3 etapy, które mogą zniszczyć matkę wcześniaka.

Udostępnij ten post


Nie dla każdego rodzicielstwo jest drogą po zielonym, mięciutkim dywanie usłanym stokrotkami. Nie każdy z rodziców potrafi doszukiwać się jedynie plusów rodzicielstwa. Są tacy rodzice, których pewne sytuacje przerastają i nie potrafią radzić sobie z pewnymi emocjami.


Dużą część tych rodziców stanowią Ci, którym przyszło zmierzyć się z wcześniactwem swoich dzieci. Oczywiście nie wszyscy rodzice wcześniaków. Ja jednak należę do tej grupy, która w pewnym etapie życia została przytłoczona i zgnieciona napływem zdarzeń, emocji...
Dla mnie najgorsze były trzy stany psychiczne z którymi musiałam się zmierzyć. Nie były to łatwe momenty w moim życiu.

1. Jestem winna!


Stałam i patrzyłam jak moje dziecko walczy o życie. Wszędzie jakieś kabelki, cyferki i dziwne urządzenia. Napływ informacji, lekarska terminologia i paniczny strach mieszały mi się w głowie. W domu też nie było lepiej. Wizyta za wizytą, specjalista za specjalistą, badanie za badaniem... Płacz gdy pielęgniarka musiał pobrać krew do badań, płacz gdy ćwiczenia na rehabilitacjach były niekomfortowe, krzyk gdy okulistka musiała zbadać oczy... Byłam temu wszystkiemu winna! To moja wina, że Filip musiał tego doświadczyć. To ja powinnam się męczyć, a nie on. Takie myśli towarzyszyły mi na każdym kroku. Czekałam na uśmiech syna, a on się nie uśmiechał. W moim sercu potęgowała się nienawiść do samej siebie. Wmawiałam sobie, że skoro on się do mnie nie uśmiecha to znaczy, że mnie nie cierpi za to wszystko co musi przechodzić.



Przedwczesny poród jest szokiem dla rodziców. Jego konsekwencje mogą długo ciągnąć się za dzieckiem i rodzicami. Zmęczeni tym wszystkim rodzice mogą po pewnym czasie zacząć poszukiwać winy w sobie. Ja bardzo długo borykałam się z tym problemem. Nie rozumiałam dlaczego tak się stało skoro bardzo o siebie dbałam będąc w ciąży. Z perspektywy czasu wiem, że nie można tak żyć i obwinianie się nie prowadzi do niczego dobrego. Pisałam Wam o tym TU.

2. Pogoń za rówieśnikami.


Moja Iza to jak miała 10 miesięcy to już chodziła. Serio on jeszcze nie siedzi? Kochana jak tak dalej pójdzie to on będzie najmniejszy w klasie, daj mu trochę kaszki. Czytałam w tej książce, że dzieci o tym czasie co Twój Filip to powinny już stawać.- Co wieczór, gdy leżałam już pod kołdrą te wszystkie słowa kotłowały mi się w głowie. Filipku dasz radę, zrób to dla mamusi. Błagałam w myślach synka i liczyłam, że wreszcie usiądzie. 

Każdy rodzic pragnie aby jego dziecko rozwijało się prawidłowo i nie odstawało od rówieśników. Takie wytykanie braków może zrobić wiele szkód. Wcześniak to taka malutka istotka, która opuściła cieplutki, milutki kącik pod serduszkiem mamy o wiele za szybko. Potrzebuje teraz czasu aby oswoić się z nową sytuacją i nauczyć się żyć w nowym miejscu. Rodzice nie mogą dać się sprowokować. Przecież doskonale wiedzą jak wiele przeszło ich dziecko.

3. Szukanie "czegoś" na siłę.


Niby wszystko jest dobrze ale zrobimy jeszcze USG. Proszę przyjechać do kontroli za tydzień. Najlepiej jakby zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu. Trzeba koniecznie zlecić dodatkowe badania. Myślałam, że te zdania będę słyszała już zawsze. Bałam się, że to się nigdy nie skończy i lekarze będą szukać stale jakiś chorób. Jak bardzo się cieszyłam, gdy wreszcie wizyty zostały planowane na rok później. Tylko niestety zmieniło się coś innego. Wtedy to nie lekarze szukali "czegoś" tylko ja. Każdy ruch, gest, skrzywienie twarzy, zachowanie- wszystko analizowałam, sprawdzałam, czytałam... Bałam się, że coś przeoczę. Strach mnie paraliżował i popadałam w paranoję. Dobrze, że miałam obok bliskich, którzy stopowali moje lęki i sprowadzali na ziemię. Skoro lekarze nie znajdują "czegoś" to i ja nie miałam potrzeby szukać.

Niestety częste wizyty u różnych specjalistów to chleb powszedni dla rodziców wcześniaków. Od samej ilości chorób, nazw, badań może człowiekowi zakręcić się w głowie. Strach, który towarzyszy przy każdym badaniu potrafi sparaliżować. Jest to strach o życie i zdrowie dziecka.

Wcześniactwo może skończyć się różnie. Niektórzy tracą swoje małe Aniołki i w sercu pozostaje wielka pustka. Niektórzy do końca życia muszą borykać się z ciężkimi chorobami swoich dzieci. Niektórzy mają dużo szczęścia, bo wychodzą z tego niemal bez szwanku. Wszystkich ich jednak łączy to samo. Podejmują walkę. Ciężką walkę o zdrowie i życie swoich dzieci. Oni potrzebują wsparcia bliskich, pomocnej ręki.

Gdy człowiek przestaje radzić sobie z własnymi emocjami może to skończyć się bardzo źle. Jako matka wcześniaka borykałam się z wieloma ciężkimi etapami w moim życiu. Te trzy jednak dały mi się najbardziej we znaki. Mam nadzieję, że mam je już za sobą. Chociaż ten trzeci nadal wraca. Zasypia na jakiś czas i znów się budzi, by zaatakować.

25 komentarzy :

  1. Jesteś cudowną i bardzo dzielną MAMĄ :-) nigdy już nie myśl , że to była Twoja wina ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj Kasiu! Oby jednak nawet ten 3 etap zniknął na dobre, nie ma co się stresować i szukać czegoś na siłę! Zarówno Ty jak i Filipek jesteście wspaniali, a rozwój to indywidualna sprawa, zarówno wśród wcześniaków jak dzieci urodzonych o terminie widać często spore różnice. Za kilka lat nawet ich nie dostrzeżesz! A Synek być może nawet wyprzedzi rówieśników i będzie miał np. lepsze wyniki w nauce!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mądry post, jestem pewna, że pomoże wielu młodym rodzicom. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Każda matka ma obawy i to nie tylko matka wcześniaka. Każda patrzy na inne dzieci i porównuje, ale Ty jako mam wcześniaka miałaś te obawy o wiele większe i podziwiam Cię za siłe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zazdroszcze, u nas zupelnie na odwrot. Mala pojawila sie miesiac po termine. Ciagle slyszalam pytania: to ty jeszcze nie urodzilas? Na cale szczescie mialam madrego lekarza, który bacznie wszystko katrolowal i mala pojawila sie na swiecie cala i zdrowa

    OdpowiedzUsuń
  6. Podjęłaś walkę i ją wygrałaś! :) Wygrywacie ją cały czas ze swoim synkiem :)
    Co do pierwszej fazy tez to przeżywałam i długo nikt nie wyprowadzał mnie z błędu. Musiałam poradzić sobie sama, niestety ona wraca co jakiś czas. Ja nie miałam szansy wygrać mojej walki...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, jesteś mądrą , silną kobietą! Masz cudnego synka i nie myśl tym co może się za=darzyć bo się zadręczysz :) Jest dobrze i będzie dobrze :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Mogę sobie tylko wyobrażać przez co przechodziliście i współczuje :-( ale najważniejsze że teraz jest dobrze :-).
    A to o czym piszesz myślę że tyczy się nie tylko wcześniaków... Zwłaszcza punkt 2... Jak mnie wkurza takie porównywanie... No i sama pamiętam jak "panikowałam" gdy np Dusia mając roczek nie posiadała jeszcze zębów a teoretycznie powinna już albo gdy czytałam że powinna już raczkować a ona przemieszczała się tylko na pupie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Lęk o dziecko towarzyszy każdemu rodzicowi ale z pewnością ten o wcześniaka jest silniejszy. Najważniejsze że najgorsze macie za sobą. Życzę Wam zdrówka. Oby w przyszłości nie było żadnych oznak wcześniejszego porodu Filipa. Całuski

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś bardzo silną kobietą.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem mamą wcześniaka i bardzo przeżyłam pierwsze chwile po urodzeniu Niny. Ja nie brałam winy na siebie, ale bardzo słabo radziłam sobie ze stresem... Na szczęście pomogła mi bardzo moja mama i mąż. Te wszystkie badania, nieprawidłowości, które wykazywały mnie przytłoczyły, ale to już na mną! Teraz mój mały smyk ma 2 lata i prawie nadrobiła wszystkie opóźnienia rówieśnicze. Zostały problemy z refluksem a przez to i ząbkami... ale jest z nami, ja poradziłam sobie jako mama i uwierzyłam, ze choćby się świat walił gdy będę przy córce dla niej będzie to najważniejsze. Tobie też życzę siły i tylko jasnych stron macierzyństwa! Pozdrawiam Bogna

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja miałam dużo szczęścia, bo junior choć się wybrał na świat w 35 tygodniu, to był na tyle duży i samodzielny, że nawet nie wylądował w inkubatorze. Nigdy też nie odstawał od innych dzieci i nie dawał mi zbyt wielu powodów do niepokoju. Dodatkowe badania nie budziły więc we mnie strachu, a raczej myślałam, że mamy sporo szczęścia, bo urodził się zdrowy, a jeszcze go dokładnie przebadają. Fakt, że zaatakowała nas żółtaczka i spędziliśmy w szpitalu 2 tygodnie, ale potem już było tylko dobrze. Uświadomiłaś mi, jaką jestem szczęściarą.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzielna jesteś :)
    Oj znam to. Chociaż Emil z pogranicza wcześniactwa, to ma zwapnienia na wątrobie i mieliśmy podejrzenie różyczki wrodzonej. Mamy mały maraton po specjalistach, ale na szczęście jest ok, rozwija się świetnie, ale pkt. 3 znam dobrze. Byle dziwne zachowanie, a ja już się doszukuję drugiego dna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Urodziłam Hanię w 30 tygodniu. Jednak zanim to się stało od 12 tc już działy sie same problemy. Najpierw zespół TRAP, zabieg, amnipounkcja... potem w 18 tyg zaczęły odchodzić mi wody... Od 20 tygodnia byłam na oddziale patologii ciązy 130 km od domu. A w domu został mój syn, i świeżo poslubiony (11 dni wcześniej) mąż... To co przeszła, zostanie ze mną na zawsze... długo mogłabym opowiadać. Hania urodziła się szybko i bezboleśnie, jednak nie oddychała, dawano jej małe szanse... Dziś ma 7 miesięcy i nie ma oznak wcześniactwa- jest zdrowa- mamy dużo kontroli i czekam aż się skończą. Jednak jestem pełna obaw. Każdy kaszel, świst czy zła mina wzbudza mój ogromny strach. Czytając to co napisałaś, po buzi spływają mi łzy- pisząc ten komentarz również. A dziś taki dzień- ten WOŚP- magiczna fundacja, dzięki której nie było by ze mną mojej kruszynki. Mam nadzieję, że ten ogromny strach kiedyś minie... i zostanie tylko nieprzyjemnym wspomnieniem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dużo przeszłyście! Jednak wczesniaki to silne osóbki, które za wszelką cenę chcą żyć. Owsiak dał im tą szansę i nikt nie powinien teraz jej odbierać.

      Dziękuję za ten komentarz i życzę Wam dużo zdrówka!

      Usuń
    2. Bardzo dużo przeszłyście! Jednak wczesniaki to silne osóbki, które za wszelką cenę chcą żyć. Owsiak dał im tą szansę i nikt nie powinien teraz jej odbierać.

      Dziękuję za ten komentarz i życzę Wam dużo zdrówka!

      Usuń
  15. Dla mnie jeszcze nie skończyl się etap rozpamietywania. Co piatek wspomnienia jak wszystko się zaczęło. A Minęło już 17 tygodni. Dzidzio ma się dobrze, a chyba gorzej ze mna...

    OdpowiedzUsuń
  16. Mo syn urodził się w 30 tc, w zamartwicy, 980 gram,33 cm. W 10 dobie wyłoniona stomia. Długa walka za nami, przed nami jeszcze trochę zostało. Syn ma teraz 21 miesięcy i dopiero zaczął chodzić za rączkę. Sama zadawałam sobie nieraz pytanie dlaczego ja i dlaczego moje dziecko? Siebie nigdy nie obwiniałam,ze to moja wina,ze mój syn urodził się jako wcześniak. Ja wymusiłam na lekarzu prowadzący kolejne skierowanie do szpitala. Gdybym tego nie zrobiła byłoby po mnie i po moim dziecku.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję za ten wpis zgadza się w 100% dokładnie te trzy etapy przechodziłam. Trzeci trwa nadal. Córka z 32tc teraz 16 miesiecy. Poryczalam się czytając ten tekst. Nikt nie zrozumie co przeżywa mama wcześniaka. Dziękuję pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze, że często zostajemy z tym wszystkim same. Dobrze, że mamy siebie i możemy wymieniać się różnymi doswiadczeniami i przeżyciami.

      Dziękuję za Twoje słowa i życzę pomyślności!

      Usuń
  18. Rozumiem doskonale, o czym Pani pisze. Nasz synek (też Filip) urodził się w 26 tc. Teraz ma 21 miesięcy i jesteśmy w tej szczęśliwej grupie rodziców, których dziecko wyszło ze skrajnego wczesniactwa obronną ręką. Mam przy sobie zdrowego Synka i za to jestem wdzięczna Bogu i lekarzom, ale zawsze już w pamięci pozostaną te dramatyczne miesiące walki o jego zycie. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  19. Zgadza sie wszysto.



    OdpowiedzUsuń
  20. A co powiecie na to, ze ojciec dziecka obwinia matke o wczesniejszy porod?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To smutne... Nawet nie wiem jak musi być Ci z tym ciężko.Ja miałam wsparcie w mężu i rodzinie więc dużo łatwiej było mi przez to przejść. Jeżeli tylko chcesz pogadać pisz śmiało czy to na FB czy na maila.

      Usuń