Zapraszam Was dzisiaj na wywiad z bardzo zdolną i precyzyjną rękodzielniczką. Emila w swoje szydełkowe przytulanki wkłada mnóstwo serca i ciepła. Jej dzieła są tak dokładne, przemyślane i pełne najdrobniejszych szczegółów, że to jest aż zdumiewające. 
Długo nie mogłam zrozumieć jak człowiek może stworzyć coś tak precyzyjnego! 

Kochani oto Emila i Handmade by Emi.

1. Na samym wstępie bardzo Cię proszę żebyś w kilku zdaniach napisała coś o sobie. Chcę przybliżyć czytelnikom Twoją osobę. 

Jestem mamą 5 letniej Kai i 3 letniego Patryka, swoją przygodę z szydełkiem zaczęłam dwa lata temu. Początki były różne, ale radość dziecka na widok zabawki zrobionej przez mnie bezcenna i to dawało mi motywację do dalszej nauki.

2. Jak i dlaczego powstała strona Handmade by Emi.

Strona Handmade by Emi powstała by swoje prace pokazać szerszemu gronu niż tylko rodzina i przyjaciele.

3. Chciałabym żebyś w kilku słowach napisała nam jak wygląda tworzenie takich rzeczy, co trzeba dać od siebie, jak się za to zabrać, ile czasu poświęcić...

Na pewno potrzebne jest: pasja, szydełko, włóczka i można zacząć przygodę z szydełkiem. Na naukę poświęciłam i nadal poświęcam dużo czasu, przeglądając strony internetowe głównie w angielskim i filmiki na youtube. Z czasem bywa różnie. Jednym idzie to szybciej innym dłużej, ale to nie wyścigi :). Czasami np. lalkę robię 2 dni, a czasami tydzień. Zależy od wielkości lali, od elementów i trudności wzoru.  

4. Co daje Ci tworzenie dla innych?

Tworzenie dla innych sprawia mi przyjemność , każdy miły komentarz dodaje energii do dalszego tworzenia.


5. Jaka rzecz (stworzona przez Ciebie) jest Twoją największą dumą lub tworzenie jej przyniosło Ci największą przyjemność? Dlaczego właśnie to? 
Najbardziej jestem dumna z pierwszych lalek jakie zrobiłam , nie były może idealne , ale były moje.







6. Gdyby nie ograniczały Cię fundusze, czas, rozmiary i inne przyziemne sprawy to co byś chciała uszyć?
Emotikon smile

Gdybym mogła całkowicie poświęcić się tylko i wyłącznie szydełku, powstałoby pewnie mnóstwo zabawek, które są na liście "do zrobienia", a lista jest naprawdę długa, a moje dzieci tylko dokładają kolejne pozycje do listy.

7. Czy masz jakieś marzenie związane z tym co robisz? Jeżeli tak to jakie?


Moim największym marzeniem jest stworzenie własnej pracowni, "taki raj włóczkowy na ziemi".

8. W jakim miejscu wyobrażasz sobie siebie za 10 lat?

Gdzie widzę siebie za 10 lat ??? Wśród rodziny , nadal z tą sama pasją i energią do szydełka.


9. Czy na zakończenie chciałabyś powiedzieć coś osobom, które to czytają?
Tylko, że warto mieć pasję, nie przejmować się tym co mówią inni i robić to co się kocha.




Bardzo dziękuję Ci, że zechciałaś nam przybliżyć swoją osobę i podzieliłaś się z nami swoim talentem. Mam nadzieję, że Twoja pasja będzie trwać wiecznie i uszczęśliwisz jeszcze nie jedno dziecko! Życzę Ci żeby kiedyś udało Ci się stworzyć swój "włóczkowy raj".

Spójrzcie tylko jakie cudowne przytulanki zrobiła Emila na szydełku. Więcej prac możecie zobaczyć tutaj:







My też mamy śliczną przytulankę od Handmade by Emi. Filip zapewnia jej masę atrakcji :) Wczoraj bawili się w misce, konik przeżył ostrą jazdę w ciężarówce, oglądali razem bajki i popołudni zrobili sobie wspólną drzemkę.




Czytaj dalej

Człowiek niczym samochód

Modlin parking



Źródło zdjęcia: http://modlinparking.pl/parking/


Idę przez duży parking, dookoła pełno samochodów, a dla mnie one wszystkie są takie same. Nie znam się na markach, na podwoziach, zawieszeniach i całej tej reszcie. Dla mnie samochód to pudełko, które przemieszcza się tam gdzie chce kierowca. Nie mam prawa jazdy i nie chcę go mieć z własnego wyboru. Mam za to prywatnego szofera, którym jest mój mąż ;) Jest jednak kilka rzeczy, które przyciągają moją uwagę. Jedne są większe, inne mniejsze, kanciate, zaokrąglone, z dużym bagażnikiem, zadbane, brudne, stare, nowe... Tak, mowa tu o wyglądzie.

Idę ulicą. Pełno ludzi, a dla mnie oni wszyscy są tacy sami. Gonią gdzieś do przodu lub idą spacerkiem. Jedni ubrani kolorowo, a inny w szarości. Zadbani i niechlujni. Kobiety, mężczyźni i dzieci. Jedni przystojni, piękni, a inni tacy, że strach patrzeć. Część z nich patrzy złowieszczo w naszą stronę, a inni obdarowują nas szerokim uśmiechem... Tak, znowu mówimy o tym co widać gołym okiem.

Wsiadasz w samochód. Rozglądasz się po jego wnętrzu. Dotykasz różnych elementów. Jedziesz. Testujesz hamulce, uczysz się jak go prowadzić. Przesiadasz się do innego. Widzisz różnicę. Porównujesz. Wyrabiasz sobie zdanie. Wsiadasz do kolejnego i znów to samo...

Rozmawiasz z człowiekiem. Dyskutujecie, żartujecie, debatujecie, poruszacie przykre tematy. Rozmawiasz z kolejnym i następnym. Porównujesz ich do siebie. Wyrabiasz sobie opinię podług rozmów z innymi.

Każdy samochód jest inny. Stworzony do innych celów. Terenowe trasy, auto rodzinne, sportowe...

Każdy człowiek jest inny. Wychowany w innych warunkach, mniej lub więcej doświadczony przez los...

Porównanie człowieka do auta jest dziwne? Być może!

Chciałam Ci tylko powiedzieć, żebyś nie oceniał po wyglądzie!
Chciałam Ci tylko powiedzieć, żebyś nie wrzucał wszystkich do jednego worka!
Chciałam Ci tylko powiedzieć, żebyś nie wymagał od innych by byli tacy jak ktoś kogo lubisz!

Chciałam Ci tylko powiedzieć, że każdy jest inny. Ty także!
Nikt nie lubi być porównywany do innych. Ty także!

Pamiętaj o tym!


Czytaj dalej