3 rzeczy, które działają na niekorzyść dzisiejszego rodzicielstwa.

Udostępnij ten post


Czasy się zmieniają- ten tekst można usłyszeć kilkanaście razy dziennie od wielu osób. Razem z nimi zmienia się spostrzeganie świata, rozwija technologia i zmieniają poglądy wychowawcze. Nasze babcie prały na tarach tetrowe pieluchy, a my wyrzucamy do kosza jednorazowego pampersa. Dawniej dzieci biegały po kałużach, a dzisiaj siedzą z nosem przed laptopem. 


Nie wszystko z biegiem czasu staje się lepsze. Czasami niestety to właśnie czas i podążanie za jego duchem działa na naszą niekorzyść. Dokładniej na niekorzyść tego co dzieje się wokół rodzicielstwa, wychowywania dzieci, leczenia, zabaw, edukacji i ogólne wszystkiego co związane z relacją dziecko-rodzic.

Jak każda matka staram się być najlepsza. Popełniam mnóstwo błędów i za każdym razem dobrze je analizuję. Staram się jednak aby wszystkie moje rodzicielskie działania były przemyślane i zrównoważone. Nie chcę popadać w dziwaczne skrajności, których w dzisiejszych czasach jest mnóstwo. To właśnie te skrajności sprawiają, że dzisiejsze rodzicielstwo nie jest wcale proste. Dla mnie najbardziej niepokojące i nierozsądne są trzy z nich.

1. Wychowanie bezstresowe.


Jak dla mnie teoria wymyślona o czwartej nad ranem przez osobę, która w dzieciństwie była przytłoczona nadmiarem obowiązków i wiecznie klęczała w kącie na grochu. Sorry! Nie wierzę w brednie o bezstresowym wychowaniu. Dziecko musi mieć obowiązki, musi być karane gdy zrobi coś źle i musi mieć wyznaczone granice. Jak ma nauczyć się co jest dobre, a co złe jeżeli nikt mu tego nie wytłumaczy? Kręcenie głową i słowa dezaprobaty z wielkim uśmiechem na ustach to słaba metoda na wychowanie. A co z konsekwencjami złych uczynków? Jak będzie miał 16 lat i pobije jakąś babcie na ulicy to tatuś pogrozi paluszkiem i powie "nunu synuś, tak nie wolno"? Myślisz, że takie dziecko wychowywane bez stresu idąc do szkoły będzie miało dobrze? Tam to dopiero dowie się co to stres, bo nikt nie będzie się rozpływał nad jego zachciankami.


2. Moda na nieszczepienie.


Kiedyś modne to były dzwony, a teraz modne jest nieszczepienie dzieci. Zapiszę się do ruchu antyszczepionkowego i będzie fajnie, moje dziecko nie będzie dostawało tego syfu ze szczepionki. Przecież teraz i tak nikt nie choruje na ten dziwny tężec czy polio. A zastanowiliście się dlaczego? Dlatego, bo ludzie się szczepią i tworzą tzw. odporność zbiorową. To, że Twoje nieszczepione dziecko nie zachorowało na odrę, ospę czy różyczkę to tylko czysty zbieg okoliczności i pewnie w dużej mierze fakt, że istnieje właśnie owa odporność zbiorowa. Tylko, że jak ta głupia moda się rozpowszechni to choroby zakaźne powrócą, bo przecież już nie będzie mowy o odporności zbiorowej. Tylko błagam Cię nie mów, że znasz dziecko szczepione które zachorowało. Ja też znam, bo szczepienie wcale nie chroni przed chorobą a przed powikłaniami, które ona może wywołać. Także daruj sobie ten argument. Kurcze, a może zrobimy sobie ospa party? Będzie super! Dzieci się nam uodpornią. Chrzanić to co mówią lekarze, bo oni się nie znają. No i lecisz później z dzieckiem, które po ospa party ledwo żyje do tego głupiego doktorka i błagasz o ratunek. No ale przecież "Chrzanić lekarzy!" Jasne, że są sytuacje gdy lekarz nie pozwala szczepić, ponieważ to może zagrażać życiu dziecka. Rozumiem to. Nie rozumiem jednak nieszczepienia dla mody i dlatego, że ktoś się boi NOP- ja też się boję. Jednak bardziej boję się konsekwencji nieszczepienia i tego, że cofniemy się do czasów gdy ludzie umierali na te wszystkie straszne choroby.

3. Mamuśka na luzaku.


Czapkę dziecku? Wytrzeć nos? W wózku kocyk? Niepoważna kobieta! Przecież nic mu się nie stanie jak przez cały dzień pobiega na bosaka po trawie! Ja to puszczam na dwór i lata cały dzień. Ostatnio mam wrażenie, że kobiety na siłę chcą z siebie zrobić mamuśki na luzaku. Takie co to się nie przejmują, że dziecko może być chore i coś może mu zaszkodzić. Takie co to robią na przekór wszystkim. Najlepiej niech dziecko biega na golasa, je wszystko co znajdzie na ziemi, nie myć mu butelek tylko oblizać, a jak ma 4 miesiące niech wcina rosół i schabowego. Gorąco, ludzie się rozpływają, 40 stopni w słońcu a ona dziecku czapki nie ubierze bo przecież jest ciepło i co ludzie powiedzą. Nie myśli o tym, że dziecku może takie słońce zaszkodzić i dobrze byłoby aby czapka się znalazła. Sytuacja z tego roku: Nadmorska plaża. Siedzi dziewczynka na oko 5 lat i telepie się z zimna. Ma na sobie bluzę z kapturem. Ojciec na siłę ściąga jej tą bluzę, bo jest ciepło i ma chodzić bez. No, bo dzieci cioci Jadzi chodzą w strojach to Ty też być mogła, a nie wymyślasz. Przecież takie dziecko samo już potrafi powiedzieć, że jest mu zimno a skoro się ubiera to faktycznie tak musi być. Totalne ignorowanie potrzeb dziecka, bo tatuś chce być na luzie. Albo bezsensowne teksty "moja mama tak robiła i ja żyję", "wszyscy na podwórku się tak bawili i nic im nie jest". Skwituję to tylko jednym zdaniem: Ja też kiedyś jechałam autem bez zapiętych pasów, kąpałam się w jeziorze po alkoholu, dałam dziecku bawić się kablem od ładowarki i żyjemy oboje. Jednak to, że tak zrobiłam nie uważam, że to było mądre i nikomu tego nie polecam."


W tych czasach trzeba znaleźć złoty środek. Potrafić się odnaleźć i nie popadać w skrajności. Rodzic powinien wyśrodkować potrzeby dziecka i swoje. Nigdy nie można dać się ponieść grupie (chociaż jest to bardzo ciężkie). Miej swoje zdanie. Takie, które jest wypracowane na doświadczeniu i obserwacji własnego dziecka. Nie zawsze to co dobre dla innych jest również dobre dla Ciebie i Twojej pociechy.

15 komentarzy :

  1. Hm, stuprocentowo zgadzam się z pierwszym punktem!

    Nie wyobrażam sobie, że mój synek podrośnie i... nie będzie robił nic. Ja zostałam wychowana w taki sposób, że w każdym momencie umiałam poradzić sobie sama, zrobić sobie jeść, posprzątać, wyprać mimo baaardzo młodego wieku.
    To podstawowe czynności, które są wręcz koniecznością!
    Dziecko, któremu "nie odbieramy dzieciństwa" i pozwalamy na totalną sielankę przez wszystkie szkolne lata wyrośnie nam na lenia i obiboka... .

    Tak samo kary - dziecko musi wiedzieć, że zrobiło źle! Uważam również że klaps to nie bicie, chociaż pewnie zostanę zhejtowana przez wiele mam ;)
    www.xavilove.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Różne trendy przychodzą i odchodzą, mnie niespecjalnie ruszają, najważniejsze to kierować się własną intuicją i robić to, co uważa się za słuszne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie to ujelas. Pracuje z rodzinami i dziećmi. Problem zbytniego wyluzowania, złego podejścia, braku granic jest ogromny i trudny do poprawy, nierozumiany. Ale najgorsze jest to, że obecnie rodzice często są tak zapedzeni, ze zapominaja o swoich dzieciach, które potrzebują bliskości, obecności rodzica, miłości, ale i granic, które kształtują charakter człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie gadaj, kąpałaś się w jeziorze po alkoholu???? :D:D:D
    A tak poważnie to co ja mam ci powiedzieć, chyba tylko: Amen siostro! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nawet jestem zdania, że tak zwane wychowanie bestresowe wywołuje więcej stresów. Dziecko wtedy nie czuję się bezpiecznie.
    Na szczepieniach się nie znam, ale szczepię.
    A co do punktu 3: byłam kiedyś na pogadance o karmieniu dzieci i tam jedna mama z dumą oznajmiła, że jej dziecko od czwartego miesiąca jadło danonki. #truestory

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja do punktu 3 dodałabym jeszcze jego przeciwieństwo, czyli zbytnie trzymanie dziecka pod kloszem. Wszystko na tacy, mamusia przygotuje, poda, zrobi, posprząta, a ty, dzieciątko broń boże się nie przemęczaj, bo się spocisz i jeszcze cię przewieje! Pół biedy jak ktoś dorasta i zaczyna widzieć, że to nienormalne, gorzej, kiedy dziecku to odpowiada i dramat pojawia się, gdy na przykład idzie na studia i poszukuje stancji lub akademika...

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się, że skrajności są niewskazane!

    OdpowiedzUsuń
  8. Super post! Co do tego całego ruchu anty-szczepionkowego... W szpitalu zakaźnym, kiedy byłam na diagnostycznej wizycie z moich maluchem, przebywało 10 dzieci z krztuścem!! Także, tego...

    OdpowiedzUsuń
  9. Kasia "Wychowanie bezstresowe" to jedna z trudniejszych metod wychowawczych i wcale nie polega na tym co opisałaś w pierwszym punkcie, nic a nic... Sama nie stosuję tej metody, bo to naprawdę ciężka praca, nad sobą i nad dzieckiem, ciągła praca. Ma ona zarówno wiele zalet jak i wad, ale jeżeli ktoś stosuje się do niej odpowiednio, to na pewno nie zaszkodzi ani dziecku ani społeczeństwu, a jeżeli ktoś "olewa" co robi jego dziecko i mówi, że to jest wychowanie bezstresowe, to są zwykłe brednie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę o tym, bo sama kiedyś miałam takie podejście jak Ty, ale kiedy zaczęłam się nad tym głębiej zastanawiać i interesować tym, z czystej ciekawości, zobaczyłam w jakim błędzie byłam ;) Wychowanie bezstresowe jest bardzo trudne, nie jest pozbawione stresu i stawia dziecku granice, to jest cały proces wychowawczy już od niemowlaka.

      Usuń
  10. kiedyś jakaś mądra Pani psycholog opowiadała, że bezstresowe wychowanie jak najbardziej jest ok, ale nie w interpretacji jaka jest w Polsce, czyli dziecku nie mowimy nie, nie krzykniemy, nie powiemy ze czegoś nie wolno.
    Bezstresowe wychowanie to wychowanie w granicach, dziecko ma pełną świadomość co może a czego nie może :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niektórzy przechodzą ze skrajności w skrajność. Fajnie jest we wszystkim znaleźć jakiś złoty środek.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak jak napisałaś - najważniejsze to nie popadać w te wszystkie (czasami tylko śmieszne, a czasami wręcz niebezpieczne i przerażające) skrajności. Osobiście mam takie podejście, że ani w modzie, ani w wychowaniu dziecka nie kieruję się jakimiś przemijającymi trendami czy tzw. "owczym pędem" - raczej staram się robić to, co podpowiada mi intuicja i zdrowy rozsądek.

    OdpowiedzUsuń
  13. Złoty środek - otóż to. My szczepimy dzieci, ale tylko na podstawowe rzeczy, a i tak wszyscy zachorowaliśmy na krztusiec, mimo szczepień, tylko średnia córka nie, bo u niej zrobiono kiedyś badania i wykazało,że nie nabyła odporności na krztusiec, wtedy ją doszczepili.Więc, oprócz szczepień trzeba by robić badania czy szczepienia działają. Takie błędne koło.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja bym dopisała: internetowe wychowanie albo internetowe bzdury. Niestety oprócz masy przydatnych rzeczy, można w necie znaleźć stek bzdur na temat wychowania dzieci, ich zdrowia, szczepienia itd. I matki to łykają. Na forach roi się od idiotyzmów, które sa potem powielane przez kolejne mamuśki. Kiedyś nie było tego natłoku informacji i w gruncie rzeczy miało to dużo pozytywnych efektów.

    OdpowiedzUsuń