Dzieci są jak bąki- można wytrzymać tylko ze swoimi!

Udostępnij ten post


Dzieci są jak bąki- można wytrzymać tylko ze swoimi! Taka jest niestety prawda. Póki cudzy bąk siedzi tam gdzie powinien wszystko jest OK, a gdy wedrze się w Twoją strefę powietrzną przestaje być sympatycznie. Co innego jeżeli byłby to Twój bąk- on Cię nie rusza. Prawda?


Dzieci są urocze. Takie malusie, różowiutkie i słodziutkie. Te starsze to znowu takie rezolutne i wspaniałe. Zachwytów nie ma końca. Tylko, że zachwytów nad swoim, bo cudze są urocze tylko do czasu...

Jesteś w odwiedzinach u dawno nie widzianej kuzynki. Oczywiście jej gromada dzieci zaczyna wchodzić Ci na głowę. Kuzynka zachwyca się nad swoimi pociechami i wymienia ich nowo nabyte umiejętności tak jakby deklamowała pacierz. Ty po raz setny wkładasz na głowę klocka i udajesz, że kichasz po to żeby jedno z jej dzieci zanosiło się śmiechem. Oj jak super! Tylko, że super skończyło się jakieś 40 razy temu. Teraz to jest zwyczajnie wkur***, a Ty nie masz sumienia tego powiedzieć. Gdyby tak odmienić role i to byłoby Twoje dziecko? Ta cholerna zabawa w apsik! wcale by Cię nie denerwowała, bo przecież Twoje dziecko ma z tego taką wielką frajdę.

Linczujecie matki, które głośno mówią, że nie chcą dzieci w restauracji. Wylewając na te matki wiadra z pomyjami myślicie o swoich kochanych, grzeczniutkich i idealnych dzieciach. Przecież im nikt nie może zabronić wychodzenia do restauracji. To nie to samo co dziecko sąsiadki z góry. Ten to jest taki nieznośny i irytujący, że powinien siedzieć cały czas w domu. Zupełnie nie zdajecie sobie sprawy, że rzeczy będące dla Was normalnymi mogą być nie do zniesienia dla innych. 

Maluch w piaskownicy sypiący piachem po oczach jest niewychowany, rozpieszczony i najchętniej byś powiedziała kilka słów jego matce żeby w pięty jej poszło. Przecież jak on tak może. Niech ona coś z nim zrobi. A Twoje dziecko? Ojojoj nic się nie stało. Moja niunia już nie będzie. Zresztą jest jeszcze malutka. Ona nie wie, że nie wolno.

Takich rzeczy można wymieniać tysiące. Jako to mówią: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Oczywiście, że dzieci są śliczne, kochane i słodziutkie. Oczywiście, że gdy dzieje się krzywda obcym dzieciom to jest ci źle, przykro i smutno. Oczywiście, że nie chcesz krzywdy żadnej małej istotki. Tylko, że w momencie, gdy ktoś wychwala pod niebo swoją pociechę masz ochotę rzygnąć tą kolorową tęczą. W sytuacji, gdy czyjeś dziecko zbyt mocno narusza Twoją przestrzeń masz ochotę pacnąć się deską w łeb i stracić przytomność. Nasze dzieci zdecydowanie wolniej wyprowadzają nas z równowagi niż cudze. Chyba, że są to wnuki lub pracujesz jako nauczyciel- Ci to mają nerwy ze stali ;)

Dzieci są jak bąki- można wytrzymać tylko ze swoimi!


18 komentarzy :

  1. Trafiłaś w samo sedno .Wiele jest super takich sytuacji , że człowiek ma dość ale co zrobić , przecież nie będę pouczać koleżanki lub obcej kobiety jak ma wychowywać swoje dziecko .Ja tam już wolę swoje Bąki i zdala się trzymam od innych ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam nadal uwielbiam niemowlaki. Trzymam na rękach, przytulam itd a potem oddaje rodzicom dziecka i ciesze się, że,nie moje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kiedyś nie lubiłam dzieci, a odkąd mam własne to nie tylko dzieci mi nie przeszkadzają, ale ciągle wprawiają w podziw i rozczulają, tak, jak np. ostatnio gdy czytałam w przedszkolu moje bajki - wyszłam naładowana na maksa pozytywną energią!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja kiedys uwielbialam dzieci, ale odkad mam wlasne to obce jedynie mnie drazniom. Nie wazne czy w sklepie, parku, na ulicy jakos tak nie lubie i juz. Moj tez daje popalic ale to co innego

    OdpowiedzUsuń
  5. Nic tu dodać nic tu ująć ;) Chociaż ja osobiście dzieci do restauracji bym nie zabrała, bo oni zawsze "burdel" robią i trzeba się szybko ewakuować ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafne spostrzeżenie :) Choć niemowlęta faktycznie bywają urocze nawet te cudze, ale to tez do pewnego momentu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To prawda, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, To co nam wydaje się urocze kogoś innego doprowadza do furii i na odwrót to co nas drażni inni postrzegają jako wspaniałą zabawę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Komentarz anjanka wygrał nagrodę internetów :D Co do tekstu, to nigdy nie wkurzam się na dzieci, winni zawsze są rodzice. Pół biedy jak ktoś jest zamyślony/rozkojarzony i nie dociera do niego, co wyczynia pociecha. Po zwróceniu uwagi zwykle szybko ogarnia sprawę. Problem pojawia się, gdy po zwróceniu uwagi dostajemy ochrzan, bo nikt nie będzie nam mówił jak mamy wychowywać swoje dziecko...

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm... Dziwne ale ja mam inaczej... Widzę jak moje źle robić i zwracam uwagę nawet ostatnio mąż mi mówi że za dużo wymagam od naszych dzieci....nie wiem ale jakość widzę że sypie piachem to odrazu reaguje czy to moje czy kogoś, fakt moje jest kochane ;-) Monika Flok

    OdpowiedzUsuń
  10. fajnie napisany tekst :)
    Ja dzieci nie lubię więc szybko nie będe mieć takich problemów ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja piórkuję! Ze swoimi Bąkami czasem ciężko wytrzymać! :D Najchętniej nie zabieram ich do restauracji :P Ale czasem muszę :/ Bo w końcu trzeba je jakoś uczłowieczać, nie? Oby tylko nie za często ;)

    ps. zapraszam: http://matkapokraczna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Tekst trafiony w punkt! Podpisuję się obiema rękami :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahahaha.
    Nerwy ze stali... Jeśli masz je w tym zawodzie dla dzieci w przedszkolu, to czasami zaczyna brakować ich dla własnych... Gdybym najpierw była mamą, a potem miała wybrać kierunek studiów, nie byłabym chyba tym kim jestem.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam o tym już chyba na wszystkich blogach.. Dlaczego blogerki tak powielają tematy? Wysilcie się trochę..

    OdpowiedzUsuń
  15. popieram i podpisuję się z czystym sumieniem :D

    OdpowiedzUsuń