Słoń Leon i świnka Malinka czyli duet idealny.

Udostępnij ten post

Duety są nie tylko w znanej sieci komórkowej. Pojawiają się one w filmach, życiu i w literaturze. Uwielbiam takie duety idealne jak Astelix i Obelix, Bolek i Lolek czy Flip i Flap. Duety idealne, pasujące do siebie niczym dwa puzzle i doskonale się uzupełniające. Takim właśnie duetem jest świnka Malinka i słoń Leon.

Kim są świnka Malinka i słoń Leon? To główni bohaterowie książek, których autorem jest Mo Willems. Starsi zapewne kojarzą Ulicę Sezamkową prawda? Mo Willems jest jej współtwórcą. Wróćmy jednak do bohaterów książek wydawnictwa Babaryba, o których chcę Wam opowiedzieć. Słoń Leon to taki przyjemny, wrażliwy ale trochę gapowaty i głupiutki przyjaciel świnki Malinki, która jest jego przeciwieństwem. Świnka, która jest inteligentna, zrównoważona i rozsądna zawsze stara się "ogarniać" przygody, które przeżywa wraz z Leonem.



Bardzo lubię, gdy książki wydawane są w całych seriach. W przypadku Malinki i Leona nie mówimy o kontynuacji jakiejś historii czy przygody. Każda z książek jest opisem konkretnej sytuacji, która dzieje się tu i teraz. Nie są ze sobą powiązane a mimo tego czytając kolejne części czujemy, że bohaterowie i ich tok myślenia jest nam dobrze znany. 


Jakie przygody świnki i słonia nas zachwyciły? 


"Mieszkamy w książce."




Pierwsze spotkanie z tą książką było dla nas ogromnym zaskoczeniem. Usiedliśmy z Filipem na łóżku w sypialni i otworzyliśmy książkę. Przygotowani byliśmy na podglądanie przygód słonia i świnki. Jednak nasze zdziwienie było ogromne! Jednak nie było przygód tylko podglądanie. Oni tam byli i spoglądali na nas z kartek książki. Przysięgam, że widziałam jak na mnie patrzą i jeszcze śmieją się ze mnie między sobą. Błagam uwierzcie mi! Nie, nie, nie chcę do psychiatry... On serio tam byli! Sama już nie wiem czy zaskoczyliśmy ich i nie zdążyli się przygotować wskakując na odpowiednie miejsca w książce, czy po prostu przeszkodziliśmy im w drzemce. Oni byli równie mocno zaskoczeni jak my. Siedzieli tam sobie i patrzyli na nas z drugiej strony książki. Pokazywali nas palcami, szeptali sobie na ucho i kazali czytać na głos a później się z tego śmiali.Nigdy wcześniej nie cieszyłam się z tego, że ktoś wyzywa mnie od potworów i śmieje się ze mnie. Tym razem sprawiało mi to przyjemność. Bardzo nas polubili (z wzajemnością) i nie chcieli się z nami rozstawać. Niestety wszystko ma swój koniec. Dobrze, że zawsze można zacząć od początku.


Książkę kupisz tutaj- KLIK.


"Złamałem trąbę."





Bohaterowie oczywiście się nie zmienili. Jednak tym razem możemy posłuchać historii głupiutkiego słonika i poobserwować niecierpliwą świnkę. Tym razem bardzo utożsamiałam się z Malinką. Zawsze denerwowały mnie długie i pokręcone historie, które nigdy się nie kończą. Tak jak Malinka niecierpliwie oczekiwałam puenty. Z drugiej jednak strony tak jak Leon często mi się przytrafiają rzeczy, które należą do takich długich i pokręconych historii. To w jaki sposób słoń Leon złamał trąbę zdecydowanie należy do takich! Najlepsze jest jednak zakończenie, gdy Malince przytrafia się to samo.

Książkę kupisz tutaj- KLIK.


"Czy polubisz moją breję?"





Po pierwszej części przygód słonia i świnki myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy. Jednak ta książka przebiła wszystko. Nigdy nie pomyślałabym, że w tak zabawny i przystępny sposób można schować bardzo ważną i spędzającą sen z oczy wielu rodziców sprawę. Oczywiście chodzi tu o jedzenie. U nas w domu raczej nie ma z tym problemu i jedzenie oraz nowe smaki nie są "Ble!" lub "Fuj!". Jednak historia dwóch przyjaciół bardzo nas rozbawiła i mało brakowało, a na obiad miałabym zupę ze skarpetą. Zabawna historyjka z głębokim morałem: "Nie mów nie póki nie spróbujesz." Chociaż z drugiej strony... Nie jestem przekonana czy dałabym się namówić na spróbowanie czegoś po czym robisz się żółty, zielony a na koniec fioletowy. Leon skusił się tylko dlatego żeby nie robić przykrości swojej przyjaciółce. To skarb mieć kogoś takiego co zrobi dla Ciebie wszystko.

Książkę kupisz tutaj- KLIK.

Słoń Leon i świnka Malinka uzależniają od siebie. Wiem co mówię, bo już trzeci tydzień z rzędu czytam je przed snem. Sama już nie wiem czy dziecku, czy sobie. Ten duet idealny zagościł na stałe w naszych serduszkach i już niecierpliwie czekamy na kolejne części zwariowanej ekipy.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz