Rzygam Twoim lukrowanym macierzyństwem!

Udostępnij ten post

Dziecko jest ogromnym skarbem i temu nie da się zaprzeczyć. Jego uśmiechy i spojrzenia potrafią stopić serce z kamienia. Nie zmienia to jednak faktu, że macierzyństwo to nie są jedynie różowe, beztrosko hasające jednorożce i pachnące kwiatuszki.


Ta mała istotka już od pierwszych sekund swojego życia potrzebuje od nas mnóstwo troski, miłości, cierpliwości i wyrozumiałości. Nie potrzebne jej są wówczas oryginalne bodziaki czy najdroższy kocyk. Dziecko potrzebuje rodziców, którzy poprowadzą je ku dorosłości.

Jak już zdążyliśmy sobie wyjaśnić dziecko wymaga od nas bardzo wiele. Nie ma co się oszukiwać, że w 100% spełnimy jego oczekiwania. I jeżeli ktoś Wam pisze, że on dał radę na 100% to ja bym mu nie wierzyła. Nikt nie jest w stanie przez całe życie iść z przyklejonym uśmiechem na twarzy i udawać, że nie wie czym są negatywne emocje. Myślisz, że się mylę? Dzieci nie są idealne i my też nie jesteśmy.

Nie wierzę, że Twoje dziecko nie płacze, nie marudzi i nie miewa humorków. Robi to prawda? I co wówczas też jest Ci tak różowo i beztrosko? W tym momencie dostrzegasz jedynie same plusy macierzyństwa? Nie sądzę. Na tą chwilę na pewno jesteś zestresowana, podirytowana lub jeszcze coś innego.

Nie wierzę, że gdy Twoje dziecko zrobi kupę w pampersa to wesoło kicasz w jego stronę niczym króliczek z radością, że musisz je przebrać. Przecież kupka pachnie niczym stokrotki skropione poranną rosą. Kupa to kupa i nie oszukujmy się, że ona jest wspaniała i cudowna. Kolorowego macierzyństwa w niej nie ma wcale no chyba, że radość z kupki do nocnika. Czasem zdarza się zielona ale wówczas to już kolorowo nie jest, bo kłania się wizyta u lekarza.

Nie wierzę, że Twoje dziecko nigdy nie zachorowało lub nie miało kolki, bolesnego ząbkowania. Niestety dzieci chorują, a maleńkie przechodzą często nieprzyjemne etapy w swoim życiu. Jako matki wówczas cierpimy i czujemy się bezsilne. Nie wierzę, że za każdym razem gdy Twoje dziecko cierpiało Ty się śmiałaś i cieszyłaś swoim lukrowanym macierzyństwem.

Nie wierzę, że nigdy nie zaklęłaś pod nosem lub nie pomyślałaś, że masz dość.  Marudzenie dziecka, kupki, monotonia, bezsilność w chorobie dziecka... Cokolwiek z tych rzeczy zapewne nie raz spowodowało, że uśmiech znikł z Twojej twarzy. Nie przejmuj się tym. Jesteś tylko i aż człowiekiem. Masz do tego prawo! Jeżeli po raz setny czytasz artykuł w kolorowej gazecie lub na ociekającym lukrem blogu słowa:

Wstawanie o 4 rano nie jest złe, bo budzi Cię uśmiech Twojego dziecka. Więc przestań narzekać. 
Przestań narzekać na bałagan, bo to tylko dziecko. Zacznij sprzątać.
Nie rozumiem dlaczego narzekasz, przecież dzieci są urocze.


To zamknij tę gazetę lub kliknij na czerwony krzyżyk. Każdy ma prawo mieć gorszy dzień. Każdy ma prawo podzielić się swoimi zmartwieniami, smutkami i niedogodnościami. Kochane mamuśki nie dajmy się. Mamy prawo do wyrażania swoich emocji. Mamy prawo do tego żeby głośno mówić jak coś nam się nie podoba.

Jak czytam takie brednie o tym jak to ta matka idealna nigdy się nie złości, nigdy nie miewa gorszych dni, nigdy nie uniosła nawet głosu, nie ukarała dziecka to zaraz przychodzi mi na myśl taki obrazek: Ogromny tort czekoladowy z lodami, karmelem i toffi. Oblany dużą ilością różowego lukru i wysmarowany słodką, bitą śmietaną. Na wierzchu sypnięte trzy kilo kolorowej posypki, misie żelki i pianki marshmallow. Od samego patrzenia cofa się poprzedni posiłek. Al wiecie co? Ten tort jak za długo postoi na słońcu to się rozpuści i zostanie z niego wielka breja.


Jasne, że uśmiech dziecka i jego miłość rekompensuje wszystkie smutki i niedogodności macierzyństwa. Oczywiście, że każda mama jest w stanie zrobić te rzeczy bez mrugnięciem okiem. Jednak nie musi wmawiać sobie, że one są słodkie i lukrowane. Nie musi mieć wiecznie przyklejonego uśmiechu na twarzy. Nie musi udawać przed otoczeniem, że wszystko jest słodziutko i grać w teatrzyku pod tytułem "Idealna mamuśka". One nie istnieją.

Gdy będziecie czytać kolejny raz o lukrowanym, różowym, przesłodzonym macierzyństwie to pamiętajcie, że to ściema. Macierzyństwo ma swoje blaski i cienie. Nie piszę tego żebyście rezygnowały z chęci posiadania dzieci. Piszę to dlatego żebyście się nie zawiodły, gdy już będziecie je miały.


Pamiętajcie też, że za te cienie i ciemną stronę macierzyństwa czeka Was piękna nagroda- MIŁOŚĆ WASZEGO DZIECKA.

14 komentarzy :

  1. Posiadanie dziecka, które nie płacze, nie miewa humorów i nie marudzi byłoby zbyt piękne, aby mogło stać się rzeczywistością ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety to blogerki często kreują taki idealny obrazek macierzyństwa...

    OdpowiedzUsuń
  3. I za to Cię lubię!!!
    A ja dzisiaj oberwałam troszkę za podobny wpis :/
    Kłania się chyba czytanie ze zrozumieniem, kilka osób zupełnie nie podjęło o czym piszę.
    No cóż takie jest życie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu oj jak ja Cie rozumiem, i pomimo,że moje młodsze dziecko jest naprawdę grzeczne to mam jeszcze starszego do ogarnięcia i czasem mam wrażenie bardziej kłopotliwego. Oj jest cudownie i kocham swoje życie ale i mi zdarzyło się wyjść z domu przewietrzyć głowę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze moje dzieci naprawdę nigdy nie miały kolki, a kupa powodowała co najwyżej u mnie salwę śmiechu (zwłaszcza taka po szyję), ale poza tym ile ja mam powodów żeby codziennie rzucić kilka razy jakimś niecenzuralnym epitetem. Oj uzbierałoby się tego. Nie, macierzyństwo zdecydowanie nie jest wyłącznie słodkie i rozkoszne, czasem jest wkurzające do wyrzygania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mnie to strasznie irytuje, kiedy niektóre osoby mówią o macierzyństwie jak o beztrosce. Daje to skrzywiony obraz macierzyństwa i potem ktoś się na nie decyduje, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. To ciężki zapieprz i trzeba ukazywać całą prawdę, a nie ją pomijać. Osobiście dostaję szału widząc np. na fb wiecznie ubrane slodko dzieciaki, czyste do bólu - dzień w dzień, wypicowane tylko do tego zdjęcia, a prawda jest inna, bo dzieci po prostu szybko każą nam robić pranie :)
    Dobry wpis, chylę czoła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co, lepiej pokazywać brudne dziecko na zdjęciach? To by zaraz zabrali heheheh ;]
      To logiczne, że ludzie chcą pokazać siebie i dzieciaka jak najlepiej, nawet jeśli poza kadrem biega ututłane a pranie trzeba robić codziennie, więc nie widzę w tym powodu do szału :)

      Usuń
  7. Zazdroszczę, gdy ktoś jest absolutnie spokojny, opanowany (oaza spokoju) i ma na wszystko czas. Zawsze chciałam mieć dzieci i nigdy nie będę tego żałować, ale fakt jest taki, że każde jest indywidualnoscią i ma swoje zdanie i swoje humory, które nie zawsze z mojego punktu widzenia są polukrowane zwłaszcza gdy ostatnio każdy mój dzień jest dniem świra i żyje w ciągłym biegu który powoli mnie wykańcza. Nie mam wydluzonej doby a wszędzie muszę zdążyć. Najczęściej odbija się to ba braku snu

    OdpowiedzUsuń
  8. Pisanie o pozytywach jest łatwiejsze. Oczywiscie, ze jestem zmęczona, ze puszczają mi nerwy. Ze mam ochotę zaszyć sie w lozku na miesiac i z niego nie wychodzic. Ale kocham mojego synka, czekam na drugiego i choc wiem, ze latwo nie bedzie, to mile chwile zawsze spychaja na drugi tor te nieprzyjemności i zmęczenie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj taaaaak, moje cudownie pachnące watą cukrową macierzyństwo zaczęło się od mega kolki, zaparć,a potem srajtania po same pachy, rzygania na lewo i prawo, zasmarkanych nocy i bardzo wczesnych poranków - ależ było cudownie :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Lukrowane macierzyństwo zależy od nastroju. Czasem mam ochotę zostawić moje dzieci w przedszkolu na całą noc i mieć chwilę dla siebie. A czasem mam je non stop przez 24 godziny i wiem, że bez nich wszystko byłoby do bani. Jest ciężko, śmierdząco, kaszląco, bałagniąco ale to one dają mi siłę napędową i bez nich życie byłoby do bani. Więc jeśli ktoś chce żyć w tym swoim lukrowanym świecie wydalając tęczę na lewo i prawo to niech sobie żyje. Ja wiem jedno, moje dzieci są męczące jak cholera ale są moje, kochane i tylko dzięki nim mam siłę na codzienną egzystencję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sporo w tym prawdy.
    Rzeczywiście jak wchodzę na różne blogi, instagrama, strony parentingowe czy nawet fora internetowe od razu zarzucana jestem lukrowanym światem macierzyństwa.
    Nie powiem, wkurza mnie to.
    Ale...
    No właśnie. Przecież to jest oczywiste, że mam gorsze dni, że wyglądam jak pół dupy zza krzaka, że Mały miewa humorki, płacze, kupka, siusia i ulewa, a to wszystko w dokładnie tej samej chwili.
    Wiadomo, że miewam prawie w ogóle nieprzespane noce, że chodzę jak zombie, że jedyne o czym marzę to wielki kubek mocnej kawy, ale nie mogę bo karmię.
    Jeeeny, ile ja bym dała, za pójście z koleżankami do kina i na plotuchy na herbatkę, zostawiając dziecko pod opieką mężowi, ale nie mogę bo mały buntuje się nawet jak nie ma mnie godzinę bo poszłam na drugą stronę ulicy do fryzjera.

    Cóż... mogłabym wymieniać tak godzinami. Jednak też coś w tym jest, że ten mały szczerbaty uśmiech rekompensuje mi wszelkie bolączki i nic na to nie poradzę. Moje odpieluszkowe zapalenie mózgu ukazuje mi wszystko w pastelowych barwach, dookoła mnie biegają jednorożce, a z nieba lecą żelki Haribo :).
    Tak jest :)

    OdpowiedzUsuń
  12. aż mdli od opisu torta. Moje macierzyństwo zdecydowanie nie ocieka zajebistoscią i lukrem :)

    OdpowiedzUsuń